Dziś samo „szybko” nie wystarcza. Gdy koszt eksperymentowania spada, a produkt, marketing i sprzedaż można przyspieszyć dzięki AI w firmie, bariery wejścia maleją. Rośnie liczba graczy, a czas na zbudowanie pozycji rynkowej wyraźnie się skraca.
Technologia przestaje być deficytem – staje się powszechnym akceleratorem. Coraz rzadziej wygrywa ten, kto „ma AI”, a częściej ten, kto potrafi nadać jej kierunek i przełożyć możliwości narzędzi na decyzje operacyjne. O przewadze decyduje sprawczość: zdolność do uruchamiania działań, domykania tematów i dowożenia mimo niepewności.
Wraz z tym rośnie znaczenie czynnika ludzkiego. AI może przyspieszać procesy, ale nie zastąpi odpowiedzialności za priorytety i standardy pracy. W świecie podobnych narzędzi różnicę budują tożsamość, konsekwencja decyzji i autentyczność – bez udawanej misji.
Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:
AI obniża próg wejścia do obszarów, które wcześniej wymagały znaczącego kapitału, specjalistycznych kompetencji lub wielu lat praktyki. Dotyczy to nie tylko kodowania, ale też pracy w marketingu, sprzedaży czy analizie. Efekt jest prosty: więcej osób może szybciej sprawdzić pomysł i wypuścić pierwszą wersję produktu.
W praktyce jedna osoba może dziś funkcjonować jak mały zespół, ponieważ część zadań operacyjnych przejmują „wirtualni współpracownicy”. Skraca to dystans między pomysłem a testem rynkowym i zmienia dynamikę konkurencji – w tym samym czasie na rynku pojawia się więcej zbliżonych rozwiązań.
Skoro narzędzia będą coraz lepiej dostępne, przewaga nie polega na samym „posiadaniu technologii”, tylko na umiejętnym użyciu jej do szybkich iteracji i podejmowania decyzji. Kto nie testuje, ten nawet nie wejdzie do gry.
„Sztuczna inteligencja demokratyzuje możliwość budowania – nagle jednoosobowa firma może mieć w praktyce kilku dodatkowych „pracowników”” – Bartek Pucek, inwestor, założyciel i prezes Proofs; wspiera firmy technologiczne.
Gdy wiele zespołów równolegle pracuje nad podobnymi pomysłami, rośnie znaczenie „velocity” – tempa uczenia się na rynku. Nie chodzi o szybkość dla samej szybkości, tylko o tempo dochodzenia do wniosków: co działa, co nie działa i dlaczego.
Drugim filarem jest „agency”, czyli sprawczość: zdolność do łączenia kropek, podejmowania ryzyka i dowożenia efektu mimo niepełnych danych. To kompetencja, której nie da się zastąpić samym narzędziem, bo obejmuje też gotowość do konsekwencji decyzji.
W praktyce wyróżnia nie perfekcyjny plan, lecz rytm działań: test, informacja zwrotna, poprawka, kolejny test. AI przyspiesza pętle eksperymentów, ale nie zdejmie z founderów obowiązku rozumienia klienta i niuansów kontekstu, które wciąż bywają trudne do uchwycenia „z automatu”.
„Dzisiaj musisz umieć szybko adaptować się do realiów, krytycznie spojrzeć na projekt i nie bać się pivotu” – Sebastian Kulczyk, międzynarodowy inwestor, właściciel Manta Ray VC i twórca InCredibles.
W świecie, w którym technologia kusi wizją autopilota, łatwo utożsamić automatyzację ze zdjęciem z siebie odpowiedzialności. Tymczasem rola lidera się nie zmienia – nadal musi odróżniać odwagę uzasadnioną strategią od brawury oraz podejmować decyzje wtedy, gdy stawka jest realna, a wynik niepewny.
Równocześnie rośnie znaczenie solidnych fundamentów kompetencyjnych. Współpraca z AI jest produktywna tylko wtedy, gdy potrafimy precyzyjnie formułować pytania, krytycznie oceniać odpowiedzi i korygować kierunek działania. Bez wiedzy trudno wykorzystać potencjał narzędzia – i równie trudno nad nim panować.
Dlatego akcent przesuwa się z pytania „czy używać AI” na „jak jej używać”. Nie jako protezy zwalniającej z myślenia, lecz jako partnera w procesie analizy i decyzji. Wtedy technologia realnie wzmacnia skuteczność, zamiast utrwalać powierzchowność.
„Sztuczna inteligencja nie ma jeszcze odwagi, a my musimy uczyć się z nią współpracować – inspirować ją i challengować” – Rafał Mrówka, profesor SGH, kierownik programu MBA for Startups.
W raporcie „Portret kompetencyjny polskiego przedsiębiorcy technologicznego Anno Domini 25”, przygotowanym przez InCredibles i Mentors for Starters, widać silny kapitał edukacji formalnej – ponad 90 proc. badanych deklaruje wykształcenie wyższe. To może pomagać, ale nie jest gwarancją sukcesu.
Ważnym wątkiem jest też rozjazd między samooceną a momentami prawdziwego sprawdzianu. Dopiero starcie z rynkiem, konieczność kolejnych zmian kierunku i presja prezentowania projektu pokazują, które kompetencje są realne, a które tylko deklarowane.
Ciekawy sygnał płynie także z porównań międzynarodowych: przewaga jest częściej odczuwana w technice niż w zarządzaniu czy obszarach trudniej mierzalnych. Jednocześnie nawet młodsi uczestnicy rynku potrafią wskazać odporność na stres jako krytyczną kompetencję – co dobrze opisuje temperaturę tej gry.
„Studia są karmą dla naszego procesora – dają bazę, na której można budować, ale sukces wymaga też odporności na stres i ogarniania siebie” – Maria Belka, prezeska i współzałożycielka Mentors for Starters.
Coraz częściej pojawia się podejście AI-first: zanim organizacja poprosi o nowy budżet, etat czy usługę, ma wykazać, że nie da się osiągnąć celu przy wsparciu AI. To zmienia rolę menedżerów – nie tylko zarządzają ludźmi, ale projektują współpracę ludzi z narzędziami.
W praktyce można to ująć w trzy obszary pracy lidera:
Ta zmiana ma swoją cenę. Automatyzacja w pierwszej kolejności dotyka ról powtarzalnych i pracy opartej na przetwarzaniu informacji, a w sektorach usługowych skala redukcji może być znacząca. Tym bardziej rośnie znaczenie marki, zaufania i jasno określonych wartości. Gdy narzędzia są podobne, decyzje o wyborze partnerów i pracodawców coraz częściej opierają się na tożsamości organizacji – a tej nie da się zautomatyzować.
„Marki powinny mieć jasno określone wartości i ludzką twarz. Ludzie są dziś wyczuleni na greenwashing, pinkwashing i każdą formę pozorowanej misji” – Alina Sztoch, współzałożycielka i prezeska Kubota.
Przewaga startupu w erze AI coraz rzadziej opiera się na samej technologii, a coraz częściej na jakości działania: sprawczości, odwadze, zdolności uczenia się i dojrzałości w pracy z ludźmi. Narzędzia wyrównują próg wejścia, ale nie znoszą odpowiedzialności za decyzje i ich skutki.
Najbardziej odporne modele połączą szybkość eksperymentów z jasnym systemem wartości i kompetentną współpracą z AI. Taka kombinacja pozwala skalować się dynamicznie bez utraty kierunku – i budować organizacje odporne zarówno na presję rynku, jak i na własne tempo wzrostu.
Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=e-JKXOV2A9w
Treść została wygenerowana za pomocą AI.
AI obniża koszt budowania i testowania, więc sama „technologia” częściej staje się commodity. Przewagę daje tempo iteracji, zrozumienie klienta i egzekucja.
Więcej w: „Demokratyzacja budowania: mniej barier, więcej konkurencji”.
Velocity to tempo uczenia się na rynku (test–feedback–poprawka). Agency to sprawczość: podejmowanie decyzji, branie odpowiedzialności i dowożenie mimo niepewności.
