Luksus coraz rzadziej sprowadza się do demonstracji „mam i stać mnie”. W wielu kategoriach przesuwa się w stronę dyskrecji, jakości oraz dostępu do doświadczeń, których nie da się łatwo skopiować ani kupić „od ręki”.
Jednocześnie luksus pozostaje ważnym narzędziem społecznym i biznesowym: buduje prestiż, uwiarygadnia, czasem otwiera drzwi. Kluczowe staje się pytanie, jak korzystać z niego tak, by wspierał cele, a nie wywoływał kosztownej presji na pokaz.
Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:
Strategia firmy – jak budować przewagę w zmieniającym się otoczeniu biznesowym
To, co w jednej kulturze jest naturalną wizytówką sukcesu, w innej bywa odbierane jako nietakt. Tam, gdzie podziwia się przepych, ostentacja wzmacnia pozycję. Tam, gdzie ceni się skromność, działa odwrotnie – premiuje się subtelność i „czytelne tylko dla wtajemniczonych” sygnały jakości.
Dla firm sprzedających premium oznacza to konieczność projektowania luksusu pod kontekst, nie pod własne wyobrażenia. Wizerunek właściciela czy lidera też jest elementem układanki: może wspierać zaufanie, ale może również oddalać od zespołu i klientów, szczególnie w trudniejszej koniunkturze.
Nowy luksus najczęściej opiera się na kilku stałych filarach:
„Najlepiej, gdy luksus oparty jest na poszanowaniu wartości, a nie na ostentacji” – dr Rafał Mrówka, profesor Szkoły Głównej Handlowej – ekspert zarządzania i organizacji.
Rynek dóbr luksusowych w Polsce rośnie szybko, ale startował z relatywnie niskiej bazy. To sprzyjało okresowi „zachłyśnięcia się” – duże logotypy, demonstracyjny styl życia i traktowanie zakupu jako skrótu do pozycji społecznej. Z czasem pojawiła się jednak korekta: coraz częściej w złym tonie jest krzykliwość, a ceniona staje się dyskrecja.
Ta zmiana nie oznacza, że status przestał mieć znaczenie. Raczej przesunęły się kryteria: mniej liczy się sama cena na metce, bardziej to, co stoi za produktem. Dla części klientów punktem zwrotnym jest dojrzałość konsumencka – świadomość, że luksus może być przeżyciem, relacją z marką i pamięcią o procesie powstawania.
W praktyce przewagę buduje się przez „pakiet” znaczeń: jakość, komfort, opowieść, indywidualizację. To daje firmom przestrzeń, by premium projektować subtelnie, bez rezygnacji z marzeń i aspiracji, które napędzają popyt.
„Definicja luksusu jako posiadania czegoś świecącego dziś niekoniecznie odzwierciedla nasze czasy – luksus może być doświadczeniem” – Piotr Jędrach – dyrektor generalny marek Bentley i Lamborghini w Polsce – zarządza sprzedażą aut luksusowych.
Rynek luksusowych nieruchomości na południu Hiszpanii działa jak laboratorium trendów: jest międzynarodowy, wielokulturowy i jednocześnie mocno wrażliwy na „kody” prestiżu. W takim środowisku sam adres bywa symbolem, ale rośnie znaczenie jakości wykonania i długowieczności materiałów.
Ważnym sygnałem jest skala aktywności polskich kupujących – wskazano, że plasują się wysoko w zestawieniu nabywców w Hiszpanii. Co istotne, nie chodzi o wybieranie „tego, czego nie chcą inni”, lecz o podnoszenie poprzeczki. Po okresie fascynacji ultranowoczesnością widać zwrot ku klasyce, tradycyjnym detalom oraz naturalnym, bardziej odpornym materiałom.
W tle wybrzmiewa inna definicja luksusu: wielu zamożnych klientów pozostaje anonimowych, a najcenniejsza staje się wolna głowa i czas. Nieruchomość ma nie tyle imponować, co porządkować życie i dawać przestrzeń na spokój oraz relacje.
„Dla wielu osób luksusem jest dzisiaj czas wolny i wolna głowa – po latach pracy chcą ciszy i doświadczeń” – Agnieszka Kostrzewa – właścicielka Agnes Inversione – specjalizuje się w sprzedaży luksusowych nieruchomości w Hiszpanii.
W świecie sztuki ostentacja bywa pozorna: istnieją zbiory ogromnej wartości, o których nikt nie mówi, bo są prywatne i niewystawiane. Z drugiej strony kolekcje potrafią wychodzić do ludzi – przez prywatne muzea czy depozyty w instytucjach publicznych – i wtedy luksus przeradza się w narzędzie edukacji.
Ten wymiar jest istotny także biznesowo. Sztuka bywa „luksusem mentalnym”: rozwija wrażliwość, uczy języka rozmowy ponad specjalizacjami, porządkuje gust. W takim ujęciu nie jest wyłącznie inwestycją ani dekoracją, lecz praktyką budowania kapitału kulturowego.
Coraz wyraźniej rośnie też segment przedmiotów kolekcjonerskich, w których o wartości decyduje historia własności. „Kto miał” staje się częścią produktu – a opowieść, dostępność i unikatowość potrafią podbić popyt równie mocno jak materialna jakość.
„Kolekcjonowanie sztuki to jedyny pozytywny snobizm, bo prowadzi do edukacji i poszerzania horyzontów” – Juliusz Szpindorpski – prezes domu aukcyjnego Desa Unicum – specjalista rynku dzieł sztuki.
W premium nie zawsze działa intuicja „drożej, więc sprzedaje się mniej”. Opisywany jest efekt, w którym wzrost ceny podnosi pożądanie, bo cena staje się dowodem niedostępności i „podkładką” jakościową dla kupującego. To wzmacnia rolę limitowanych serii i kontroli podaży, a także premiuje rynek wtórny.
Z perspektywy marek ważna jest też strategia wejścia: produkt w niższej cenie pozwala poczuć przynależność do świata brandu, zanim przyjdzie czas na główny zakup. Stąd popularność kolaboracji oraz kategorii, które pełnią funkcję „pierwszego biletu” do marki.
Jednocześnie rynek się polaryzuje: wskazano, że mały odsetek najbogatszych klientów generuje dużą część sprzedaży. Rosną także zmiany pokoleniowe – młodsi kupujący akceptują rzeczy używane i vintage, a obok dóbr rośnie znaczenie doświadczeń: podróży, hoteli, restauracji oraz czasu jako dobra deficytowego.
„Strategia high low polega na tym, by mieć produkt wejściowy, dzięki któremu klient czuje się częścią świata marki” – Aleksandra Osadzińska – ilustratorka, projektantka i konsultantka, zajmuje się repozycjonowaniem marek.
Luksus nie znika – zmienia formę. Coraz częściej jest cichy, oparty na trwałości, historii i kompetencji wyboru, a nie na hałasie. Dla firm oznacza to konieczność projektowania wartości w sposób spójny kulturowo i odporny na wahania nastrojów społecznych.
Najbardziej przyszłościowy luksus łączy prestiż z umiarem: buduje aspiracje, ale nie alienuje. W tym sensie wygrywają ci, którzy potrafią sprzedawać nie tylko produkt, lecz także spokój, czas i sensownie opowiedzianą jakość.
Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=ux_zidASkTA
Treść została wygenerowana za pomocą AI.
Następuje przesunięcie z dużego logo na jakość, rzemiosło, prywatność i „niewidoczne” doświadczenia – serwis, personalizacja, dostęp (więcej w: „Luksus jako kod kulturowy: od logo do dyskretnej jakości”).
Bo nadrabiamy dystans po latach ograniczonej dostępności, a rosnąca grupa zamożnych uczy się premium i stopniowo odchodzi od ostentacji (więcej w: „Polska na dorobku: dlaczego ostentacja słabnie…”).
Rosnące wymagania jakościowe i zwrot ku klasyce (materiały, detale, trwałość), a nie kupowanie „odrzutów” z innych rynków (więcej w: „Nieruchomości premium w Hiszpanii…”).
