W biznesie łatwo wpaść w dwie skrajności: przypisywać sukces wyłącznie kompetencjom albo tłumaczyć wszystko „szczęśliwym trafem”. Obie perspektywy są niepełne, bo ignorują to, co dzieje się między kontrolą a przypadkiem.
Szczęście bywa elementem układanki, ale rzadko działa w próżni. Częściej jest efektem spotkania okazji z przygotowaniem, postawą i gotowością do podjęcia ryzyka w odpowiednim momencie.
Warto więc myśleć o szczęściu jak o zmiennej, której nie da się zaplanować, ale da się zwiększać prawdopodobieństwo jej „wystąpienia” poprzez konkretne decyzje i nawyki organizacyjne.
Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:
Pomysł na biznes, a biznes w praktyce – decyzje, relacje i egzekucja, które naprawdę budują wynik
Szczęście w ujęciu praktycznym to zdarzenia spoza kontroli: nieprzewidywalne zmiany rynku, spotkania z właściwymi ludźmi, nagłe przesunięcia popytu czy regulacji. To komponent, którego nie da się włączyć do harmonogramu projektu ani wpisać do KPI.
Jednocześnie przypadek rzadko nagradza całkiem nieprzygotowanych. Gdy firma ma kompetencje, doświadczenie i sprawne procesy decyzyjne, potrafi szybciej rozpoznać okazję i wykorzystać ją, zanim stanie się „oczywista” dla całej branży.
Waga szczęścia nie jest stała. Kompetencje i konsekwencja zwykle wystarczają, by dojść do solidnego, powtarzalnego wyniku. Przy próbie wejścia na absolutny szczyt konkurencji rośnie znaczenie timingu i zdarzeń losowych, których nie da się uczciwie przypisać wyłącznie jakości zarządzania.
„Szczęście to coś poza kontrolą i coś, czego nie jesteś w stanie przewidzieć, ale bardzo często spotyka okazję wtedy, kiedy jesteśmy przygotowani” – Krzysztof Witkowski (doradca biznesowy w EY, pracuje z przedsiębiorcami i wspiera transformacje firm).
W dyskusji o sukcesie często pomija się niewygodny czynnik: punkt startu. W krajach rozwiniętych, a często także poza nimi, silnym predyktorem powodzenia jest pochodzenie – dostęp do kapitału ludzkiego, stabilności i zasobów w rodzinie.
To nie jest teza o fatalizmie, tylko o prawdopodobieństwie. Lepszy start zwykle oznacza łatwiejszy dostęp do edukacji, bezpieczniejszą przestrzeń do eksperymentowania oraz mniejszy koszt porażki. W takich warunkach „odwaga biznesowa” bywa po prostu tańsza.
Jednocześnie indywidualna ścieżka może przeczyć statystyce. Różnice da się nadrabiać, ale wymaga to czasu, determinacji i korzystania z dostępnych ścieżek rozwoju. W firmach to także sygnał, by ostrożnie interpretować „potencjał” i nie mylić przewagi środowiskowej z wyłącznie osobistą zasługą.
„Największym predyktorem sukcesu jest pochodzenie, czyli to, w jakiej rodzinie przychodzimy na świat, ale to nie jest fatalizm, bo te różnice można nadrobić” – Kacper Nosarzewski (partner w 4CF Strategic Foresight, zajmuje się prognozowaniem i redukcją ryzyk).
W praktyce o tym, czy pojawiająca się okazja zamieni się w wynik, decydują cechy trudniejsze do „udokumentowania” niż twarde kompetencje: postawa, determinacja, pracowitość, otwarty umysł oraz intuicja w warunkach niepełnej informacji.
Te elementy nie są wyłącznie wrodzone. Można je wzmacniać, budując codzienne nawyki uczenia się i ekspozycję na różne perspektywy. Chodzi o to, by częściej zauważać sygnały zmian, a nie dopiero ich skutki.
Praktyczne kierunki pracy nad „magnesem na okazje” to:
„Dla mnie receptą jest to, żeby być otwartym i patrzeć na świat, bo wtedy widzisz nowe trendy i wiesz, do kogo pójść, gdy nie wiesz, jak coś zrobić” – Krzysztof Witkowski (doradca biznesowy w EY, wspiera firmy w rozwoju i zmianie).