Więcej w: „Velocity i agency: jak wygrywać, gdy wszyscy mogą wystartować”.
Odwaga, odporność na porażki, krytyczne myślenie, rozumienie kontekstu klienta oraz umiejętność „challengowania” AI: ocena jakości, kierowanie, kontrola.
Więcej w: „Odwaga, uczenie się i umiejętność „challengowania” AI”.
Wysoki poziom formalnej edukacji i mocne kompetencje techniczne, ale w praktyce (pitch, pivot, presja) pojawiają się braki w obszarach zarządczych i „miękkich”, trudniej mierzalnych.
Więcej w: „Portret kompetencyjny polskiego foundera: mocna technika, słabsze „miękkie” dowożenie”.
Tak, szczególnie w powtarzalnych rolach biurowych i usługach wspólnych. Równolegle rośnie popyt na ludzi, którzy potrafią wdrażać AI i budować przewagę procesami, kulturą i produktem.
Więcej w: „AI-first w organizacji: nowe wymagania wobec liderów i twarde skutki uboczne”.
Jarosław Sroka. Dobry wieczór. W świecie startupów, młodych, dynamicznie rozwijających się firm liczy się tempo. Czy jednak, kiedy to tempo zderza się z nieprzewidywalnością, powstaje problem? Zazwyczaj liczą się ci, którzy potrafią podejmować decyzje pod presją. Czyli nie narzędzia, ale właśnie ludzie. Nie algorytm, tylko człowiek z krwi i kości, który wie, co zrobić, gdy z dnia na dzień wypada wspólnik, przepada kontrakt lub trzeba wymyślić produkt na nowo. Tylko czy to nadal prawda? Bo przecież codziennie widzimy, jak technologia wygrywa z doświadczeniem. Narzędzia AI zatrudnione przez pięcioosobowy zespół załatwiają to, co jeszcze pięć lat temu wymagało armii ludzi. Czy to oznacza, że kompetencje przedsiębiorców schodzą na dalszy plan? Co zrobić, by wygrać, nie dać się wypchnąć maszynom z gry? O tym właśnie dzisiejszy Fir-Firmament. Firmament. Za sterami Paweł Sołtys. Póki co, człowiek z krwi i kości. A w studiu z nami pani doktor Maria Belka, prezeska i współzałożycielka Mentors for Starters. Dzień dobry, bardzo mi miło. Bartek Pucek, inwestor, założyciel i prezes Proofs. Dzień dobry. I profesor Rafał Mrówka, Szkoła Główna Handlowa, kierownik programu MBA for Startups i stały wykładowca w Firmamencie. Jak żywy. Dzień dobry. Może nawet żywy. Żywy. Dobry wieczór. Moi drodzy. Wyzwanie przed nami nie lada, ale widzę, że jesteście ożywieni. W związku z tym chyba temat dobrze dobraliśmy do dzisiejszej audycji. Czy rośnie pokolenie takich, którzy dzięki technologii będą sobie radzili lepiej w biznesie i to będzie decydowało o tym, że będą te firmy budować lepiej, szybciej, sprawniej niż inni? No… Innych chyba nie będzie w najbliższym czasie. Albo będziemy łączyć technologię z naszymi kompetencjami, albo nas nie będzie w biznesie. Dokładnie. Chciałam powiedzieć, że trudno mówić tutaj o całym pokoleniu, ale na pewno będzie– to jest taki czas, kiedy jeśli ktoś będzie miał tą właśnie samosterowność i taką sprawczość do działania, to, to są najlepsze czasy. Ale w jakich obszarach technologia nas wzmocni, zastąpi? Które z naszych kompetencji wyostrzy, wyniesie na inny poziom? Przede wszystkim zdemokratyzuje możliwość budowania i próbowania nowych rzeczy. Dużo się mówi o tym, że dzięki sztucznej inteligencji koszt budowania rzeczy zmierza do zera, czyli każdy w zasadzie może zacząć coś budować- Czyli dzięki sztucznej inteligencji nawet nie bardzo inteligentni będą mogli zbudować konkurencyjną firmę. Dobrze rozumiem? Nawet, to nie jest nawet kwestia inteligencji, ile możliwości. Dlatego, że na przykład, gdybyś dzisiaj chciał spróbować zbudować jakiś zaawansowany technologicznie produkt i nie posiadasz na przykład możliwości programowania, w sensie to nie jest część Twoich kompetencji, musiałbyś je nabyć albo za nie zapłacić, czyli nabyć je na rynku. No ale co się dzieje w przypadku, kiedy masz możliwość skorzystania z takiego rodzaju agenta sztucznej inteligencji albo właśnie samej sztucznej inteligencji i poprosić o zbudowanie określonego rozwiązania, za które do tej pory musiałbyś albo zapłacić pieniądze, albo spędzić wiele lat próbując się nauczyć, jak to budować? Więc dochodzi do demokratyzacji możliwości budowania w wielu obszarach, bo nie mówimy tylko i wyłącznie o obszarze stricte pisania oprogramowania, ale też w obszarach marketingowych, sprzedażowych. W zasadzie w każdej wertykalnej dziedzinie mamy do czynienia z rozwojem sztucznej inteligencji w taki sposób, że Ty możesz albo te kompetencje nabyć szybciej, czyli szybciej się ich nauczyć, albo skorzystać z tej sztucznej inteligencji. Być może w niektórych wertykałach jeszcze w sposób niedoskonały, a w niektórych już w bardzo, bardzo dobry po to, żeby nagle z jednoosobowej, z jednoosobowego, z jednoosobowej firmy nagle się okazało, że w postaci tej wirtualnej sztucznej inteligencji masz pięciu, sześciu, dziesięciu dodatkowych w cudzysłowiu pracowników, którzy pomagają Ci w sposób naprawdę bardzo dobry jakościowo wykonywać dodatkową pracę dużo szybciej, dużo taniej i dużo wcześniej niż zazwyczaj z perspektywy rozwoju swojej firmy. Czyli ta konkurencja będzie jeszcze brutalniejsza, ponieważ tych, którzy będą mogli wynosić szybko swoje zespoły na taką samą wysokość przelotową i konkurować z innymi, będzie więcej. To już wygląda na to– to już widać dzisiaj. W Dolinie Krzemowej dwa bardzo popularne słowa, które obecnie są odmieniane w przypadku inwestowania w firmy technologiczne. Jedno słowo to jest velocity, czyli szybkość razem z tym tempem wznoszenia się. I drugie to jest agency, czyli właśnie ta sprawczość. I te dwie umiejętności są bardzo poszukiwane w tej chwili wśród potencjalnie budujących, ponieważ osób próbujących nowe rzeczy jest rekordowo dużo. Czyli co? Zgodzicie się z takim powiedzeniem, które teraz właśnie mi się przypomniało? Świętej pamięci doktor Jan Kulczyk piętnaście albo szesnaście lat temu powiedział, że przyszłość należy nie do tych, którzy wiedzą więcej, ale do tych, którzy wiedzą szybciej. O to w tym chodzi? Tak, ale z drugiej strony technologia egital-egatal-egataliżutulu. Przepraszam. Cokolwiek ona robi, wiemy, że na dobre nam to nie wyjdzie. Wyrównuje szanse. Natomiast z drugiej strony ludzie ciągle- A, bot by się nie pomylił. Właśnie, niestety. Więc jednak człowiek. Z drugiej strony jednak ludzie różnicują. Ludzie różnicują to, jak dzisiaj firmy działają. Ciągle potrzebujemy super liderów, którzy przyjdą i pociągną, zarażą entuzjazmem, którzy podejmą sprawne decyzje, którzy potrafią przyciągnąć do siebie swoją charyzmą innych, tak, ja nie wiem-Wartościowych pracowników. Tu ciągle jest miejsce dla człowieka. Pytanie oczywiście jak długo, bo ja tutaj tak do końca optymistą nie jestem, ale na razie jeszcze przez jakiś czas na pewno. Ja się absolutnie zgadzam, że tym słowem kluczem tutaj jest ta sprawczość. To się, czyli się mówi wysoka agencja, czyli