Tak, zwłaszcza gdy podaż jest ograniczona, a obiekt ma historię i popyt kolekcjonerski. Ale „inwestycyjność” bywa efektem mody i niedostępności (więcej w: „Sztuka i przedmioty z historią…”).
Coraz częściej doświadczenia: podróże, hotele, restauracje, spokój i czas. Produkty zostają, ale liczy się sens i emocja, nie tylko posiadanie (więcej w: „Ekonomia luksusu: krzywa Veblena…”).
(muzyka intro) Radio 357. Plac na Rozdrożu. Na Firmament zaprasza Pana Toni – europejski deweloper przemysłowy. Firmament. Jarosław Sroka, dobry wieczór. Wspólnie z wydawcą Pawłem Sołtysem witamy w przedświątecznym luksusowym wydaniu Firmamentu. Porozmawiamy o luksusie nie tylko jako produktach czy usługach, ale także jako zjawisku społecznym. Dla wielu osób luksus jest motorem napędowym, który inspiruje do pracy i osiągnięć. Dla innych z kolei to próżność, która zamienia sukces w niekończącą się pogoń za więcej. Czy da się znaleźć złoty środek? Nomen omen złoty. Czy wszystko złoto, co się świeci? O tym dziś do 21:00 w Radiu 357. (muzyka) A w naszym studiu już goście: Piotr Jędrach, dyrektor generalny marki Bentley i Lamborghini w Polsce. Dobry wieczór. Agnieszka Kostrzewa, właścicielka Agnes Inversiones, specjalizująca się w sprzedaży luksusowych nieruchomości w Hiszpanii. Witam, dobry wieczór. I Juliusz Szpindorpski, prezes domu aukcyjnego Desa Unicum. Witam, dobry wieczór. No to może zaczniemy z takiego luksusowego wysokiego C. Luksus w Polsce dobrze się kojarzy. Dobrze mówić o sobie, że jest się klientem luksusowym i nabywcą dóbr luksusowych? Czy to jest taka demonstracja tego, co mam? Nieco nowobogacka i odpychająca? Co państwo na to? Cicha cisza. Nowobogacka i odpychająca bardzo. Znaczy, myślę, że wiesz to w zależności, w jakim– kto– w jakim jakby towarzystwie się obracamy. Bo są ludzie, którzy będą chcieli. Tak jak powiedziałam wcześniej, też luksus lubi ciszę, a są ludzie, którzy lubią tą ostentacyjność. W różnych środowiskach będzie to różnie przyjęte. Ja to, co mogę powiedzieć z mojej perspektywy, że kiedyś faktycznie jako dziecko to było fajnie powiedzieć: kurczę, mamy super Audi, które kiedyś było luksusem czy rodzice kupili jacht. Dzisiaj posiadanie już o wiele lepszego jakby dobra luksusowego dla mnie byłoby dzisiaj obciachem. Ale też każdy ma swoją lekcję do zrobienia i każdy ma inną perspektywę. I tutaj nie chcę nikogo oceniać. Natomiast…Ale czy luksus jest? Czy nabywanie dóbr luksusowych, takiej demonstracyjnej, jest właśnie przepustką do takiego elitarnego świata towarzyskiego? W zależności właśnie, w jakim– Ja bym powiedziała i tak, i nie. Bo są osoby, które– jestem kobietą, więc mogę powiedzieć dla kogoś torebka Chanel, którą sobie kupi za dwadzieścia parę tysięcy euro, czy powiedzmy za pięć tysięcy euro będzie luksusem i super. Ja bym mogła sobie ją kupić. Nie kupię sobie jej, bo dla mnie jest to po części obciachowe, bo taką osobą ja jestem. Dla mnie nie jest to wyznacznikiem. Ale mówię, nie chcę oceniać innych ludzi. Juliusz chyba zbiera się w sobie. Mam takie wrażenie. Już się w sobie zebrałem. Czekam po prostu na odpowiedni moment. Znaczy tak, niektórzy oczywiście traktują luksus jako dźwignię do tego, żeby zbudować swoją pozycję społeczną. I oczywiście no nie nam oceniać, dlatego, że pobudki i to, co za tym idzie i jaka jest tego konsekwencja, mogą być bardzo, bardzo różne. W przypadku sztuki, na ile posiadanie sztuki i budowanie kolekcji jest ostentacyjne i na ile może być w ten sposób w ogóle traktowane. No bo tak, jeżeli ktoś– znaczy znam olbrzymie kolekcje, o których nikt nie wie, o ogromnej wartości zarówno artystycznej, jak i finansowej, ale które gdzieś wiszą w miejscach, do których ludzie nie mają dostępu, czyli w prywatnych, prywatnych domach, rezydencjach, czasami też, czasami też zamknięte w magazynach. Dlatego, że paradoksalnie to nie są inwestycje, ale znaczy nie są traktowane jako inwestycje. Ale kolekcjoner niekoniecznie musi być dekoratorem wnętrz. Czyli fakt posiadania kolekcji niekoniecznie musi się przekładać na to, że się ją całą eksponuje. Ale z drugiej strony mamy bardzo wiele przypadków osób, kolekcjonerów, którzy bardzo szeroko wychodzą ze swoją, ze swoją kolekcją, pokazują ją publicznie, budują własne muzea. Czy to jest przejaw show offu i epatowania tym? W pewien sposób oczywiście tak. Ale czemu to służy i jakie są pobudki? Jakie są konsekwencje? Tylko i wyłącznie dobre. Dlatego, że na przykład to, co zrobił, to, co zrobił Marek Roffler, czyli Muzeum w Konstancinie, Willa Lefler, w które wkłada ogromne pieniądze, ale przede wszystkim bardzo dużo swojego drogocennego czasu. Cały czas rozbudowuje tę kolekcję. Do tego muzeum przyjeżdżają dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. W skali roku. Przyjeżdżają, bo mogą, bo ktoś dał im taką możliwość. Jurek Starak ostatnio też ogłosił, że będzie budował swoje muzeum w Oborach. Ale mamy też bardzo wielu na przykład kolekcjonerów, którzy kupują rzeczy, kupują obiekty, kupują drogocenne dzieła sztuki po to, żeby je na wiele, wiele lat deponować w swoich, przepraszam, w państwowych instytucjach muzealnych. Luksus w przypadku sztuki, trochę się już zagadałem, ale dokończę, jest pewnym luksusem mentalnym, ale też pewną misją, która w bardzo wielu przypadkach podąża za tymi, którzy decydują, tymi osobami, które decydują się na to, żeby budować swoje kolekcje, żeby otaczać się sztuką. To odpowiada na ich, na ich potrzeby, buduje ich wrażliwość, ale też, co jest bardzo ważne, jest tutaj ten istotny wątek edukacyjny. I to jest luksusowe, że ci ludzie kształtują wpierw siebie, a potem innych i kształcą zarazem. A jak to jest z samochodami? Bo samochody są niesłychanie wrażliwym elementem tego krajobrazu luksusowego. I tak, i nie. Ale może wracając do moich przedmówców, chyba dochodzimy do takiej, do takiego wniosku, że słowo luksus ma wiele definicji, że luksus może znaczyć dużo. Tak naprawdę i dla jednych luksusem jest duże logo gdzieś noszone na torebce czy na jakimś ubraniu, a dla innych to jest na przykład możliwość posiadania doświadczeń innych niż, niż, niż osoby, z którymi się otaczamy. Tutaj mówię o takim przykładzie, że my produkując czy w czasie produkcji samochodów marki Bentley często jeździmy z naszymi klientami, którzy na taśmie produkcyjnej mogą rozmawiać z ludźmi, którzy im te samochody składają. I to jest luksus. To jest takie doświadczenie, kiedy Ty następ– znaczy, po kilku miesiącach wsiadasz do swojego auta i trzymasz kierownicę, to za każdym razem pamiętasz tą rozmowę z tym człowiekiem, który tą kierownicę obszywał. I podobnie później u mechanika