Kryzys obnaża, jak firma rozumie „szczęście”: czy traktuje je jak cud, czy jak efekt zdolności adaptacji. Trudno nazywać szczęściem zdarzenia, które uderzają w ludzi i gospodarkę, ale nawet wtedy organizacje mogą szukać sensu w tym, co da się poprawić.
W takich momentach rośnie wartość sprawnego uczenia się: wyciągania wniosków, przebudowy priorytetów, zmiany sposobu działania i dostosowania do nowych potrzeb. To nie „dar losu”, tylko wykorzystanie sytuacji – czasem jedynej dostępnej.
Największą różnicę robi podejście: zamiast czekać na powrót „normalności”, lepiej traktować kryzys jako punkt zwrotny, po którym biznes i klienci mogą oczekiwać innego standardu. W tym sensie po trudnym okresie faktycznie może przyjść „słońce”, ale tylko tam, gdzie wykonano pracę transformacyjną.
„Nie nazwę pandemii szczęściem, ale można wykorzystać sytuację i wyciągnąć z niej coś dobrego, bo po kryzysie nadchodzi słońce” – Anna Rulkiewicz (prezes grupy Lux Med, menedżerka z doświadczeniem w ochronie zdrowia).
Rynek lubi proste historie: wystarczy skopiować zestaw praktyk najlepszych firm i wynik się powtórzy. Problem w tym, że nawet rzetelne analizy często przegrywają z dynamiką otoczenia. Klasyczny przykład to badania firm uznanych za „doskonałe” – po czasie część z nich poniosła porażkę, a wiele stało się przeciętnych.
To mocna lekcja pokory: przewaga konkurencyjna nie jest stanem, tylko procesem. Jeśli kontekst się zmienia, to „sprawdzona recepta” może stać się przepisem na spóźnioną decyzję. Dlatego wniosek nie brzmi „nie ucz się”, tylko „nie absolutyzuj”.
Kompetencje i ciężka praca mają sens, bo ograniczają ryzyko porażki i pomagają dojść do dobrego poziomu. Skok ponad przeciętność częściej wymaga zbiegu okoliczności: właściwego miejsca i czasu. Żeby taki zbieg w ogóle mógł się wydarzyć, trzeba próbować, iterować i nie odpadać po pierwszej przegranej.
„Szczęście równa się odpowiedni czas plus odpowiednie miejsce, a żeby mieć szczęście, trzeba dać mu szansę i nie poddawać się po porażkach” – Rafał Mrówka (profesor Szkoły Głównej Handlowej, wykładowca przywództwa i kierownik programów MBA).
Szczęścia nie da się zaplanować, ale da się zaprojektować organizację tak, by częściej zamieniała przypadek w wartość: przez przygotowanie, ciekawość świata, standardy pracy i gotowość do korekty kursu.
Najbardziej użyteczna perspektywa jest trzeźwa: doceniać rolę losowości bez odbierania sobie sprawczości. Wtedy sukces nie jest ani wyłącznie „zasługą”, ani wyłącznie „trafem” – tylko wynikiem świadomego działania w nieprzewidywalnym środowisku.
Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=nw3YXcqsYIE
Treść została wygenerowana za pomocą AI.
Tak, ale zwykle działa jako „katalizator” — wzmacnia przygotowanie, a nie je zastępuje.
Więcej w: „Co naprawdę znaczy „szczęście” w biznesie”.
Buduj gotowość: kompetencje, sieć kontaktów, otwartość na trendy i szybkie decyzje, gdy pojawi się okazja.
Więcej w: „Postawa i intuicja: kompetencje, które pomagają „złapać” timing”.
Statystycznie tak — daje lepszy start (zasoby, edukacja, bezpieczeństwo ryzyka), choć nie determinuje wyniku jednostki.
Więcej w: „Nierówny start: pochodzenie jako predyktor sukcesu”.
Może, jeśli firma potrafi się adaptować: wyciąga wnioski, zmienia priorytety i wykorzystuje nowe potrzeby rynku.
Więcej w: „Kryzys nie jest szczęściem, ale może uruchamiać transformację”.
Bo kontekst rynkowy się zmienia, a przewaga jest procesem, nie stanem — to, co działało wczoraj, jutro może nie działać.
Więcej w: „Dlaczego „uniwersalna recepta na sukces” zwykle zawodzi”.