z jednej strony umiejętność podejmowania decyzji i łączenia pewnych rzeczy i podejmowania ryzyka i-i robienia rzeczy tak, żeby one się zadziałały po prostu. Działanie, myślenie z-tak przez pryzmat efektu, który chcemy osiągnąć, ale też ta, ta ta charyzma. Ale ja się zgadzam, że tak powiem, egalitarniej teraz, teraz się, się stało, ponieważ kiedyś, żebyśmy coś zaprogramowali, to faktycznie albo musieliśmy komuś zapłacić, albo tą wiedzę posiąść, a dzisiaj wszyscy dążą do tego, żeby język programowania był po prostu językiem takim, jakim my się dzisiaj posługujemy. I wtedy moglibyśmy na przykład, gdyby Rafał był botem, to moglibyśmy z nim też rozmawiać tutaj o programowaniu. Ale co to byłaby za przyjemność, prawda? No ale dobrze, skoro jeżeli dobrze Państwa rozumiem, a jestem tutaj ambasadorem naszych słuchaczy. Czyli jeżeli założymy Bartku, tu patrzę na Ciebie uważnie, że dostęp do technologii będzie równy, tani, czyli to wyrówna szanse de facto wszystkich, bo nie będzie już elementem przewagi konkurencyjnej ta technologia. To co zdecyduje o tym, że jedni, a nie wszyscy odniosą sukces? Wyrówna dla tych, którzy spróbują. Czyli najpierw musimy zdać sobie sprawę, że nie wszyscy spróbują. I to jest jedno z najważniejszych wyzwań, moim zdaniem w szczególności dla osób młodych, że ta sprawczość autentycznie jest kompetencją do pielęgnowania i do, do wytworzenia. Sprawczość jest jednocześnie połączona z ryzykiem i umiejętnością radzenia sobie z podejmowaniem ryzykiem i jednocześnie z ponoszeniem porażek. No ale jak już zaczniemy, to dzisiaj trzeba przyznać, że widać ewidentnie, że bardzo często, kiedy wchodzi jakiś rodzaj nowej technologii czy pojawiają się jakieś nowe pomysły, jest granicząca, jest– w zasadzie można mieć pewność, że kilka, kilkadziesiąt, a może kilka tysięcy osób już pracuje nad tym samym pomysłem. Więc jeżeli mamy tak dużą konkurencję już na starcie, pytanie jest, co jest tym wyróżnikiem i wyróżnikiem właśnie jest to velocity, czyli to, to tempo pracy. Wyróżnikiem jest bardzo dobre słuchanie potrzeb klienta. To jest bardzo ważna cecha z perspektywy człowieka, w szczególności, jak zrozumieć tą potrzebę, jak zrozumieć ten, te, te niuanse, ten właściwy kontekst, który nie zawsze jeszcze dla maszyny dzisiaj jest zrozumiany albo jest, jest w środku. I z drugiej strony bardzo ważna rzecz to jest niepoddawanie się pomimo tych porażek, dlatego, że kiedy się buduje firmę, w szczególności w obszarze technologicznym, w szczególności na granicach tej technologii, to jakby złota zasada jest taka, że się nie udaje przez większość czasu, do momentu aż się udaje. Po czym znowu kolejny eksperyment, znowu się nie udaje kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. I znowu trzeba wstać kolejnego dnia i powiedzieć to próbuję w takim razie jeszcze raz. I to jest bardzo ważna ludzka cecha. To nie oznacza, że zawsze czy w przypadku AI będzie, zawsze musi się zakończyć sukcesem. Tutaj każde działanie z AI dzisiaj jakby oczekujemy, czy AI, oczekuje od siebie, od siebie jakiegoś wyniku, jakiegoś rodzaju outputu i on się powinien zakończyć sukcesem, a w rzeczywistości tak nie ma. To jest bardzo ważna cecha, w szczególności dla osób, które zaczynają przygodę z budowaniem swoich czy z przedsiębiorczością w ogóle No dobrze, drodzy Państwo, a teraz będą Państwowie, Państwo świadkami wyjątkowego wydarzenia, bo czas na stały punkt naszego programu, czyli mini wykład profesora Rafała Mrówki ze Szkoły Głównej Handlowej. Bo właśnie ze Szkołą Główną Handlową i z Rafałem powstaje ta nasza audycja. Rafale, czy jakiś taki spontaniczny wykład jesteś w stanie dla nas zrobić, bo niektórzy mają wątpliwości, czy Ty jesteś, czy Ty istniejesz, czy Ty nie jesteś po prostu maszyną, która tak jak z karabinu przygotowuje nam te kolejne felietony do kolejnych audycji? Jarku, dla Ciebie zawsze, nie ma najmniejszego problemu. Bartek mówił tutaj przed chwileczką o ryzyku. Ja powiem, że o odwadze. Jak ważna jest odwaga w kontekście tych kompetencji, które, których potrzebują ciągle organizacje, którzy mogą dostarczyć przedsiębiorcy. Ta odwaga, która, której dzisiaj sztuczna inteligencja ciągle jeszcze nie ma. I teraz pytanie, czy oczywiście w przyszłości nie możemy zaprogramować sztucznej inteligencji tak, żeby była bardziej odważna, ale dzisiaj to się jeszcze nie udaje, bo też ta umiejętność rozpoznania tej akceptowalnej odwagi od tego prostego szaleństwa to jest jednak coś, co się chyba wymyka takiemu prostemu zaprogramowaniu i kontroli. Więc ja tu jestem na razie jeszcze optymistą, ale tak jak powiedziałem, nie wiem, czy popsze czasy. Ja zerkam tutaj na wydawcę, czy możemy zaliczyć tą odpowiedź jako element mini wykładu profesora Rafała Mrówki. I to było radosne potwierdzenie. Zerkam tutaj na nasze skrzydło naukowe. Pani Doktor, Panie Profesorze, rozmawiając o kompetencjach młodych przedsiębiorców, tak będę powolutku nawigował w stronę raportu, który niedawno się pojawił, który jest naszym wspólnym dzieckiem. Co on mówi o kompetencjach przedsiębiorców w Polsce? Czy oni są przygotowani do tego, w jakim kierunku i tempie będzie się zmieniał świat? Czy działalność, czy prowadzenie działalności w obszarze nowo technologicznym tak naprawdę niczym się nie różni od przepraszam, prowadzenia warzywniaka? Trzeba umieć liczyć, trzeba zachęcić i zmotywować odpowiednio ludzi, potrafić rozliczyć pożyczone pieniądze i komunikować się z klientamiPani doktor. Na pewno trzeba, mając startup technologiczny, na pewno trzeba umieć liczyć, komunikować się z klientami. Tak samo w warzywniaku. Tak samo, jak w warzywniaku. Tylko taka różnica, że startup jest skalowalny, no, jeśli mówimy o technologii, no to oczywiście dzięki tej, tej technologii. Jeśli chodzi o naszych krajan i krajanki, które, które trudnią się właśnie tutaj startupami, no to wyszło nam bardzo wiele ciekawych wniosków, jeśli chodzi o ich kompetencje. Oprócz tego, że oczywiście wszyscy ponad dziewięćdziesiąt procent jest bardzo wykształcona, mając studia wyższe, co jest, że tak powiem, ciekawe pod kątem tego, że wszyscy mają edukację formalną. To jest taki warunek sine qua non, który wydaje się, że jest czymś super, super istotnym. Czyli nie mają wielkiej szansy na odniesienie sukcesu, bo jak patrzymy na tych największych tego świata, którzy odnieśli najbardziej spektakularne sukcesy, to tam z tymi dyplomami krucho, prawdaż? Tak, tylko tam każdy gdzieś z Harvardu odchodził albo gdzieś z takich uczelni, gdzie, gdzie, gdzie chyba był taki ferment przedsiębiorczy. I to były takie momenty, kiedy po prostu już, yy, na coś się decydujesz, coś jest kosztem, że tak powiem, studia były kosztem, kosztem biznesowym, ale na pewno też jest cała masa takich