w trakcie naprawy też mogą asystować i również- Jeżeli jest, jeżeli jest rzeczywiście, jeżeli jest takie życzenie, dlaczego nie? Dlaczego nie? Ale do czego zmierzam? Definicja luksusu jako posiadania czegoś świecącego, dużego, takiej czegoś przesadnego, dziś niekoniecznie odzwierciedla nasze czasy. Luksus może mieć wiele, bardzo wiele znaczeń. Ale dręczę Was tym pytaniem i tym wątkiem dlatego, że Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynki– rynków dóbr luksusowych. Zresztą jest to charakterystyczne dla tego rynku, że on jest bardzo odporny na wszelkiego rodzaju zawirowania koniunktury. I czy to jest, czy to nie jest przypadkiem tak, że Zachód już swoje lekcje odrobił w tym zakresie i ten nowy luksus jest właśnie bardzo dyskretny, nieostentacyjny? W złym guście i w złym tonie jest kupowanie bardzo drogich rzeczy, a my dopiero się pławimy w tym przywileju transformacji. Pamiętaj, proszę, że ta baza startowa była dosyć niska u nas, ze względu na naszą historię, więc to, gdzie w tej chwili są inni, jest też trochę takim wyznacznikiem, że my dochodzimy do-do-do pewnego poziomu europejskiego wciąż, tak? Też w tym raporcie ostatnim KPMG to jasno wynikało z ilości osób, które są zdefiniowane jako osoby zamożne. My w dalszym ciągu mamy tą przestrzeń, żeby się rozwijać. I też pewnie uczymy się, tak myślę, bo tak jak powiedziałeś, że później to do nas przyszło. Chcieliśmy się tym zachłysnąć. Zachłysnęliśmy się tym, to chyba każdy z nas pewnie gdzieś tam zaobserwował, jak to było. Natomiast myśmy nie mieli innych przykładów, tak jak, nie wiem, w innych krajach europejskich, gdzie masz stare pieniądze, które inaczej do tego podchodziły. I dzisiaj ktoś- Które nie lubią ostentacji. Które nie lubią ostentacji, które lubią ciszę. Część ludzi właśnie przeszła swoją chwilę takiego zachłyśnięcia się i pokazywania wielkiego logo gdziekolwiek, czy to będzie na koszulce, na samochodzie, czy na telefonie, gdziekolwiek. Czy imprezowania w wielkich hotelach i wylewania szampana do basenu. Dzisiaj praktycznie się tego, się tego nie spotyka. I wydaje mi się, że to jest lekcja, którą po prostu… Wrócimy jeszcze do tego wątku, ale posłuchajmy może, co na ten temat do powiedzenia ma nasz luksusowy komentator, czyli profesor Rafał Mrówka ze Szkoły Głównej Handlowej, we współpracy z którą powstaje Firmament. Firmament. Życie w luksusie to dla wielu przedsiębiorców symbol sukcesu, ale także temat kontrowersyjny. Z jednej strony wystawny styl życia może budować prestiż i wzmacniać wizerunek. Dla inwestorów, partnerów biznesowych czy klientów bogactwo przedsiębiorcy bywa dowodem jego skuteczności i wiarygodności. W niektórych branżach, takich jak nieruchomości premium, moda czy luksusowe usługi, luksusowy wizerunek to wręcz narzędzie marketingowe. Postrzeganie luksusu różni się jednak w zależności od kultury. W krajach takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy nawet Stany Zjednoczone ostentacyjny przepych jest często kojarzony z sukcesem i budzi podziw. Przykładem mogą być luksusowe rezydencje, prywatne odrzutowce czy drogie samochody, które nierzadko są postrzegane jak wizytówka statusu. Z kolei w krajach skandynawskich czy Japonii nadmierny przepych bywa uznawany za nietaktowny, a szacunek zdobywa się raczej poprzez skromność i dyskretne, ale wysokiej jakości oznaki sukcesu. Dostosowanie się do lokalnych norm kulturowych jest zatem kluczowe w budowaniu wizerunku firmy. Z drugiej strony pławienie się w luksusie niesie też zagrożenia. Nadmierny przepych może alienować przedsiębiorcę od zespołu, klientów czy partnerów. Zwłaszcza w trudniejszych czasach ekonomicznych. Może budzić niezdrową zazdrość i zawiść. Może też prowadzić do nadmiernych kosztów, które obciążają firmę i odciągać uwagę strategicznych celów. Do luksusu łatwo się przyzwyczaić. W trakcie chwilowych problemów trudno się pohamować. Warto pamiętać, że autorytet w dłuższym horyzoncie czasowym buduje się nie tylko przez to, co się posiada, ale przede wszystkim przez to, co się osiąga, jakie wartości się reprezentuje. Luksus odpowiednio stosowany może być narzędziem wspierającym realizację celów biznesowych, szczególnie w niektórych branżach i krajach. Ale autentyczność i w wielu przypadkach jednak umiarkowanie może przynieść także pozytywne efekty. Najlepiej, gdy luksus oparty jest jednak na poszanowaniu wartości, a nie na ostentacji. Taki, który nie tylko przyciąga uwagę, ale także budzi szacunek. W końcu nic nie imponuje bardziej niż równowaga między sukcesem i pokorą. Z tych zgodnie kiwających się głów i tajemniczych uśmiechów wnioskuję, że profesor Mrówka, nomen omen, włożył kij w mrowisko kilka razy. Nie, nie włożył kiju w mrowisko, bo gdyby pan profesor miał rację, a nie tylko mówił w trybie życzeniowym, tooo facet, który ma największą grupę dóbr luksusowo– grupę zarządzającą markami luksusowymi, nie byłby trzecim najbogatszym człowiekiem na świecie. A tymczasem fakty są takie, jakie są, więc jest to tylko i wyłącznie myślenie życzeniowe. Ludzie, niezależnie od pobudek, dążą do tego luksusu. On im imponuje. I to właśnie takie fajne powiedzenie, bo pławić się w luksusie, pławić się w luksusie to już jest pe-peperatywne. Ludzie chcą mieć pewne rzeczy, chcą mieć na-na-namiastki, bo to też odpowiada na ich potrzeby. Ale wiesz, może to jest też nagradzanie czasami siebie. Nie wiem, wyznaczasz sobie, coś bym chciał, to jest moje marzenie. I często to jest jakąś taką, wiesz, kwestią, która jest trudna. Czy to jest pochodną próżności, czy nie. Znaczy to jest. Bo tak, bo być może my jesteśmy tutaj źle dobraną w ogóle grupą. (śmiech) Jesteście cudownie dobraną grupą. Bo powinniśmy tu wziąć socjologów, psychologów, a może- Za bardzo praktykami jesteśmy. Tak na dobrą sprawę, tak, no Agnieszka sprzedaje, sprzedaje, sprz-sprzedaje, oferuje, sprzedaje luksusowe nieruchomości, ale generalnie nieruchomości, które odpowiadają na pewne potrzeby, które, które ludzie mają. No, w przypadku samochodów ciężko mi się wypowiadać. Ja– mi się wydaje, że ja zaspokajam trochę inne potrzeby, oferując, oferując, oferując szt-sztukę i że to tak na dobrą sprawę nie do końca też licuje z problemem i z zagadnieniami poruszonymi przez pana profesora. No dobrze, Agnieszko, tak zerkam na ciebie dlatego, że siedzisz w tych nieruchomościach andaluzyjskich od wielu, wielu lat. Przyglądasz się ewolucji tego rynku, inwazji polskich zamożnych nabywców. Czy oni są jakimś punktem odniesienia dla tego rynku hiszpańskiego? Czy ten– poczucie estetyki, te oczekiwania, bo mówiłeś o tym dzisiaj w południe, które mają względem tam