Jarosław Sroka. Dzień dobry po krótkiej noworocznej przerwie. Jest z nami Paweł Sołtys. Jest Maciej Piasecki. Nowy ład jest. Audycja przygotowana. Goście też gotowi do dyskusji, więc wydaje się, że wszystko pójdzie gładko. Firma z wyboru, sukces z przypadku — tak roboczo nazwaliśmy ten odcinek Firmamentu. Odcinek — tak, tak, to nie może być przypadek — numer trzynaście. A miało być bez żadnych przesądów, tylko merytoryczne pytania i to do naszych słuchaczy. Pytanie, na które właściwie każdy może sam sobie odpowiedzieć, a brzmi ono tak: czy przypadek ma duży udział w zawodowym sukcesie? Gorąco zak-zachęcamy Państwa do dyskusji i pomyślenia albo przypomnienia sobie, jak to było w Waszym przypadku. Ciekaw jestem, co Państwo na to, jak mawia nasz radiowy niedościgniony klasyk. Czekamy na odpowiedzi pod adresami firmament@radio357.pl lub bezpośrednio. jarosław.sroka@radio357.pl. Jak zwykle jesteśmy też na Facebooku i uważnie śledzimy, co tam się właśnie dzieje. No, chyba że państwo są na Twitterze. Wówczas hashtag firmament i można nas śmiało komentować. Raz jeszcze pytanie: czy przypadek ma duży udział w zawodowym sukcesie? A dziś o fenomenie szczęścia i pecha będziemy rozmawiać jak zwykle w doborowym przypa– doborowym przypadku, chciałem powiedzieć doborowym gronie. Yyy, a ten przypadek nieprzypadkowo mi się tutaj pląta w ustach, dlatego, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia, że mogliśmy dzisiaj zaprosić tak znakomitych gości. Kacper Nosarzewski, partner w firmie badawczej 4CF Strategic Foresight, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością Dzień dobry, Jarosławie. Dzień dobry, Państwu. Anna Rulkiewicz, prezes grupy Lux Med, a przy okazji moja koleżanka z Rady Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Dzień dobry, witam. I Krzysztof Witkowski, EY, doświadczony doradca biznes-biznesowy z piętnastoletnim stażem, fan piłki nożnej, a jak wiadomo, w piłce nożnej trzeba mieć sporo szczęścia, żeby odnieść sukces. Dzień dobry. Dzień dobry. Witam was bardzo serdecznie. To może, żeby ustalić, z kim tu mamy dzisiaj do czynienia, drodzy państwo — kto przez przypadek z was trafił do biznesu? No ja zdecydowanie trafiłem przez przypadek do biznesu, dlatego, że moi wspólnicy, z którymi, z którymi prowadzę firmę, to są ludzie, których poznałem tą drogą, że zapoznałem ich na gruncie towarzyskim, że razem spędzaliśmy wakacje jeszcze w czasach, w czasach licealnych i oni, zajmując się tą dziedziną, w której właśnie chodzi o to, żeby redukować ryzyka, żeby rozpoznawać niepewności, żeby trafnie prognozować. Oni później do mnie odezwali się nie dlatego, że ja o to zabiegałem, czy nie dlatego, że ja miałem to w swoich planach na życie wytatuowanych gdzieś albo wyrytych w jakiejś, w jakiejś skale, tylko kierując się, jak sądzę, sympatią i może odrobiną zaufania. Także porównując to ze ścieżkami karier wielu osób, które spotykałem w każdej w zasadzie dekadzie życia, którzy mówili, kim będą, co będą robić, co osiągną, to to jest, można powiedzieć, stosunkowo mało ambitne. Albo z drugiej strony odegrał tutaj rolę jakiś szczęśliwy traf. Panie Krzysztof, czy szczęściu w biznesie trzeba pomagać i czy są jakieś specjalne magnesy na pecha? Jak Ty oceniasz to przez pryzmat swojej praktyki? Wiesz, jak ja bym miał chyba zdefiniować szczęście, to dla mnie to jest coś, co jest poza kontrolą. To jest coś poza kontrolą. To jest coś, co- czego nie jesteś w stanie przewidzieć. Natomiast uważam, że jest takie fajne przysłowie, że bardzo często szczęście spotyka okazję wtedy, kiedy jesteśmy przygotowani do tej okazji. I yyy, jak sobie spojrzysz na różnego rodzaju wywiady czy komentarze różnych ludzi na świecie, to bardzo często to szczęście