historii, gdzie ktoś nie skończył tych studiów i nie wyszedł z tego żaden Microsoft ani, ani, ani Meta. No dobrze, tak rozmawiając o tych kompetencjach przyszłości polskich młodych przedsiębiorców technologicznych, czego mają w nadmiarze, a gdzie pojawiają się deficyty? A ja bym powiedział jeszcze jedną rzecz, że z tego raportu, który Maria przed chwilą- To jest rozumiem uzupełnieniem wypowiedzi Marii. Tak, tak, tak. Z tego raportu, który Maria przed chwilką cytowała, tam się wyłania jeszcze jeden wniosek, że to samopoczucie, ta samo-ocena polskich przedsiębiorców, ona jest rzeczywiście dosyć wysoka, natomiast ja bym odróżnił jednak to z tą samoocenę od rzeczywistości. My tak naprawdę analizujemy tylko tutaj postrzeganie tych przedsiębiorców, samych przedsięw- Deklaracje, oczywiście. I teraz tak naprawdę tym momentem sprawdzianu są momenty, są te chwile, kiedy oni pitchują, kiedy oni rozpoczynają swoje biznesy, kiedy dokonują kolejnego pivotu, kiedy muszą zderzyć te swoje pomysły z rzeczywistością. I tam to wygląda już różnie. To znaczy okazuje się, że tych wielu kompetencji jednak bardzo brakuje i one wymagają ciągle uzupełnienia To ja jeszcze pozwolę sobie nadbudować, że z kolei jak mieli się porównać do swoich odpowiedników zagranicznych, to się– to tylko lepiej się ocenili przy kompetencjach technicznych, a nie jeśli chodzi o wszelkiej maści inne typy właśnie zarządzanie, czy nawet takie już bardziej kreatywne. Co też pokazuje, że mamy chyba troszeczkę jeszcze jakiś taki kompleks i tam, gdzie możemy naprawdę tak udowodnić na twardo, ok, super programujemy, wygrywamy konkursy więcej łącznie niż, nie wiem, Rosjanie, Chińczycy i Amerykanie. Tutaj oczywiście trochę zmyślam, bo to są co chwilę takie doniesienia, jaki to my wielki konkurs wygraliśmy, to tam możemy trochę poczuć się lepiej. A w tych wszystkich, które są trudno mierzalne, no to jest tam jeszcze jakaś taka doza gorszej oceny. Znaczy, jestem bardzo ciekawa, jakby się z kolei startupowcy zagraniczni z różnych rynków ocenili, ale to- Ja tylko państwa- Naprowadzę na trop, że mówimy cały czas o raporcie Portret kompetencyjny polskiego przedsiębiorcy technologicznego Anno Domini 25, który powstał we współpracy Incredibles i Mentors for Starters. Bartku, jak, jako anioł biznesu zerkasz na młodych przedsiębiorców, to masz przygotowaną taką tabelę kryteriów, w którym odhaczasz jakie kompetencje wróżą mu dobrze, a które będą dla niego obciążeniem w rozwoju Nie mam takiej listy, ale odpowiedź brzmi „to widać”. No dobrze, no to zróbmy eksperyment. Przymknij oczy. Wyobraź sobie tego, z którym ostatnio miałeś przyjemność rozmawiać i co tam grało, a co w tym junaku Ci się nie zgadzało. Siedemnastolatek, który w siódmej klasie szkoły podstawowej miał problemy z matematyką, poszedł na korepetycje z matematyki. Spodobała mu się matematyka. Stwierdził, że jednak będzie mniej grał w gry, a spróbuje programowania. Później, dwa lata później poszedł na olimpiadę matematyczną. Rok później na olimpiadę w zakresie AI. Jest w tej chwili po super spotkaniach w Dolinie Krzemowej. Dołączy do jednego z lepszych programów AI-owych tego lata. Em i całość tej krótkiej historii, a jest takich naprawdę w Polsce wiele, pokazuje, że czasami po-kierowanie czy trafienie na taką trajektorię, na którą musi się złożyć kilka rzeczy jakiś nauczyciel, jacyś rodzice, a coś, co się dzieje, co jest publikowane w internecie, a jednocześnie skupienie się na tym odpowiednie nakierowanie, pokazanie, że są ogromne szanse, że można, można marzyć o więcej jednocześnie, jest, jest bardzo ważne i to później widać nawet w takich młodych osobach, gdzie jeszcze nie ma tego doświadczenia na przykład. Ale chęć dobudowania rzeczy trudnych, dobudowania rzeczy, których być może jeszcze nikt nie zrobił, albo doeksplorowania swoich zainteresowań w sposób, który pozwala na marzyć więcej. Ja zawsze powtarzam taki zwrot dream harder, tak, który, do którego ja cały czas się staram wszystkich namawiać. A z drugiej strony, jak patrzysz na to z perspektywy inwestora Mhm.Czy z osób, które przebywają i pomagają w środowisku technologicznym czy startupowym. Nie ma nic fajniejszego niż pozwolenie innym ludziom właśnie na marzyć więcej. Pokazać, że można dźwignąć te, te, te, te oczekiwania w stosunku do samego siebie i budować rzeczy. Jeżeli to jest połączone właśnie z tą sprawczością u drugiej osoby, chęcią do eksperymentowania, niepoddawania się przy porażkach, a jednocześnie jak się patrzy na szersze środowisko, nie piętnowania innych ludzi dlatego, że się nie udało. To jest ogromna różnica mentalnościowa. Ogromna różnica kulturowa i mentalnościowa. To jest szansa, że ci ludzie być może, kiedy zbudują pierwszą firmę, bardzo, bardzo możliwe, że się nie uda, ale i tak spróbują zrobić drugą, a może i trzecią? A może ta druga się uda? I tutaj działa już matematyka, już działa rachunek prawdopodobieństwa, już działa ten element doświadczenia i później się okazuje, że po prostu takich ludzi, którzy mają tą sprawczość, warto wspierać. Bardzo romantyczne podejście. Sukces jest statystyczną anomalią zresztą. Ale bo, bo u Rafała to jest, nie ma miękkiej gry na takim MBA for Startups. Bartek sobie zostawia trochę czasu, sygnalizuje, że nie ma de facto w biznesie miłości od pierwszego wejrzenia. Ten związek musi się dotrzeć, musi dojrzeć. U Ciebie — nie zdasz egzaminu, nie napiszesz zaliczenia, nie dostajesz wpisu do indeksu, nie idziesz dalej. Oczywiście, bo to jest też pewna baza do tego, żeby móc dalej się rozwijać. Czyli skazujesz się na to, że gubisz wiele talentów biznesowych? Pewnie tak. Pewnie pewne talenty gdzieś tam się gubią, ale pewne się rozwijają dla odmiany, bo ta wiedza dzisiaj jest ciągle potrzebna do współpracy, chociażby z tą sztuczną inteligencją. Takie ciekawe badania widziałem dosłownie w zeszłym tygodniu. Jak oceniana jest efektywność zespołów, które pracują po prostu same? Jak efektywne są jednostki? Jak efektywne są jednostki współpracujące ze sztuczną inteligencją? Jak efektywne są zespoły współpracujące ze sztuczną inteligencją? I okazuje się, że oczywiście współpraca człowieka ze sztuczną inteligencją daje najlepsze efekty, przy czym niespecjalnie już ma znaczenie, czy to jest współpraca jednostki, czy współpraca zespołu ze sztuczną inteligencją, ale współpraca ze sztuczną inteligencją. Dużo efektywniej niż sam zespół, który bez tej sztucznej inteligencji pracuje. Ale teraz, dlaczego to wiążę z tą, z tymi kompetencjami, które, których zdobywają studenci w MBA for Startups, chociażby. My musimy nauczyć naszych studentów tej współpracy w takim razie. My musimy nauczyć ich pewnej bazowej wiedzy, żeby mogli tą sztuczną inteligencję inspirować, żeby mogli