budowanych, wykańczanych apartamentów i domów. Plasują ich w jakiś sposób na tej mapie jakości? To absolutnie. Ja tutaj jeszcze wrócę do, do profesora Mrówki, który powiedział, że dobrze jest dostosować się do norm kulturowych. Powiem szczerze, że u mnie to jest dosyć trudne, ponieważ Marbella jest akurat tak specyficznym, tak międzynarodowym rynkiem i-i-i jest tyle kultur przemieszanych, że jest to ciekawe zjawisko, bo i mamy faktycznie i z Arabii, i ze Stanów, i z Polski. I teraz jak ocenić właśnie dla kogo ten sukces? Jaką jest miarką? Na pewno Polacy są– po pierwsze już jesteśmy na czwartym miejscu, jeśli chodzi o kupujących w Hiszpanii, więc to warto podkreślić, że to już jest bardzo znaczący procent tego konsumenta, który przyjeżdża do Hiszpanii. Wróćmy jeszcze trochę. Kiedyś luksusem było kupić sobie– pojechać do Hiszpanii, pojechać do hotelu, kupić mały mieszkaniec. Potem z niej wrócić- -o własnych siłach. Kupić, kupić małe mieszkanko. Dzisiaj to są wille. Wiesz, ja jestem bardzo szczęśliwa ze względu na fakt, że klienci, którzy do mnie trafiają, wiesz, z ogromnymi czasami i z mniejszymi budżetami, ale też z ogromnymi budżetami. I to są no name’y dla mnie. I to jest niesamowite, że część tych ludzi to nawet pewnie też nigdy o nich nie słyszałeś, nie przeczytałeś. Anonimowi polscy milionerzy. Anonimowi polscy milionerzy. Niekoniecznie mieszkający w dużych miastach, jeżeli mogę ci przerwać. Tak, z reguły w małych miejscowościach. Po całym, po całym kraju. Prowadzący fantastyczne biznesy, o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że one w ogóle w Polsce istnieją. Ja bym powiedziała, wiesz, to takie moje powiedzenie prości ludzie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, to są ludźmi, z którymi ty chcesz usiąść i poprzegadać do rana, bo oni mają właśnie, wiesz, fajne wartości i ciekawi są świata. Doszli do tych pieniędzy, mają może jeden dobry samochód, właśnie, może kiedyś- Może dwa. Może dwa, ale nie w sensie takim wiesz, że Bentleya kupił, bo to było jego marzenie, to była jego nagroda, ale on nie będzie szalał po miejscowości i pani też nie kupi sobie osiemnastu torebek i czternastu sukienek Ziora, bo też nie ma gdzie ich ubrać. To jest po pierwsze. A my nie jesteśmy według mnie– no po części Julek się tutaj śmieje, więc pewnie zaraz mnie zgani. Julek się chyba nie zgadza. Ale co chcę powiedzieć, jeśli chodzi o pytanie. Standardy mamy bardzo wysokie. Narzucamy również nasze standardy na rynku. Czyli to nie jest tak, że kupujemy to, czego już nie chcą Niemcy albo Anglicy. Dokładnie. I to jest fajne, ponieważ to pokazuje, że się, że mamy o tym bardzo duże pojęcie. I powiem inną rzecz. Co jest ciekawe, było zachłyśnięcie się nowoczesnymi nieruchomościami. Wracamy do tradycji, do starych, czyli piękna stara dachówka do klasyki, ale też do naturalnych- Stary ogród. Stary ogród. Także to zachłyśnięcie się chwilę, żeby nowoczesne jak Miami to już jest passe, w większości. Natomiast powrót też do naturalnych materiałów, które są bardziej wytrzymałe. Więc to jest fajne i mnie to szalenie cieszy. Polacy dzisiaj postrzegani są jako naprawdę wymagający klient. Bardzo świadomi również z mojego doświadczenia. Zapłacą za wyszątem. Jeżeli będą– jakby, jeżeli rozumieją to, co kupują, jest to ich pewnego rodzaju marzenie, hobby, to oni rzeczywiście za to zapłacą. Ale to jest bardzo świadomy klient. To nie jest ktoś, komu możesz powiedzieć, że, że, że, że kupuje tylko i wyłącznie logo. Absolutnie nie. I ta grupa klientów świadomych jest coraz większa. Ale co to znaczy w motoryzacji świadomy klient? Czego oczekujesz od takiego klienta? Ma znać historię tej marki? Nie, on rozumie, rozumie produkt, który kupuje na wielu płaszczyznach. Ten, ten produkt mu się z jednej– no bo samochód teoretycznie jest narzędziem do przemieszczania się z punktu A do punktu B, ale samochód luksusowy ma tych płaszczyzn kilka, bo jest, jest wizerunek, jest poczucie komfortu, jest spełnienie własnego marzenia. I te wszystkie płaszczyzny budują taki samochód dla osoby, który kupuje. On– to może być wiele różnych innych aut, specyfikacji, ale to jest jakby taki cały, cały, cały, cały pakiet. A zdarza wam się odmówić komuś sprzedaży samochodu? Pojawiają się tacy klienci? Hmm? Nie. Dlaczego? Nie? Nie. Różnie może być. No bo na przykład profesor Mrówka mówił o tym rozwarstwieniu w firmach, gdzie właściciel kupuje sobie kolejnego Bentleya, a pracownikom regularnie nie płaci. No ale to, gdzie my jako dealer jesteśmy w tym wszystkim? Tak, jeżeli jest- Czyli można z ulicy wejść i po prostu samochód każdy zamówić? To nie tak jak w Ferrari. Zamówić. Można zamówić. A czy przyjdzie w tym wszystkim- Pytanie jest, kiedy on przyjdzie? Tak, tak, ale tak, tak, tak. Juliusz, widzę, że znowu nabrałeś mocy. Nie, nawet nie tyle mocy, ale rzeczywiście parę, parę, parę wątków. Znaczy tak, po pierwsze wydaje mi się, że popełniłem pewien fundamentalny błąd, bo zachłystujemy się, jak, jak my jesteśmy, że tak powiem, tutaj silni. Jaki mamy potencjał, jesteśmy świadomi. Pamiętajmy o jednej rzeczy, bardzo ważnej. Jesteśmy społeczeństwem na dorobku. Znaczy my, patrząc z perspektywy dziesięć lat wstecz, piętnaście lat, to rzeczywiście dokonaliśmy, dokonaliśmy- -gigantycznego wzrostu, wzrostu, skoku i się tu trochę zachłystujemy, jak to– i to, o czym mówimy, czyli te zapotrzebowanie na Bentleye, McLareny, przepraszam- Lamborghini. -Lamborghini. Obrazy. Bez obrazy. Ale nie, ale oczywiście też, żeby było jasne. Na dzieła sztuki też, bo nie mówmy obrazy, mówmy dzieła sztuki, bo to jest trochę bardziej, bardziej szerokie. Czy nieruchomości, nieruchomości w Marbelli, czy w dowolnych innych. Pytanie jest, jakby czy nasi sąsiedzi z zachodu Europy mają takie potrzeby? Nie. Prawdopodobnie nie mają potrzeby, żeby być takim nabywcą, bo już je mają, mają je od pokoleń, bo to były bogate społeczeństwa od wielu lat. Tak samo, jak kolekcje, kolekcje sztuki, które gdzieś tam się, gdzieś tam się budowały przez ostatnie sto, sto pięćdziesiąt, a czasami może nawet pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat. My jesteśmy jeszcze daleko, daleko, daleko w tyle i staramy się to nadrabiać. W jaki sposób? No czasami mniej, czasami bardziej, bardziej chaotycznie. Jeżeli sobie zobaczymy, ile się wydaje na przykład na sztukę w Polsce per capita, to, to jest piętnaście razy mniej cały czas niż w takich krajach jak Niemcy, Austria pięćdziesiąt razy mniej tyle od tego co- No bo w pierwszej kolejności wydaje się na samochód. Oczywiście, że tak, ale właśnie to jest dlatego, że to, co tutaj Piotr