jest powiązane z jakimś sukcesem i tych komponentów tego sukcesu jest bardzo dużo. Szczęście jest jednym z nich. Jest talent, są pewne umiejętności, doświadczenie, pewne przemyślenia czy twoja charakterystyka, postawa, pewien talent, który masz. No i teraz pytanie, jak duża waga tego szczęścia jest w porównaniu do innych czynników? No a jak ty to oceniasz przez pryzmat tych doświadczeń, które masz z przedsiębiorcami? Czego, którego komponentu jest najwięcej? Wiesz co, wydaje mi się cały czas, że jednak to jest kwestia umiejętności, doświadczenia i przygotowania się. I cały czas jednak wydaje mi się, że ten komponent szczęścia jest pewnie mniejszy niż wartość czy waga wszystkich tych innych elementów. Natomiast ten komponent szczęścia zawsze jest i wydaje mi się, że jeżeli spojrzysz sobie na przedsiębiorców, którzy po prostu robią dobre rzeczy, to pewnie waga szczęścia w tym segmencie jest dużo mniejsza niż w tej części, która jest tam na samym topie. Wydaje mi się, że tam, żeby dojść na sam top, to ta waga szczęścia jednak jest trochę większa. No to może jeszcze inaczej. To co w takim razie jest najczęściej zaniedbywane? Co ogranicza te szanse na takie szczęśliwe zakończenie czy szczęśliwy rozwój firmy? Wiesz co, dobre pytanie. Wydaje mi się, że bardzo często to jest postawa i umiejętności, to, co powiedziałem. Czyli postawa dla mnie to jest pewien charakter, to jest pewne umiejętności, to jest otwarty umysł, to jest generalnie, no próba wyłapania pewnych takiego timingu na– czy odpowiedniego momentu czasu na rozpoczęcie pewnych inicjatyw, nie? I-Inicjatyw rynkowych, inicjatyw transformacyjnych, zmiany w firmie i wielu innych działań, tak? Znaczy wydaje mi się, że, że, że pewne taki otwartość umysłu i dostrzeganie tych wszystkich możliwości i szans to jest jedna z rzeczy i troszkę można się tego nauczyć, ale jednak też gdzieś trzeba mieć szczęście, żeby się z tym urodzić. Ale tylko troszkę się można nauczyć? Nie można się tak w ogóle nauczyć? Mamy jakąś receptę na taką naukę? Co byś podpowiedział tym wszystkim, którzy chcą się troszkę nauczyć, ale żeby odnieść sukces, który nie jest tylko tak na troszkę, tylko w całości? Wiesz co, dobre pytanie. Znaczy dla mnie chyba receptą jest to, żeby być otwartym i patrzeć na świat. I-i-i dla mnie na przykład sukcesem jest to, jakich ja ludzi znam, nie? To, że mam okazję pracować z wieloma przedsiębiorcami, ale i też z fantastycznymi ludźmi w ramach naszej firmy. To powoduje, że mój umysł jest cały czas otwarty. Ja cały czas widzę nowe trendy, nowe rzeczy, które się dzieją i jestem w stanie na to zareagować. Jeżeli nie wiem, jak coś zrobić, to czasami wiem, do kogo iść, kto mi podpowie, jak coś, jak coś zrobić. Tak więc dla mnie osobiście akurat duży wagę tego szczęścia to jest szczęście do ludzi i to z kim masz okazję pracować, poznać i od kogo się też uczyć. Kacper ma szczęście, że dostrzegłem, bo coś sygnalizuje. To szczęście do ludzi. To z takiej perspektywy intuicyjnej rzeczywiście na tym polega. Ale jeśli się przyjrzymy badaniom, to największym predyktorem, przynajmniej w krajach rozwiniętych, ale poza nimi myślę, że może nawet w większym stopniu, największym redaktorem sukcesu jednak jest pochodzenie. To znaczy mieć szczęście Pre- predyktor, przepraszam, to nie jest taki dinozaur, który Nie, to nie jest taki dinozaur, który odgryza głowę, tylko to jest taki dinozaur, który znosi złote jaja. Bo ten, kto urodzi się w zamożnej rodzinie, takiej, gdzie jest wysoki kapitał ludzki, takiej, która jest skłonna być może nawet do potrzebnych lub niepotrzebnych wyrzeczeń, żeby inwestować w tych, w te, to swoje potomstwo. Ten ma największe szanse. I to oczywiście nie należy tego traktować jako jakiegoś