tą sztuczną inteligencję challengować, żeby mogli zadawać odpowiednie, przygotowywać odpowiednie prompty. To wymaga twardych kompetencji. Więc z tej perspektywy nie ma tego z miły, o którym mówisz Jarku tutaj, no, muszą zdać egzaminy, muszą zdobyć pewne umiejętności, bo inaczej nie będą w stanie challengować siebie wzajemnie, nie będą w stanie challengować tej sztucznej inteligencji, która z nimi będzie współpracować Mario to, że są tak dobrze wykształceni, a to wynika z raportu, skazuje ich na sukces? Absolutnie, absolutnie nie. Jest to jakiś warunek, który może, jest to coś, co może pomóc, ale, ale nie musi, bo troszeczkę nawiązuje do tego, co mówił Rafał. To jest tak, że wszyscy cały czas tak mówi się w mediach, że ooo są karmione te algorytmy sztucznej inteligencji informacjami, no to my nasze mózgi też musimy karmić jakimiś informacjami, dodawać jakąś bazową surówkę, jakąś wiedzę, jakieś takie rzeczy, na których potem jesteśmy w stanie skądś te insighty brać. Skądś tak zacząć, nie wiem, mieć jakąś taką bazę, na której potem po prostu nadbudowujemy to, co, to, co dalej chcemy, chcemy rozwijać. I oczywiście to jest tak, że ja jestem zwolenniczką takiej też twardej wiedzy. Absolutnie nie jestem jedną z tych, która mówi „O, studia nic nie uczą praktycznego”, bo uważam, że to jest to, to trochę, że tak powiem, są pewne procesy, to nas uczy pewnych procesów myślenia i to jest bezcenne tak naprawdę. I właśnie dla mnie studia są czymś takim, co nam, nas bodźcują i nas trochę zmuszają do pomyślenia o pewnych rzeczach, o których normalnie na przykład byśmy, byśmy nie pomyśleli. To jest, to jest jakieś środowisko i wtedy też czasami trzeba się przygotować, coś zaliczyć, dostać jakiś wpis do indeksu. Więc, więc dla mnie to jest taka karma dla naszego procesora, który mamy, mamy w głowie. Ale jeśli mówimy o tym sukcesie jeszcze… Twarda wiedza jedna rzecz to jest, obojętnie jakie będziemy mieli super narzędzia i jak będziemy umieli się nimi wspaniale posługiwać, to, co też wspominałeś w kontekście MBA for Startups, to, co mówił też wcześniej Bartek, to my musimy trochę nauczyć się wytrzymywać sami ze sobą i trochę sami siebie ogarniać i w czasie, i, i tak, żeby mając to wszystko na wyciągnięcie ręki, to właśnie, nie wiem, czy szybko działać, czy w sposób zdecydowany, czy być odpornym na wielokrotne odrzucenie, czy, czy po prostu mieć taką odporność na stres na przykład, jest… I takie rzeczy też są, też się uczymy na studiach, więc, więc ja bym nie brała tego tylko, że jak ktoś ma dyplom z marketingu, no to tylko marketing i nic więcej. On się, ten człowiek się nauczył dużo o sobie. I ciekawostka z naszych własnych badań, badamy też młodszą grupę nastoletnią licealistów, osób w szkołach zawodowych, technikach Jak zapytaliśmy ich, jaka jest najważniejsza kompetencja według nich teraz, w erze AI, to kilkanaście procent, słuchajcie, my jeździmy po malutkich miejscowościach, to nie są ludzie z, nie wiem, Żoliborza. Kilkanaście procent powiedziało: odporność na stres. Bardzo mnie tym zaskoczyli, ale pozytywnie My jesteśmy tutaj w studiu bardzo odporni na stres. Pilnujemy harmonogramu naszej audycji i w związku z tym czas na piosenkę.Firmament. A teraz czas na tradycyjne połączenie zdalne. Połączenie zamiejscowe, bo oto po drugiej stronie naszych łącz Sebastian Kulczyk, międzynarodowy inwestor, twórca Manta Ray VC, Phoenix Foundation Incredibles i Dobry duch MBA for Startups. Profesorze, prawda? Tak, oczywiście. Sebastian. Dzień dobry, witamy cię. Dobry wieczór. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że mnie słychać. Dziękujemy, że znalazłeś dla nas czas. Sebastian, masz spory przegląd sytuacji geograficzny, sektorowy. Z Twojej perspektywy – co pozostaje niezmienne niezależnie od rewolucji technologicznej, jeżeli chodzi o kompetencje u dobrze rokującego młodego przedsiębiorcy? Ojej, to jest pytanie, które myślę, że zawsze, zawsze zadaję sobie, kiedy staje naprzeciwko mnie ktoś, ktoś właśnie dobrze rokujący tak jak powiedziałeś, ktoś, kto ma ciekawy pomysł na biznes i muszę ocenić w miarę szybko, czy ta osoba ma dokładnie ten potencjał, który, który, którego szukam, jeśli chodzi o współpracę, jeśli chodzi o to, czy taka osoba ma ten potencjał, te umiejętności, aby stworzyć biznes, aby zrekreować biznes. No oczywiście ja zawsze mówię uwielbiam ludzi odważnych, takich zdeterminowanych. Uwielbiam ludzi, którzy nie boją się stawiać sobie wysoko cele, którzy, którzy mają ambicje- No ale to jest troszkę- Ale niezarozumiali. No ale Seba- To jest też ważne, tacy świadomi, którzy tak- No to jest trochę tak, jakbyś opisywał ambitnego himalaistę. No ale jeżeli chodzi o przedsiębiorcę, czy rzeczywiście wystarczy być, mieć wizję, być odważnym, pogodnym, odwa– w sensie takim przebojowym? Dzisiaj, dzisiaj coraz więcej kompetencji jest potrzebnych. Żyjemy w świecie w czasach, kiedy technologia tak bardzo wymusza na nas wiele decyzji. Dlatego też ta świadomość technologiczna jest bardzo ważna, prawda? Dzisiaj, dzisiaj wiemy, że dzisiejsze przedsiębiorstwa, w przeciwieństwie do, do, do czasów trochę dawniejszych, dwadzieścia, trzydzieści lat temu, muszą te, te przedsiębiorstwa opierać się bardzo często na takich wartościach niematerialnych, tak? Czyli takich jak właśnie wiedza, tak jak jakieś IP, które może wyróżniać daną firmę i, i ten intellectual property jest bardzo ważny, aby, aby go posiadać lub tworzyć właśnie i aby w przyszłości móc go opatentować. Ale takie umiejętności też działania, szybkiego działania, szybkiego adoptowania się do, do, do, do realiów, w jakich ten młody, świeży biznes musi się znaleźć, prawda? Taka adaptacyjność, ale też to siebie musi wiązać z oczywiście z umiejętnością kreatywnego myślenia, z umiejętnością tego, aby móc szybko, adaptując się, rozwiązywać problemy czasem bardzo, bardzo złożone, gdzie, gdzie rozwiązania są nietypowe, nietuzinkowe. Coś w tym rodzaju, tylko trzeba bardzo czasem krytycznie spojrzeć na samego siebie i na swój projekt. No bo wielokrotnie spotkałem się z tym, że nawet najbardziej znane biznesy nie zaczynały dzisiaj, technologiczne, nie zaczynały dokładnie tak, jak my dzisiaj widzimy. One musiały pivotować, w międzyczasie zmieniać, trochę się ewoluować, a to właśnie wymaga takiego, takiej adapt, adapty, adaptacyjności, elastyczności, tych takich umiejętności właśnie krytycznego myślenia, kreatywności, innowacyjności. I takie osoby są dzisiaj potrzebne No dobrze, to bardzo elegancko nam wymieniłeś te wszystkie cechy, które pozwalają ci identyfikować tych- Odpowiednio jeszcze trochę, trochę ich pewnie jeszcze tych cech było. Z którymi jest ci po drodze. Dziękujemy. No ale to może zadam ci pytanie z nieco innej perspektywy. A