powiedział, jest jeszcze ten aspekt wizerunkowy. To nie ja powiedziałem, chciałem to powiedzieć, ale dziękuję, że to ty powiedziałaś. Więc są te, właśnie są te, są te elementy, które, które budują tą iluzoryczną pozycję społeczną przez to, że ma się- Wiesz, samochód widać, a obraz nie wiadomo ile wart jest na ścianie dla kogoś, kto cię odwiedza. Zwłaszcza dla tych osób, które, które się na tym nie znają. Natomiast dla osoby, która podejmuje świadomą decyzję o tym, żeby się otaczać sztuką, bo, bo gdzieś mu to w którymś momencie zagrało i wszedł w to i jakby zrozumiał. Ja to, ja od lat mówiłem, że kolekcjonowanie sztuki to jest jedyny pozytywny snobizm, dlatego że dąży właśnie do tej edukacji, do rozwoju, do poszerzania, do poszerzania horyzontów. Zwłaszcza w dzisiejszym czasie. W dzisiejszych czasach, które są czasami zawężających się specjalizacji, to jest nic innego, jak trochę tak jak to wyglądało w XIX wieku. Ludzie nie mają ze sobą, o czym rozmawiać. Każdy bardzo wąsko się specjalizuje i każdy bardzo wąsko się specjalizuje i ci ludzie, i ta sztuka jest takim– staje się w wielu wypadkach taką płaszczyzną do rozmów ponad tymi specjalizacjami, z czego się szalenie cieszę, bo, bo widzę, jak te relacje czasami się fajnie budują. À propos rzeczownika sztuka. Sztuka ci przerwać, ale spróbuję, bo zasłużyliśmy na piosenkę. (pogodna muzyka instrumentalna) (śpiew 00:09:26)A teraz połączymy się z Aleksandrą Osadzińską, ilustratorką, projektantką, konsultantką. I to w zasadzie powinniśmy się Olu z Tobą przywitać per guten Abend. Jesteś w Berlinie czy krążysz gdzieś indziej po Ku’damm? Właśnie jesteś w Berlinie. Jestem w Berlinie, ale w Mitte, ale w Mitte, nie w zachodniej, wschodniej Berlin. Olu, bardzo dziękujemy, że znalazłaś dla nas odrobinę czasu, bo ta Twoja perspektywa, taka międzynarodowa i zajmujesz się też na co dzień repozycjonowaniem marek. Chciałem Cię zapytać, jak to jest z tej berlińskiej perspektywy dzisiaj zerkać na luksus? Czy on troszkę odmienił to swoje oblicze? Czy to nowa definicja luksusu? Bo mówi się bardzo często, że to jest takie ten new luxury, który jest mniej krzykliwy, mniej demonstracyjny. To jest ten trend, który będzie w najbliższych latach nam dominować na rynku. Tak, na pewno moja perspektywa jest częściowo berlińska, ale w sumie trochę szersza, bo w tym podmiocie, którego jestem częścią, zajmujemy się działalnością właśnie strategiczną, kreatywną, jeśli chodzi o marki, produkty i komunikację dla tego właśnie rynku. Ale mamy biura i w Mediolanie, i w Berlinie, i w Londynie, i w Warszawie. Warszawa też jest tutaj istotnym aspektem, więc rzeczywiście mamy dane z szerokiego rynku i na pewno te definicje, które tutaj próbowaliście też ustalać po drodze, są istotne czym jest luksus, czym był luksus, czym luksus będzie. I jest to dyskusja, która jest bardzo szeroka i dotyczy tak naprawdę całego rynku. Co drugi dzień pojawiają się artykuły o redefinicji luksusu, demokratyzacji luksusu, a jednocześnie informacje o cenach, które są dokładną przeciwie– dokładnym przeciwieństwem demokratyzacji luksusu. Ale tak historycznie luksus zawsze kojarzony był z jakością, chociaż to już jest też pod znakiem zapytania pod wieloma względami, ale ekskluzywnością, którą się utrzymuje w różny sposób, np. przez wysoką cenę albo przez ograniczenie dostępu do danych dóbr, przez ograniczoną ilość produktów albo ilość sklepów, albo właśnie barierę wejścia. Więc to są rzeczy, które historycznie są taką definicją, tym, czym luksus jest. Dlatego w Szwecji alkohol jest towarem luksusowym. Ale w ogóle alkohol jest towarem luksusowym. I tutaj też jedną, jedną z rzeczy, które pomyślałam, że ja lubię tak uziemić rozmowę, a liczby służą do tego idealnie, żebyśmy wiedzieli w ogóle, o czym mówimy tak naprawdę, jeśli chodzi w ogóle o rynek tak zwanych dóbr luksusowych, bo on też się dzieli na różne kategorie, ale pierwszy fakt, że dwa procent najbogatszych klientów branży luksusowej odpowiada za czterdzieści procent sprzedaży, więc to też pokazuje nam, o kim my w ogóle mówimy, kiedy mówimy o luksusie, to my możemy mieć pomysły na to i jakieś wyobrażenia. Natomiast to, kto naprawdę wydaje te pieniądze, to jest bardzo specyficzna i bardzo mała populacyjnie grupa ludzi. Jednocześnie teraz Forbes polski w grudniowym numerze ogromny artykuł Koniec świata luksusu z bardzo smutną miną dyrektora finansowego LVMH, podczas gdy rzeczywiście obserwowane są spadki, ale nie wszędzie. I nawet te grupy, które obserwują spadki, obserwują wzrosty w pewnych kategoriach produktów, które są bardzo interesujące, bo pokazują właśnie, co się zmienia na rynku w momencie kryzysu, bo rosną twarde dobra luksusowe, zegarki, biżuteria, kosmetyki, perfumy, spadają ubrania, natomiast nadal rosną dobra skórzane, na przykład buty, torebki i tak dalej. Co pokazuje też taką sytuację, że w momencie, kiedy pojawia się kryzys albo ludzie mają ograniczone środki, kupują rzeczy, które są bardziej długofalowo wartościowe niż te, które są sezonowe. To też– Olu, przepraszam, a co wnosi młode pokolenie na rynek dóbr luksusowych? Z jakimi oczekiwaniami, Z jakimi konkretnymi postulatami wchodzi? Czego oczekują młodzi dzisiaj od tych słynnych marek, które do tej pory eksploatowały nasze portfele? No jest tutaj szereg oczekiwań. Oczywiście tak zwany zrównoważony rozwój, który oczywiście jakby z jednej strony jest sztandarem, a z drugiej strony głosowanie portfelem jest nadal jednak trochę inną rzeczą. Status luksusu i ikony luksusowe bardzo często oznaczają już rzeczy nie nowe, ale na przykład vintage. Więc to, gdzie też są obserwowane wzrosty, to są rzeczy używane. Bo dla młodego pokolenia to, że coś jest używane nie jest w ogóle problemem. Dla pokolenia naszych mam albo naszych. Myśl o tym, że mielibyśmy kupić używany zegarek czy używaną torebkę na co dzień, no to nie po to zarabiam pieniądze, żeby kupować coś, co ktoś już używał, a to jest priorytet, który w ogóle nie jest istotny z perspektywy młodego pokolenia. To też, co jest istotne, jeśli chodzi o liczby, to że do 2030 roku tak zwane Gen Z będzie na poziomie dwudziestu siedmiu procent udziału w rynku dóbr luksusowych, czyli wyrówna tak naprawdę to pokolenie boomersów, jeśli chodzi o ilość sprzedaży, a ich priorytety właśnie jeśli chodzi o wartości marek, o jakość, ale też właśnie o to, że to już nie jest statusem luksusu, coś, co jest nowe, ale coś, co jest pożądane z powodu emocjonalnego. To jednak wpływa na to, że marki robią trochę restrukturyzację tego, w jaki sposób budują swoją ofertę. A, Olu, a o co chodzi w tych mariażach, takich zaskakujących, których