fatalizmu, tylko odnotować, że no w-w długich, długo prowadzonych, rzetelnych badaniach, które zaczęto robić w Stanach, ale one teraz są prowadzone w zasadzie wszędzie na świecie. Okazuje się, że jeśli to szczęście gdzieś ma naprawdę wielkie znaczenie, to właśnie tam, gdzie przychodzimy na świat, w jakiej rodzinie. I to może być gorzkie dla niektórych, ale nie jest to na szczęście to, co w wielkim agregacie, to znaczy na poziomie społeczeństwa, ma znaczenie, nie znaczy, że zablokuje Twój indywidualny sukces, bo ten handicap, te różnice można nadrobić Aniu No właśnie nie wiem, bo tak słucham, yy, jako osoba, która pracuje w medycynie, to jednak bardzo istotne jest to, że coś potrafimy udokumentować. Więc jeżeli są takie badania, to ja je rozumiem, ale tak jak sobie myślę, to myślę, że szczęście, do szczęścia bardzo ważna jest osobowość. To znaczy jednak te predyspozycje osobowościowe, które są, one bardzo mogą temu szczęściu pomóc. I ja, jak patrzę na swoje doświadczenie, to wydaje mi się, że takim kluczem mojego sukcesu było oczywiście trochę szczęścia, ale przede wszystkim predyspozycje osobowościowe, które mam. Mhm. Krzysztofie, chciałeś coś dodać jeszcze? Tak. Wiesz co, dodałbym jeszcze kwestię intuicji, nie? Bo ja rozumiem, że można się urodzić pewnie w fajnej rodzinie i mieć, że tak powiem, szybszy start. Natomiast ja się zgodzę chyba tutaj z Anią, że jednak osobowość i-i pewna intuicja może nam pomóc osiągnąć sukces, nie mając tak jak gdyby tych, tych takich, że tak powiem, lepszego, łatwiejszego startu. Ja bardzo głęboko w to wierzę i właśnie raczej zachęcałbym do tego, żeby myśleć, że każdy może dzisiaj odnieść sukces. To jest tylko kwestia pewnego wypracowania pewnych metodyk, standardów, pewnej etosu pracy, otwartości umysłu i czasami można się tego nauczyć od ludzi. Czasami może trzeba przejść przez jakieś programy rozwojowe. Tych programów jest sporo dzisiaj nawet w naszym kraju. Tak więc raczej bym głęboko wierzył, że to jednak ta przyszłość jest w rękach ludzi, którzy chcą coś osiągnąć. Zaraz pewnie wrócimy jeszcze do tego wątku, bo chciałem też do Ani na sekundkę wrócić, bo branża medyczna, hm, jest w bardzo specyficznej sytuacji, biorąc pod uwagę wybuch pandemii. Czy to jest szczęście w nieszczęściu, biorąc pod uwagę to, co robicie, jak się rozwijacie? (kaszel) Nie użyję słowa szczęście w nieszczęściu, ale użyję pewnego rodzaju słowa wykorzystanie, wykorzystanie sytuacji, która jest i odnalezienie się w tej sytuacji i jakby patrzenie, co z tego dobrego można, można wyciągnąć. Więc ja bym powiedziała, no trudno nazwać sytuację pandemii szczęściem, bo ona dotyka, emm, różnych ludzi, różne branże, ale na pewno jest to jakiś element poważnego kryzysu, a po kryzysie nadchodzi słońce. Więc jeżeli chcemy używać tutaj metaforę szczęście i nieszczęście, to możemy nazwać, że, że z nieszczęścia można wejść w szczęście. Ale branża medyczna będzie lepsza po pandemii? Myślę, żemyym może nie od razu, ale wyciąga bardzo dużo wniosków i na pewno się zmienia i transformuje i potrzeby się też zmieniają. W związku z tym na pewno będziemy rozmawiali o innej medycynie i to jest jakiś początek czegoś, czegoś nowego. Dziękuję bardzo. No i napisał do nas Wiesiek na Facebooku. W moim życiu zawodowym zdecydował przypadek, szczęście i praca. I tak z politologa stałem się specjalistą, menadżerem w firmach z dziedziny diagnostyki laboratoryjnej, kardiologii i kardiochirurgii. (śmiech) Ania, ile masz takich przypadków u siebie? Bardzo dużo. Sama jestem świetnym przypadkiem. Ja zajmowałam się dziećmi niewidomymi, więc zupełnie, zupełnie niezwiązane z tym, co dzisiaj robię. Więc cieszę się, bo diagnostyka laboratoryjna jest mi bardzo bliska, więc mam bardzo