co zwiastuje koniec wspólnej drogi? Kiedy wiesz, że popełniłeś być może błąd i wskazałeś na niewłaściwy projekt niewłaściwego człowieka? Jesteście obaj w ślepej uliczce. No, tu jest kwestia twojego wyboru. Bo po pierwsze jest kwestia samego projektu i tego, czy ten projekt ma dalej szanse na przeżycie nawet po ewentualnych zmianach. I tu jest jedno pytanie, które zawsze musisz sobie zadać. A drugie pytanie to jest pytanie do samego człowieka, czy to jest człowiek, z którym ja dalej chcę pracować? Bo bądźmy szczerzy, prawie każdy z nas popełnił kiedyś błędy i biznes i coś, czym się zajmujemy na co dzień, to jest, to jest dokładnie to miejsce, w którym te błędy możemy popełnić. Pytanie, jak się z nich oczywiście uczymy i czy umiemy starać się właśnie poprzez takie kreatywne myślenie, poprzez, poprzez tą elastyczność umiemy ten nasz biznes zmieniać i szukać innych rozwiązań, nawet jeśli, jeśli one to będą takie, takie, taki, taki obrót o sto osiemdziesiąt stopni w zupełnie inną stronę. Więc tutaj zawsze zadawać sobie muszę dwa pytania. Po pierwsze, czy biznes sam w sobie jest nadal ciekawy i czy warto tutaj nadal w niego inwestować czas, pieniądze? A drugie pytanie to jest czy człowiek, czy przedsiębiorca, z którym, z którym nad tym projektem pracujemy, jest dokładnie tą osobą? Czy jest na tyle właśnie elastyczny, że chce się dalej uczyć? Czy chce zmieniać ten biznes? Czy chce poszukiwać nadal jakiejś drogi? Takiej, która spowoduje, że ten biznes jednak okaże się sukcesem A czy- Ludzie, którzy tą odwagę i to jest może taki dla mnie zawsze czerwona, czerwona flaga, tak zwana. To nie lubię, kiedy ludzie mylą odwagę z takim, z taką zarozumiałością. Czyli mój biznes i mój pomysł jest najlepszy. Nie ma nikogo innego, kto to na świecie wymyślił. Nie ma nikogo innego, kto mógłby ze mną konkurować i dlatego jestem najlepszy. A jeśli nie ma sukcesu, to nie ja jestem problemem, nie mój pomysł czy mój projekt jest problemem, tylko świat jest problemem, bo ludzie po prostu nie rozumieją, dlaczego, dlaczego to jest takie genialne.A Sebastian wielokrotnie podkreślasz publicznie, że dla Ciebie wartości są istotne, że ta impaktowość biznesu, świadoma rezygnacja z szybkiego zarobku w określonych branżach jest dla Ciebie kluczowa. Czy to jest takie kryterium decydujące? Niezależnie od tego, ile mógłbyś zarobić, to jak bardzo Ci się podoba młody founder, to jednak nie zainwestujesz w takie przedsięwzięcie? Tak, tak. I to zawsze będę powtarzał, to zawsze będę podkreślał. To jest olbrzymi, olbrzymi luksus tak zwanego luksusu, luksusu, najważniejsze, czyli luksus wyboru, wolnego wyboru. I ja staram się z tego luksusu korzystać, wybierając takie projekty, z którymi naprawdę mógłbym się przez wiele, wiele lat identyfikować. Także trzymam się tego, staram się trzymać tego bardzo, bardzo mocno. Unikam obszarów i-i-i tematów, w których nie czułbym, że rzeczywiście mogą one pociągnąć za sobą jakieś dobre, pozytywne społeczne zmiany. No i ostatnie pytanie takie szybciutkie, czy szybciutko. Czy łatwiej Ci się dogadywać z młodymi, czy z takimi starymi wiarusami biznesowymi? Zawsze wydawało mi się, że z młodymi, bo zawsze siebie traktowałem jako młodego przedsiębiorcę, ale coraz częściej łapię się na tym, że-że-że zaczynam powoli odchodzić w kraju tych dinozaurów, bo-bo-bo świat zmienia się dzisiaj tak szybko, że ciężko jest i to oczywiście nic nowego, ale ciężko jest za nim, za nim nadążyć. I to właśnie powoduje czasami, że-że-że sam się czuję trochę jak właśnie taki stary, stary dinozaur. Ale oczywiście bardzo lubię pracować z ludźmi młodymi. Bardzo lubię ich-ich odwagę, bardzo lubię ich postępowość, bardzo lubię to, że są bardzo świadomi. To jest myślę taki fajny wyróżnik dzisiejszych młodych przedsiębiorców. Jest bardzo świadomi i to w wielu obszarach, zarówno tym technologicznym, o którym wcześniej wspomnieliśmy, ale, ale w ogóle w takim właśnie społecznym, ale też ekologicznym, chociażby, prawda? Ta świadomość przejawia się właśnie na różnych frontach i to mi się bardzo podoba. Sebastian Kulczyk, bardzo serdecznie dziękujemy. Wszystkiego dobrego. Bardzo dziękuję. Pozdrawiam. A teraz głos oddamy Alinie Sztoch, współzałożycielce i prezesce znanej marki Kubota. Będzie o founderach z wartościami, markach z tożsamością i o tym, jak to wpływa na to, co dzieje się potem w tych organizacjach. Firmament. Tak, jak kiedyś mówiło się, że marki nie mają poglądów. Jak my mieliśmy, być może wtedy się wydawało kontrowersyjne, kampanie wspierające społeczność LGBTQ+, ale to było wpisane właśnie– ta inkluzyność była wpisana w kulturę organizacyjną Kuboty. Dla nas to się wydawało normalne i zgodne z naszymi poglądami. To, że w ogóle je mamy. To właśnie kiedyś to budziło kontrowersje, a teraz wręcz przeciwnie. Teraz się o tym mówi, że marki powinny mieć wartości, powinny mieć ludzką twarz, powinny mieć poglądy i super. Ja-ja-ja jestem właśnie za tym, żeby tak było, bo już bardzo dużo ściemy w biznesie było i ludzie nie lubią greenwashingu, nie lubią pinkwashingu i wszystkich washingów. I słusznie. Dlatego fajnie, że coraz więcej się od biznesu wymaga. Jest tak wiele firm, tak wiele kultur organizacyjnych, że możemy sobie dobrać takie miejsce pracy, które faktycznie współgra z naszymi wartościami. Uważam, że dla zdrowia psychicznego jest to niezwykle ważne i moja rola w procesach rekrutacyjnych sprowadza się głównie do tego, żeby zniechęcić osoby do przyjścia do nas. Procesy rekrutacyjne są zbyt czasochłonne, żebyśmy marnowali swój czas. I to mówię zarówno z perspektywy pracodawcy, jako pracownika na pracę w firmie, z której właśnie wartościami się nie utożsamiamy. Rozumiem, że są firmy, które mogą mieć zupełnie różne wartości. To też jest okej. Ważne, żeby o tych wartościach otwarcie mówić i faktycznie dobrze się tutaj dobierać Z Aliną Sztoch rozmawiał Przemysław Zieliński z mamstartup.pl. Czy jakiś gorący komentarz do tych głosów, które słyszeliśmy? Moja pierwsza myśl była taka, że w tych czasach to, co wspomniał Bartek, tak została zdemokratyzowana możliwość robienia rzeczy i robienia ich szybko, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby faktycznie robić coś, na czym nam bardzo zależy i mieć taki impact, który jest dla nas ważny. I to jest łatwiejsze niż, niż kiedykolwiek. A druga, druga rzecz, żebym tylko nie– żebym tylko nie zgubiła wątku. Pomożemy. To ja pomogę. Tak, tak, tak, ja zaraz wrócę. Na pewno. Ja dla odmiany chciałbym nawiązać do tego, co Sebastian powiedział o tych czerwonych światłach do współpracy. I rzeczywiście ja też mam takie, trochę takich porażek w rekrutacji moich studentów, chociażby do różnych programów, gdzie sobie potem myślę, że rzeczywiście to był błąd nie