jesteśmy ostatnio świadkami na rynku dóbr luksusowych, gdzie Porsche nagle łączy swoje siły z tymi, których na samochody nie stać i ledwo na buty, które pod marką Puma się pojawiają na-na półkach Swatch, Omega, Dior, Birkenstock. Cóż to za zagadka marketingowa stoi za tym? Więc każda, każda z tych kolaboracji ma trochę inną specyfikę. Jakby inne są powody, dla którego te marki wchodzą w te rzeczy. Ale jedna zasada pozostaje niezmienna i jest to de facto strategia, która wytrzymuje próbę czasu na rynku dóbr luksusowych od zawsze, tak zwana strategia high low, czyli coś, co nazywa się brand entry price level, czyli taka cena podstawowa, cena najtańsza, która buduje przywiązanie klienta albo młodego, albo takiego, którego jeszcze na pewne rzeczy nie stać, a który już może mieć poczucie, że jest częścią świata marki. Czyli nie stać mnie na torebkę Diora, ale stać mnie na szminkę Diora. Nie stać mnie na Porsche jeszcze, ale kocham markę. Ale stać mnie na buty. W przypadku na przykład Birckenstocka i Diora to jest trochę inna sytuacja, bo właściciel Diora kupił Birckenstocka i-i w pewnym sensie w Birckenstocku aplikuje swój. Taki podręcznikowy sposób podwyższania wartości marek przez właśnie kolaboracje modowe czy kolaboracje z twórcami, artystami designem. Więc tutaj jest to trochę inna specyfika, ale w każdej z tych rzeczy liczy się historia. I to jest jeden z tych elementów kodu kulturowego, który logo luksus używa. Nawet jeśli to jest cichy luksus, to jest nowa historia. Kiedyś był 2000, to był głośny luksus, wtedy to było logo. Teraz chodzi o to, żeby nie było logo. To są wszystko historie, które są bardzo istotną częścią tego. Tutaj, na przykład, jeśli chodzi o Diora i Birkenstocka, historią było to, że monsieur Dior był zapalonym ogrodnikiem i nosił Birkenstocki w swoim ogrodzie. I stąd też ta kolaboracja. Więc w każdej z tych rzeczy jest element. Ale na pewno, jeśli chodzi o Porsche i Pumę, to jest też przyciągnięcie młodszego klienta. Zresztą połączenie ze sportem. Sportowcy są teraz bardzo dużym tematem dla marek luksusowych, więc jest dużo dodatkowych czynników. Natomiast ta strategia utrzymywania prestiżu i ekskluzywności marki, ale jednocześnie zapraszania klientów, którzy w tej– albo przyzwyczajania albo, albo takiego jakby masowania klientów, którzy jeszcze nie mają tych pieniędzy, ale kiedyś będą mieli, żeby, żeby czuli się częścią tego świata marki. To jest jedna z tych podstawowych strategii. Olu, bardzo serdecznie dziękuję za szalenie interesującą rozmowę. Życząc Ci spokojnych, ciepłych, rodzinnych Świąt, zapraszamy też do Polski, bo tu mamy dużo luksusowych wyzwań. Jednym z nich jest bez wątpienia pajda z dodatkami na rynku krakowskim. Pajda chleba za osiemdziesiąt złotych. I to jest prawdziwa miara wyzwania luksusowego. Dokładnie. To powiem ci jeszcze jedną rzecz, że jest rzecz, która rośnie i która też powoduje, że mniej się wydaje na ubrania, wydaje się na doświadczenia. Więc jedna z rzeczy, która rośnie mimo spadków, to są właśnie doświadczenia, pobyty, hotele, podróże. To są rzeczy, na które ludzie z pieniędzmi chcą je wydawać w tej chwili. Olu, dziękujemy, wszystkiego dobrego, auf wiedersehen chciałoby się powiedzieć. Paaa! Pozdrowienia. A teraz głos o luksusie ulicy, czyli tym, co trudno intuicyjnie zakwalifikować do kategorii luksusu, a jednak nim jest. Luksusowe buty sportowe, dajmy na to. No, oddajmy mikrofon Kamilowi Baksowi Tomaszewskiemu, z którym rozmawiał Przemek Zieliński z mamstartup.pl. Firmament. Luksus ulicy to są dla mnie wszystkie przedmioty, które tak naprawdę zapewniają nam komfort dnia codziennego. I tutaj mam na myśli wygodne ubrania, wygodne buty. No ja tak naprawdę zbieram buty już od ponad piętnastu lat. Od zawsze działam, powiedzmy, w społeczności buciarskiej. Zaczynałem tak naprawdę od bycia moderatorem na jakichś tam forach tematycznych. Później założyłem swoje forum tematyczne odnośnie butów wraz ze znajomymi, a teraz prowadzę grupę na Facebooku Instabackstock, gdzie piszę o dla mnie najciekawszych premierach. No jest tego naprawdę dużo. Co chwilę wychodzą jakieś bardzo unikatowe buty, ale no jeżeli miałbym wskazać, no to na pewno Air Magi, w których Marty McFly latał sobie na desce, które są tak naprawdę kultowe. Były chyba dwie reedycje. Jedna została tak wydana, że dochód z nich został przeznaczony na osoby chore na Parkinsona, na którą właśnie chorobę choruje Michael J. Fox. Były takie wydania jak na przykład Air Jordany z Diorem, które też tak naprawdę ceny osiągały czterdzieści, pięćdziesiąt tysięcy, a Air Magi z kolei sto tysięcy. Wyszły też takie Dunki, które były z motywem lodów Ben & Jerry i one też w specjalnym boxie swojego czasu kosztowały dobre pieniądze. Co prawda nie były to aż tak duże jak buty, które wcześniej wspomniałem, ale no trzeba było wyłożyć około dziesięciu tysięcy złotych, co jak za kolorete trampki, no to, to jest spora kwota. Zerkam na Juliusza. Masz taką minę, jakbyś źle biznes wybrał. Męczysz się z tymi blejtramami. Nie, zasadniczo jaki mnie wybrał. Więc nie, nie, nie. Bardziej zdziwienie. Ale ja znam fenomen, fenomen tych, tych butów, sneakersów i– nie, co, co nie oznacza, że go doskonale, doskonale rozumiem. Ale chciałem nawiązać do trochę innej rzeczy, jeszcze jednej jakby gałęzi tego, nazwij to luksusu czy przedmiotów kolekcjonerskich. Są to tak zwane memorabilia, bo o wartości obiektu często, a zwłaszcza przez ostatnie lata, bo to jest rynek, który bardzo, bardzo wzrósł, nie świadczy sama wartość obiektu, ale kto go posiadał. Czyli– i tu, jeżeli sobie popatrzymy, na przykład, jakie ceny i przez oczywiście określoną historię, ale też dostępność, bo to są często pojedyncze przedmioty, osiągają obiekty, przedmioty nawet codziennego użytku, bez specjalnej wartości, ale które należały do znanych osób. No to tutaj mamy, mamy do czynienia rzeczywiście z faktycznym, z faktycznym boomem. Myśmy na przykład we wrześniu zrobili aukcję gitar Janka Borysewicza i byliśmy zaskoczeni, zaskoczeni jakby tym, ile te gitary i jak fani zespołu Lady Pank chcieli, chcieli je licytować i do jakich cen niektóre doszły. Oczywiście nie odkrywaliśmy Ameryki, bo zrobiliśmy, zrobiliśmy to w ślad za tym, co robią największe domy aukcyjne na świecie z przedmiotami Eltona Johna, Marca Knopflera oraz Davida Gilmoura. Ale wszystkie inne tego typu przedmioty, jak na przykład te, które są, które należały do, do Władysława Szpilmana, czy które też mieliśmy. Ale jeżeli się popatrzy na przykład, nie wiem, na sukienki Marilyn Monroe czy inne, inne rzeczy, no to, to te przedmioty