dużo takich przypadków i dlatego uważam, że szczęście, talent, pracowitość, determinacja to są bardzo kluczowe słowa, które, które w biznesie powinny istnieć. Za nami szesnaście minut po trzeciej, po piętnastej. A to czas na wykład profesora Rafała Mrówki ze Szkoły Głównej Handlowej.Firmament. Czy sukces w biznesie zależy od wiedzy, kompetencji, ciężkiej pracy, czy też jest wynikiem szczęścia? To pytanie, które od lat zadaje sobie wielu potencjalnych menedżerów, ale także wielu reprezentantów mojej profesji, czyli profesorów akademickich uczących biznesu. Jeśli bowiem wszystko zależy od szczęścia, to po co się uczyć, zdobywać wiedzę? Pod koniec XX wieku jednym z najważniejszych, największych bestsellerów światowych wśród książek o biznesie była publikacja Petersa i Watermana In Search of Excellence, w której autorzy na podstawie analizy firm osiągających w momencie jej pisania spektakularne sukcesy rynkowe, chcieli stworzyć receptę na sukces w biznesie, na przejście od bycia dobrym do bycia wielkim. Problem polega na tym, że spośród badanych pięćdziesięciu firm, szesnaście już po wydaniu książki poniosło porażkę, a następne dwadzieścia trzy stały się co najwyżej przeciętnymi. Taki jest zresztą rezultat większości badań dotyczących poszukiwania uniwersalnych schematów na stanie się wielkim w biznesie. Jeszcze wyraźniej ten wniosek formułuje w swoim artykule w Harvard Business Review Profesor Chengwei Liu. Mówi on, że menedżerowie mają tendencję do niedoceniania roli szczęścia w biznesie. Szczególnie te pierwsze sukcesy, gdy są niezwykle spektakularne, wynikają głównie z tego, że ktoś ze swoją ideą, pomysłem, kwalifikacjami znaleźle się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Co swoją drogą tworzy moją definicję pojęcia szczęście, które równa się odpowiedni czas plus odpowiednie miejsce. Ze swoimi studentami na zajęciach z przywództwa w programie MBA uwielbiam w tym kontekście analizować przypadek Jeffa Bezosa z Amazona, który tworząc swoją firmę w garażu przy domu rodziców zlokalizowanym pod Seattle, przypadkiem w dziewięćdziesiątym czwartym roku zbudował firmę, która jest dziś jedną z trzech o największej kapitalizacji na świecie. A co gdyby jego rodzice mieli garaż pod Grójcem? A co gdyby rzucił poprzednią robotę dziesięć lat wcześniej lub dziesięć lat później? Czy to byłby też sukces? Czy też w tej skali sukces? A ilu było takich Jeffów Bezosów, którzy mieli wizję, pieniądze, kompetencje, a jednak nie wstrzelili się w ten czas i swoje miejsce? Tysiące? Miliony? Czy w takim razie jednak zdobywanie kompetencji, ciężka praca nie ma sensu? Czy kursy biznesowe, w tym MBA, którymi kieruję, nie mają sensu? Zdecydowanie mają. Szczęściu trzeba pomagać. W tym samym artykule w Harvard Business Review prof. Chengwei Liu pisze, że szczęście ma dużo mniejsze znaczenie, jeśli spojrzymy na kariery może nie tych najwybitniejszych, ale tych dobrych. Praca, kompetencje może uchronić nas przed porażką, przeprowadzić nas od braku sukcesu do przynajmniej umiarkowanego sukcesu A żeby dostać więcej, tu już potrzeba szczęścia. I oczywiście na koniec kluczowa kwestia. Aby mieć szczęście, trzeba dać mu szansę i próbować nie poddawać się przy pierwszych porażkach Firmament. Tradycyjnie zapraszam Państwa bardzo serdecznie na podcast W Twoje 357, a skróconą wersję również na YouTube i Incredibles. Kolejne spotkanie już za dwa tygodnie, a w nim, coś czuję kolejna gorąca dyskusja nad uwaga! Czterodniowym tygodniem pracy, czyli co będzie, jak czwartek stanie się piątkiem, a przypominam, że wtedy środa będzie małym czwartkiem. Z tą ciekawą perspektywą się żegnamy w ten uroczy czwartek, 13 stycznia. Maciej Piasecki, Paweł Sołtys, Jarosław Sroka. Do usłyszenia.