dlatego, że ci studenci nie mają kompetencji, nie dlatego, że nie mogą się gdzieś tam, nie mają możliwości dalej się uczyć, ale nie chcą. Nie chcą, dlatego, że właśnie są zapatrzeni za bardzo na jedną wizję, jeden swój pomysł. Nie dopuszczają innych spojrzeń, innej, innej możliwości działania. A moim zdaniem ta elastyczność, otwartość, inspirowanie się, taka, takie pozytywne nastawienie do wszystkiego, co się gdzieś tam dzieje dookoła i szukanie tam inspiracji. To jest właśnie taka cecha współczesnego przedsiębiorcy, który łapie szansę, bo to, że dzisiaj osiąga sukces, to przy tym dynamicznym świecie, przy tym zwariowanym świecie, to nie jest gwarancja, że będzie ten sukces osiągał w perspektywie trzech, pięciu, dziesięciu lat. Ale taki wątek, który się chyba nie pojawił jeszcze w naszej rozmowie. Czy ta inwazja technologiczna nie zwalnia nas trochę z odpowiedzialności za pewne obszary rozwoju? Nie rozleniwia, nie tworzy takiej przestrzeni do-dopowiedzenia sobie: „Niech to zrobi za mnie czat”. A co w zamian? Co w zamian otrzymujemy? Bo ja tej wartości dodanej na razie nie widzę. I co miałoby czynić menedżera lidera lepszym?Jeżeli więcej tylko będzie korzystał z narzędzi technologicznych, a nie będzie podnosił swoich kompetencji, bo niby jakie miałby podnosić wtedy? Ale ja znowuż wracam do tych badań, które cytowałem już dzisiaj. To znaczy współpraca czata, współpraca sztucznej inteligencji z człowiekiem. To daje tak naprawdę ten duży skok dla organizacji, dla pomysłu. Więc tutaj rzeczywiście wzajemne inspirowanie się, pobudzanie się jest niezwykle ważne, a tego czata trzeba umieć też ukierunkowywać. Czyli mówimy o innej dyscyplinie sportu, definitywnie. Zupełnie o innej dyscyplinie sportu. Ja tylko- Maria do nas wraca z myślą niedokończoną. Tamto też do mnie nie wróci, ale tutaj przed wszystkim badania też pokazują, że my nigdy nie musieliśmy być tak ludzcy, jak dzisiaj. Tak naprawdę właśnie to jest ta nasza, wszystko, co gdzieś będzie zastępowane, są to powtarzalne rzeczy, a to takie, co inspirowanie czy kontakt z drugim człowiekiem, czy zarządzenie jakąś grupą ludzi, to jest to, co będzie super, super ważne, ale też dane anegdotyczne, czyli moja własna, moje własne doświadczenia z czasów startupowych. To chyba w żadnym innym miejscu na świecie niż w startupie nie jest… I to trochę nawiązuje do tego, co mówił Sebastian, nie sprawdza się takie powiedzenie „lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć”. Generalnie nie ma nic gorszego niż sukces gdzieś, ale po prostu z ludźmi, którzy nie właśnie– na przykład nie pracują dziś nad sobą, czy nie mają– są po prostu absolutnie nie, nie do życia i nie do pracy. To już lepszy jest jakiś kryzys, ale z takimi ludźmi, którzy się tam cały czas mając siebie świadomość, albo jej szukają, albo poznają siebie i-i właśnie, że tak powiem, nie tylko gdzieś outsourcują technologii, tylko oni są po prostu ludźmi pełnymi. W ostatnich kilku tygodniach szerokim echem odbiły się takie dwie wiadomości napisane przez dwóch różnych CEO amerykańskich firm. Były to wewnętrzne komunikaty do swoich pracowników, w których informacja była dość jasna. Mianowicie, jeżeli chcemy uzyskać jakiekolwiek nowe zasoby, niezależnie czy mówimy o tworzeniu nowych projektów, czy mówimy o zatrudnianiu ludzi, czy mówimy o wydawaniu pieniędzy na usługi zewnętrzne, należy najpierw udowodnić, że nie da się tego zrobić za pomocą AI. Mhm. To jest zwiastun pewnego rodzaju zmiany paradygmatu zachowania organizacji budowania firm, dlatego, że w większości przypadków każda tego typu inicjatywa zgłoszona, pierwsza odpowiedź dzisiaj na liście będzie, najprawdopodobniej da się to zrobić za pomocą albo przy wsparciu sztucznej inteligencji. W przypadku organizacji menadżerów i menedżerek, w szczególności w firmach, to oznacza nabycie przynajmniej trzech rodzajów kompetencji. Pierwsza kompetencja to jest zrozumienia tego, czym jest ta sztuczna inteligencja, jak ona działa. Drugi rodzaj kompetencji to jest, w jaki sposób mogę ją wdrażać i z niej korzystać w trzech pryzmatach. Ja jako menadżer menadżerka, czyli jak mogę sprawić, że sztuczna inteligencja sprawia, że ja będę lepszym liderem czy liderką w organizacji. Drugi to jest przez pryzmat zespołu. Jak mogę sprawić, że mój zespół będzie dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji lepszy i jak z perspektywy lidera liderki sprawię, że trzeci pryzmat, czyli moja organizacja będzie przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji lepiej odpowiadać na potrzeby potencjalnych klientów. Czy mówimy o zewnętrznych klientach, czy mówimy o operacyjnej doskonałości w środku i na każdą dziedzinę, na każdy wertykał, w jakim te firmy się znajdują albo działy wewnątrz organizacji działają, jest szereg już rozwiązań, które są albo masowo stosowane i już działają, albo są eksperymentowane dzisiaj. No i pytanie jest wtedy, czy chcemy być tą organizacją, która jest gdzieś tam na granicy tego, co dzisiaj jest eksperymentowane, ponieważ na koniec dnia to też stanowi o przewadze konkurencyjnej No dobrze, a mam nadzieję, że to nie będzie zbyt brawurowe pytanie w tym kontekście, ale my tak zagłaskujemy troszkę rewolucję AI-ową w firmach i jej rolę w organizacjach. A czy nie jest przypadkiem tak, że odbędzie się to jednak kosztem ludzi? Nie tak dawno braliśmy udział, jak tutaj siedzimy wszyscy, w prezentacji Adama Fijałkowskiego, który powiedział wprost: Jestem w stanie budować konkurencyjną, międzynarodową, nowoczesną firmę wyłącznie w oparciu o nowoczesne narzędzia technologiczne, które będą tylko lepsze. Ludzie w związku z tym nie są już mi potrzebni. To jeśli to jest kontrowersyjna teza, to ja od razu ją wezmę. Odpowiedź brzmi tak i dzieje się to dwutorowo. Po pierwsze, dzisiaj, w szczególności w sektorze technologicznym, powstają firmy, które są w stanie kilku lub kilkunastoosobowym zespołem wygenerować wartość powyżej miliarda dolarów, co przez wiele lat było niemożliwe. I takich firm jest coraz więcej. Tempo wzrostu tych firm, czyli np. od zera do stu milionów dolarów przychodu, jest również rekordowe i takie firmy zdarzają się i zdarzać się będą coraz częściej. Z drugiej strony więc to jest ta możliwość, jeżeli chodzi– ta perspektywa możliwości. Z drugiej strony to jest ta rzecz, której większość osób pewnie nie chce słyszeć albo ewentualnie wypiera, jest taka, że w szczególności w Polsce, gdzie stoimy usługami tak zwanymi shared services i wpływ sztucznej inteligencji na poziom zatrudnienia, w szczególności w takich obszarach jest i będzie ogromny. I to, o czym się mówi bardzo mało albo mówi, albo nie mówi w ogóle, jest fakt, że w wielu przedsiębiorstwach, przedsiębiorstwach, w tym obszarze w szczególności, ale