konoksyjno-ruskie mają absolutnie w tej chwili nieprawdopodobny wzrost przez właśnie swoją historię. Historia przedmiotu jest też-Istotnym składnikiem jakby wartości i to powoduje, że są bardzo luksusowe rzeczy. W tym zakresie szczególnie polecamy aukcje dobroczynne Radia 357. Najbliższa i ostatnia w tym roku w piątek o 16:00. I zaprasza Kuba Strzyczkowski, rzecz jasna. Piotr zaparkował na uboczu, mam takie wrażenie. Siedzi tak cichutko, a przecież tam u was też się bardzo dużo dzieje. Jeżeli myśląc o przyszłości, jak te marki będą ewoluować? Jak sądzisz z punktu widzenia tej rosnącej armii klientów, których będzie stać na Wasze samochody? Czy one będą się jakoś dramatycznie zmieniać, jeżeli chodzi o dostępność, O ograniczenie ilości modeli, czy samochody kupowane na rynku wtórnym, czy samochody kupowane kolekcjonersko? Co będzie tym takim przewodnim trendem? Marki, które zarówno Bentley, jak i Lamborghini są częścią większej całości. I to ta rewolucja, która dotyczy motoryzacji generalnie, oczywiście również dotyczy tych marek. Mówię tutaj o silnikach hybrydowych, czy silnikach elektrycznych. I to jest jakby jeden kierunek. Drugi kierunek to jest taki rynek kolekcjonerski aut, aut bardzo często, które mają swoją historię, chociażby przez to, kto tymi samochodami jeździł. Tutaj się nie pokłócimy. Zgadzamy się tutaj z kolegą. Dla zasady byśmy mogli. Przepraszam, nie dosłyszałem. Samochody Sobiesława Zasady? Więc jest też ta grupa aut kolekcjonerskich i klientów, którzy, którzy kolekcjonują samochody. Natomiast to, co jest charakterystyczne dla rynku aut luksusowych, to te zmiany przychodzą stosunkowo późno, bo technologiczne niż- Wyobrażenie sobie nawet elektrycznego cichego Lamborghini przyprawia o gęsią skórę. No to cię zaskoczę. Elektryczne Lamborghini powstanie. Jest to oficjalna jakby informacja. Dzisiaj Lamborghini oferujemy z silnikami hybrydowymi, więc no widzisz, przyszłość już jest. Ona już w tym momencie nas złapała. Strasznie. Przewaga technologiczna nad innymi. Co to znaczy przewaga technologiczna? Gdzie w przypadku tych rozwiązań jest ta przewaga technologiczna? Na wielu płaszczyznach. Aerodynamika, moc, relacja pomiędzy mocą a wagą. Używanie najróżniejszych zastrzeżonych dla marki materiałów przy budowie, klatki karbonowe. Moglibyśmy o tym godzinami rozmawiać. Jeżeli chodzi, jeżeli chodzi o technologię, jeżeli chodzi o technikę. Ale Piotrze, to jeszcze jedno pytanie w związku z tym. I tu Agnieszka się już rozgrzewa też do odpowiedzi, bo Agnieszkę chce de facto o to samo zapytać. Czy to w końcu w wielu przypadkach zamożni ludzie biznesu korzystają z tych dobrodziejstw dóbr luksusowych, którzy potrafią liczyć. Udowodnili to budując swoje fortuny. Czy to są też instrumenty inwestycyjne? Czy samochód kupując jakikolwiek właśnie którejś z marek, które reprezentujesz, czy to jest dobra inwestycja? Odpowiem tak znam kolekcjonerów aut. To są moi klienci. Oni kupują bardzo, bardzo wyjątkowe auta. Zresztą marki bardzo często oferują takie bardzo modele produkowane w bardzo niewielkich ilościach, poczynając od 9 sztuk, poprzez 50 tylko i wyłącznie danego, danego modelu. Także znam, znam takich ludzi i te samochody oczywiście są inwestycją, ale są też takim spełnieniem pewnego rodzaju marzenia, zainteresowania. Przy okazji oczywiście wymóg jest taki, że one kosztują tyle, ile kosztują. Czyli o wiele więcej niż modele takie z półki. Tak, jeżeli można powiedzieć o modelach z półki. Ale można nimi jeździć na co dzień, czy- Wsiadasz i mówisz pędzę do Agnieszki podpisać akt notarialny w Marbelli. Potrzebuję szybkiego auta. Jak najbardziej. Jak najbardziej. Można takimi samochodami jeździć. A może ja odpowiem za Piotra, bo wydaje mi się, że chyba przekracza on- Czuję się upoważniony. Samochody luksusowe, samochody luksusowe są walorem inwestycyjnym. Znam bardzo wiele osób, które kupują samochody czysto inwestycyjnie, jakby z perspektywą przyszłego wzrostu. Zresztą bardzo duży jest obrót tymi luksusowymi na zamówienie samochodami zaraz po ich zakupie. Ci, którzy nie dostali się do tej kolejki. Tutaj mówię bardziej o tej firmie na F, ale w waszym przypadku też. To też, to też oczywiście. I te ceny są, są już dużo, dużo większe. Zresztą na rynku zegarków jest bardzo dokładnie tak samo. Ceny cennikowe Rolexa czy Pataka Filipa są, są na poziomie X, a w, zaraz, zaraz po wyjściu z salonu one są oferowane, oferowane pięćdziesiąt czasami sto procent drożej. I zresztą to bardzo ciekawie było widać jak Rolex, który z miliona produkowanych zegarków rocznie, bo Rolex nie produkuje ręcznie, produkuje maszynowo, jako jedyna z tych. Zwiększył, zdaje się moc produkcyjną do chyba miliona dwustu czy miliona trzystu tysięcy. Jak ceny na rynku wtórnym tych spadły, czyli jak się kupowało za kwotę X, to ten Rolex na rynku wtórnym przestawał kosztować następnego dnia 2X, tylko 1,3X, bo podaż się zwiększyła. Tu istotnym elementem jest relacja podaży do popytu. I ci wszyscy, którzy się tak cieszyli, że będą tymi wybrańcami z tym jedynym wymarzonym modelem, zostali z ręką w nocniku. Jest w ogóle jedna bardzo ciekawa, ciekawa rzecz, o której- Z Rolex’em na ręku. Tak. Ekskluzywność jest tym właśnie wyróżnikiem. Natomiast rzecz, od której w ogóle moim zdaniem powinniśmy zacząć. To kolejną audycję tak zaczniemy. Nie, no to jakby też jest to jest coś takiego, co ja usłyszałem na studiach, ja myślałem, że to jest jedna wielka ściema. To się nazywa krzywa Velbena, czy też paradoks Velbena. Ja dopiero po paru latach funkcjonowania w mojej branży zrozumiałem, że to naprawdę działa, czyli wzrast wraz ze wzrostem ceny wzrasta popyt.I to rzeczywiście tak jest. Ja na przykład na rynku sztuki widziałem takie przypadki, kiedy, jeżeli– kiedy prace świetnego artysty kosztowały trzydzieści tysięcy złotych, ciężko było znaleźć klientów, a były naprawdę fenomenalne, spełniał wszystkie wymagania. Jak zaczął kosztować– po wpływem paru jakichś impulsów zaczął kosztować na poziomie stu, stu pięćdziesięciu, to się zaczęła ustawiać kolejka ludzi, którzy byli w stanie licytować jeszcze do wyższych poziomów. Tak, tylko że w tym momencie to nie jest normalne, bo mówimy o tym, że ludzie nie płacą jakby tej ceny, która by była początkowa, tylko nie wypada, bo za tanio. Wiesz, no bo to tak mi się przypomniało- Mówimy o zjawisku. Mówimy o opisanym naukowo zjawisku ekonomicznemu. Ja się z Tobą zgadzam, bo na pewno tak jest. Tylko też mówię, że to z drugiej strony jest troszeczkę, no, nienormalne, że tak działa nasza psychika. Tak naprawdę. Jak za tanio, to niedobre. To tak jakby było– oczywiście nie można powiedzieć, że nie można pewnie porządnych butów kupić za trzy złote, tak? I są pewne rzeczy, których nie przeskoczysz. Ale chodzi mi bardziej o to, że czasami łapiemy się pewnie wszyscy na tym. Mogę się przyznać, bo potrzebuję coś dobrego, dobrej jakości, nie wiem, jakkolwiek. Nie wiem, porcelany czy inne. Też patrzę na cenę i ta cena jest wyróżnikiem, więc też się łapie. Czy cena uweryfikowuje życie? Ale ja mam dla Was jeszcze taką informację, że właśnie to jest różnica między ekonomią klasyczną a behawioralną, że na przykład można być patronem Radia 357 i nie mieć z tego powodu nic poza fajnym radiem i dobrowolnie wpłacać na radio, żeby działało. To też działa. Tak, to są rzeczy, które wymykają się klasycznej ekonomii, bo jest ekonomia behawioralna. Na szczęście. Ale czy to nie jest tak, że jeżeli cena jest niska, to, to oznacza łatwą dostępność? A ci, którzy chcą czuć się luksusowo, chcą kupować dobra, które są niedostępne. Często nie mamy kompetencji do tego, żeby ocenić jakość i wiele innych rzeczy. Dokładnie. Że to nie jest wyróżnikiem jakości bardziej. I cena, i cena często też legitymizuje tą decyzję. Bo też jest opisywany, opisywany, opisywana historia tych zwanych koralików, które zamiast przecenione zostały i które– bo nie mogły się sprzedać, ktoś zrobił pomyłkę i zamiast zrobić kreskę w dolarach, to z dziesięciu dolarów– nie przecenił na dolara, tylko na sto i się sprzedało. Zresztą sam podobny przypadek też mam u siebie sprzed kilkunastu, kilkunastu lat. Takie rzeczy się zdarzają. Cena legitymuje też dokonanie wyboru na poziomie jakościowym, bo jednak my często szukamy jakości, ale nie jesteśmy w stanie ocenić tej jakości w przypadku wyrobów skórzanych czy wielu, wielu innych. I to ta cena nam daje, daje podkładkę pod własną decyzję wtedy, kiedy nie jesteśmy do końca kompetentni, a przeważnie jesteśmy kompetentni. Agnieszko, a jak to z tymi nieruchomościami jest? Właśnie, to nawiążę do Lamborghini dlatego, że tutaj jest kwestia właśnie sygnowania. Wiele, wiele osób, jak dzwoniło kiedyś, to chciało mieć adres w Marbelli, bo ta Marbella to miała magiczne– to tak jak pewnie są dzielnice w Warszawie, w Krakowie, w innych miastach, które– gdzie wypada mieszkać, tak? A gdzieś indziej nie. I w Marbelli to zawsze było, żeby ten kod pocztowy w Marbelli. Są w tej chwili osiedla sygnowane markami, typu właśnie jest Lamborgini. Dokładnie. Jest– w tej chwili powstaje osiedle Dolce Gabbana, są budowane domy zaprojektowane, sygnowane przez Lagerfelda. Cena– jeszcze zostały trzy. Gdyby ktoś z Państwa bardzo chciał, to ja zapraszam. Najtańszy siedemnaście milionów euro. Oczywiście bez mebli. To tylko tak, żeby się wprowadzić. I to jest– przecież to są– tak naprawdę tam nic wielkiego w tych nieruchomościach nie, nie, nie znajduje się, jeśli chodzi o logo, ale sama nazwa, sygnowanie i marketing powoduje to, że ludzie chcą to zobaczyć, nawet jeżeli ich na to nie stać, a są gdzieś blisko tej, tej ceny nieruchomości. Chcą to zobaczyć, dlatego, że to znowu wprowadza nas w świat luksusu. Natomiast chciałabym jeszcze wrócić, bo nie zostało to powiedziane, a bardzo mnie to gdzieś tam trochę boli w środku, że ludzie, którzy dzisiaj kupują– mówiliśmy o tych noname’ach, mówiliśmy o ludziach wspaniałych, ludziach z małych miejscowości, którzy doszli do bardzo dużych pieniędzy, którzy pracowali dzień i noc na te– na to, do czego doszli w swoim życiu fantastycznie. Przekazali swoją firmę dzieciom albo zdecydowali się sprzedać. Natomiast dla nich dzisiaj luksusem jest to, że mogą mieć czas wolny, mogą mieć wolną głowę. Przez wiele, przez naście lat, dziesiątki lat ci ludzie po prostu pracowali od rana do wieczora albo dzisiaj jeszcze jedną nogą zostali w firmie, bo zdecydowali się sprzedać i zostać jeszcze na umowie przez 5 lat czy 3 lata w zarządzie. Luksusem dla mnie dzisiaj też jest czas. Znamy się tutaj, kochamy golfa i, i sama poszukuję gdzieś tego czasu. I tak jak powiedziała też przedmówczyni z Berlina, że dzisiaj luksusem jest właśnie czas na experience, że my chcemy mieć te doznania. To są fantastyczne restauracje, to jest- Hotele, spa. Szukamy tej ciszy. Może mamy fajne rzeczy, doświadczeń i fajnych ludzi. Tak. I ja mam fantastyczny teraz czas w Warszawie. Rzadko, nigdy nie byłam chyba przez ostatnie 10 lat tutaj, żebym była trzy tygodnie w grudniu na tylu fantastycznych śledzikach, na tylu fantastycznych spotkaniach z ludźmi, gdzie właśnie mówi się o sztuce, więc widać, że Julek generalnie AI cię nie wyprze i będziesz mógł, będziesz mógł faktycznie przez kolejne lata bardzo dobrze zarabiać. Natomiast wiecie, muzyka i tworzenie, sztuka w Polsce, gdzie masz to experience na tak wysokim poziomie. Jeżeli spotykam się z jednym czy z drugim wykonawcą i mówi, że właśnie leci do Osaki czy gdzieś wrócił, czy dają koncerty na całym świecie, to znaczy, że też my wypromowaliśmy tych ludzi jako Polska. My chodzimy na te koncerty i te właśnie experience też jest ważne, bo my doceniamy tą naszą polskość, ale też tą jakość i to gdzieś idzie dalej, ale dlatego, że ta sztuka gdzieś w Polsce jest bardzo ważna i nie mówię tutaj o obrazach, mówię o koncertach, mówię o filmach i to jest fajne. Ja jestem bardzo dumna. Jestem ambasadorem Polski mieszkającym trzydzieści lat w Marbelli, ale trzydzieści lat poza granicami. Jestem szalenie dumna, przez co przeszliśmy i że nie ma jednak tej ostentacji w tak dużym procencie, jak była kiedyś. Julek wygląda jak skoczek na belce przed zjazdem w dół. Jedno zdanie?Nie, bo ja też jestem dumny, tylko nas charakteryzuje jedna rzecz, że jak tylko poczujemy, że dobrze nam idzie, to siadamy na laurach i wszystko nam spada. I tego, i tego starą bym się- Nie do końca. Nie do końca. Jeżeli popatrzymy na naszą historię, to do końca. (śmiech) Tak głęboko nie będę sięgał. Chodzi o to, żeby uczyć się na błędach. I myślę, że tego bym sobie- I niech to będzie puenta, puenta naszej rozmowy. Bardzo Wam dziękuję. Piotr Jędrach, Agnieszka Kostrzewa, Juliusz Windorbski. Dziękujemy. (melodia) Firmament. I to już wszystko w tym roku w Firmamencie. Przed nami krótka noworoczna przerwa, ale wrócimy mocniejsi. Tymczasem życzymy Wam spokoju, który naprawdę bywa towarem deficytowym, a więc i luksusowym. Świętego spokoju na święta. A jeżeli będziecie chcieli posłuchać czegoś wartościowego, zawsze można włączyć radio 357 albo nasze podcasty, ewentualnie posłuchać też treści na kanałach programu Incredibles Sebastiana Kulczyka. Paweł Sołtys, Jarosław Sroka. Rodzinnych Świąt. (jingle świąteczny) Na firmament zaprosił panatoni. Europejski deweloper przemysłowy.