nie tylko, dochodzi do sukcesywnych redukcji zatrudnienia ze względu na wykorzystanie sztucznej inteligencji w tych obszarach.Są to zw-zwolnienia kwartalne, systematyczne piętnasto, dwudziestoprocentowe i będą kontynuowane zarówno w tym roku, jak i w-w przyszłym. I moim zdaniem dalej, aż do momentu, w którym pewnego rodzaju operacyjna doskonałość tych firm nie będzie za pan brat z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w większości obszarów. No i tu pozostaje pytanie o tym dla nas oczywiście i dla pracowników w tych przedsiębiorstwach, to jest czy posiadamy kompetencje na wykorzystanie tej sztucznej inteligencji, ponieważ to stanowi na rynku pracy o przewadze konkurencyjnej w stosunku do pozostałych pracowników. I co na to nasz kącik naukowy? Ja bym się bardzo chciał z Bartkiem nie zgodzić, ale nie mogę. Niestety. Dlatego, że m-m ja mam– rzeczywiście jest mnóstwo raportów firm doradczych, które mm analizujące przyszłość rynku pracy, które mówią, że nie przejmujmy się, dlatego że do-do tej pory zawsze jak wchodziły nowe technologie, to pojawiały się zupełnie inne zawody, których do tej pory nie było. I tam będzie miejsce dla tego człowieka przyszłości, który będzie wyposażony w te zupełnie inne ee kompetencje. Ja jes– nie jestem takim optymistą. To znaczy, myślę, że my nie doceniamy wpływu tej rewolucji, jej głębokości i inności w stosunku do tych, które były do tej pory. Sztuczna inteligencja naprawdę jest z roku na rok coraz lepsza, naprawdę nas zastępuje w wielu obszarach. Share services, super przykład, ale takich obszarów będzie za chwileczkę cor-coraz więcej. A jeszcze jak dodamy do tego dwa elementy ta sztuczna inteligencja, która będzie za chwileczkę mądrzejsza od nas intelektualnie i do tego roboty, które będą od nas sprawniejsze manualnie. To ja się bardzo boję o przyszłość. Przy czym, żeby było jasne, na razie raczej firmy doradcze pokazują zupełnie inną – Ale wyobrażamy sobie w związku z to, z tym firmę, na której czele stoi ten charyzmatyczny, wizjonerski, tak jak Sebastian mówił, pełen pasji i zaangażowania founder. A poniżej niego są już tylko maszyny, które będą z brutalną precyzją egzekwować realizację zadań. Może tylko nie, ale w większości tak. Bartek zgadzasz się czy nie? Wiesz, ja myślę, że to jest- Bo profesor się z tobą chciał nie zgodzić, ale poległ. Wydaje mi się, że tej pracy wbrew pozorom będzie więcej. Czyli nawet jeżeli znikają te zawody, to pracy nigdy nie będzie mniej. I wyobraźmy sobie dwa scenariusze. Tak właśnie, to jest kto wykonuje tą pracę i w jaki sposób my jesteśmy amplifikowani przez te możliwości. Bo możemy sobie wyobrazić osobę, która dzisiaj na przykład prowadzi przedsiębiorstwo albo rozpoczyna prowadzenie przedsiębiorstwa, no i na przykład nie ma zasobów na zatrudnienie kogoś od marketingu, kogoś od sprzedaży i tak dalej, i tak dalej. Ale dzięki na przykład wykorzystaniu agentów będzie w stanie wykonywać dużo szybciej, dużo więcej tych zadań, rozwijając swoją firmę, czyli de facto wykonując jeszcze więcej pracy niż kiedyś, nawet przy określonych– przy, przy posiadaniu określonych zasobów. Czyli był limit na zasoby, który jednocześnie limitował pracę. Teraz się okazuje, że tej pracy będzie można wykonywać dużo więcej, ale bardzo wiele z tak zwanej, ja bym to nazwał, papierkowej pracy, po prostu zostanie, zniknie z tego rynku, w szczególności tam, gdzie mamy do czynienia z tak zwanym middleman, czyli pośrednikami wszelkiej maści. I to jest taka, taki rodzaj pracy, który zostanie zautomatyzowana. To też nie jest tak, że dzisiaj z rozrzewnieniem wspominamy prawda, że w biurowcach w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych były całe jakby piętra ludzi, które, którzy obsługiwa–, które obsługiwały na przykład maszyny do pisania To nie jest tak, że z rozrzewnieniem jakby tęsknimy za tamtymi czasami, a pracy jakoś nie ma mniej. Wydaje mi się, że będzie jej jeszcze więcej No zerkam tutaj. Proszę bardzo. Ja mam takie poczucie, że ten optymizm firm doradczych powinien być chyba umiarkowany, bo gdzieś też czytałam w którymś z raportów, że chyba w ciągu najbliższych trzech lat nawet może zniknąć dziewięćdziesiąt procent takich prac, znaczy biurowych, to dziewięćdziesiąt procent prac biurowych zostanie zautomatyzowane i to, a my wszyscy trochę siedzimy za biurkami, prawda? I tak dużo oczywiście wiem, rozumiem, że się gdzieś staramy, że tak powiem, robić te niepowtarzalne rzeczy, ale moim, w moim przekonaniu, oprócz tego, że się zgadzam, że struktura zatrudnienia będzie inna i tam też gdzieś się mówi o tych takich sztangach, że jak będziesz tak bardzo wysoko z jednej strony, to to będzie szerokie, no bo dla takich specjalistów z wysoką agencją, będzie, będzie, będzie praca middleman, gdzieś tam zniknie. No i potem na dole masz tego jednak człowieka, który gdzieś tam albo zajmie ci się chorą osobą, albo nie wiem, gdzieś będzie prowadził w dalszym ciągu, nie wiem, jakieś tam śmieciarkę czy, czy, czy, czy coś. To ja mam tak- Mam takie anty– Mówi się o takich różnych antidotach, czyli na przykład, jeśli chcemy naprawdę pozostać długo na, na rynku, to brandy. Kreowanie brandu, marki osobistej, jakkolwiek strasznie to nie brzmi, bo gdzieś tam na LinkedIn pewnie już się o tym, mieliście ten temat w straszliwych kontekstach i społeczności, czyli po prostu ludzie, którzy gdzieś wokół nas mają, są zebrani. Ja zerkam tutaj na panią doktor i pana profesora Akademia Leona Koźmińskiego, Szkoła Główna Handlowa MBA. Czy parafrazując pytanie z jednej z najpopularniejszych polskich komedii. Czy polski system edukacyjny zdanża za tą rewolucją technologiczną i czy potrafi przygotować liderów na takie właśnie wyzwania? Czy mają się nauczyć sami w biegu? Macie oboje na odpowiedź dziesięć sekund. Zaczyna Rafał. Bardzo wybiórczo. Niektórzy tak, niektórzy nie. Maria, Maria? Ponownie myślę, że niektórzy tak i tu mamy — uczelnia to jest miejsce, gdzie można zderzać pomysły. Tak powinno być. Tak jak wrócić do korzeni, powinniśmy takiej akademii, gdzie po prostu to jest miejsce na dialog. Maria Belka, Rafał Mrówka, Bartek Pucek. Dziękuję bardzo. (muzyka) Firmament. A na zakończenie zaproszenie na spotkanie po majówce, kiedy to mówić będziemy o rezyliencji. Tak, ten makaronizm ostatnio robi prawdziwą furorę, choć tak naprawdę robi ją z dość ponurego powodu. Ale o co chodzi z tym smutkiem i wspomnianą rezyliencją, wyjaśnimy wszystkim zaintrygowanym za trzy tygodnie, kiedy nieco opadną już emocje po polskim topie w Radiu 357. A w przerwie od muzyki polecamy nasze rozmowy w podcastach Radia 357. Proszę zaglądać także na kanały programu mentoringowego Incredibles Sebastiana Kulczyka. Paweł Sołtys, Jarosław Sroka. Do usłyszenia.