Konferencja biznesowa bez złudzeń: jak zamienić „spęd” w decyzje i relacje

Wydarzenia branżowe potrafią być jednocześnie kopalnią okazji i stratą czasu. Różnicę robi to, czy uczestnik traktuje je jak skrót do rynku i ludzi, czy jak towarzyski obowiązek bez planu dalszych działań.

Największa wartość rzadko przyjmuje formę „podpisanej umowy w kuluarach”. Częściej to szybka weryfikacja hipotez, dostęp do osób trudnych do złapania na co dzień oraz relacje, które obniżają tarcie w kolejnych tygodniach. Odpowiedzią jest: konferencja biznesowa.

Ale żeby to zadziałało, potrzebne są trzy elementy: sensowna selekcja programu, higiena kontaktu oraz bezwzględny follow-up po powrocie. Bez tego nawet najlepsze nazwiska na scenie nie przełożą się na wynik.

Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:

Pomysł na biznes, a biznes w praktyce – decyzje, relacje i egzekucja, które naprawdę budują wynik

Konferencja jako skrót do rynku: szybki feedback zamiast domysłów

Dla startupu lub firmy rozwijającej nową linię produktu konferencja jest przyspieszonym testem rynkowym. W jednym miejscu spotykają się potencjalni klienci, partnerzy i osoby finansujące projekty, więc można w krótkim czasie sprawdzić, czy problem jest realny, a propozycja wartości zrozumiała.

Kluczowe jest podejście „uczę się, a nie udowadniam”. Rozmowy pozwalają porównać perspektywy: co boli rynek, jak kupuje, czego się boi, co go przekonuje. Nawet jeśli nie ma transakcji, zostaje coś równie cennego: kontakt i kontekst, który ułatwia powrót z konkretem oraz zmniejsza ryzyko budowania w próżni.

„Networking dla startupów to nie wybór, to konieczność” – Rafał Mrówka, profesor Szkoły Głównej Handlowej, MBA for Startups.

Minimalny plan, który nie zabija spontanu: agenda i przestrzeń na przypadek

Wyjazd bez planu kończy się chaosem, a plan co do minuty – serią rozmów przypominających telekonferencje. Działa podejście mieszane: część spotkań ustawiona wcześniej, a część zostawiona na przypadek, bo najlepsze okazje często pojawiają się „w drodze” – między salą, kawą i korytarzem.

Przydaje się prosty zestaw celów, który chroni przed poczuciem zmarnowanego dnia, a jednocześnie nie wymusza biegania. W praktyce wystarczy ustalić, co ma wrócić z uczestnikiem do firmy w formie notatek i kolejnych kroków.

  • 2 wystąpienia do odsłuchania „na żywo”,
  • 5 osób do krótkiego spotkania lub przywitania,
  • 3 pytania do rynku (sprzedaż, produkt, partnerstwa),
  • 1 godzina na spokojny follow-up jeszcze na miejscu.

„Takie wydarzenia wyrywają z bieżączki i pozwalają wreszcie spokojnie porozmawiać z ludźmi” – Maria Belka, przedsiębiorczyni, konsultantka, wykładowczyni akademicka, współzałożycielka i prezeska Mentors4Starters.

Relacje zamiast transakcji: mikromomenty, które mówią prawdę o współpracy

Kontakt „biznesowy” bywa mylony z relacją. Relacja wymaga czasu i uwagi, a jej wartość ujawnia się dopiero później: w gotowości do polecenia, w szybszym dostępie do decyzji, w większym kredycie zaufania. To inwestycja, która zwraca się wolniej, ale stabilniej.

Przewagę budują mikromomenty, których nie da się wyreżyserować: reakcja na drobny problem, sposób domykania rozmowy, uważność na potrzeby drugiej strony. Takie sygnały często trafniej przewidują jakość współpracy niż idealnie przygotowana prezentacja. Dlatego na konferencji liczy się też zwykła przyzwoitość – i konsekwencja w utrzymaniu kontaktu po wydarzeniu.

„Połowa to plan, a połowa to bycie otwartym na improwizację” – Tomasz Karwatka, przedsiębiorca, współzałożyciel Catch the Tornado – platformy do rozwoju e-commerce’owych startupów.

Pitch i etykieta: odwaga, wyczucie i odporność na „nie”

Podejście do nieznanej osoby wymaga odwagi, ale jeszcze bardziej – wyczucia. Konferencje tworzą gęstą sieć interakcji, więc nietrudno trafić na moment, w którym ktoś kończy ważną rozmowę albo po prostu walczy o minutę ciszy. Szacunek do czasu drugiej strony jest tu walutą.

Jeśli celem jest zainteresowanie projektem, działa krótki, skondensowany pitch: problem, rozwiązanie, dla kogo, dlaczego teraz. To nie miejsce na pełną historię firmy. Odmowa też jest naturalna – szczególnie przy pierwszych próbach sprzedaży i szukaniu finansowania. Dojrzałość polega na tym, by nie palić kontaktu emocją, tylko zostawić po sobie klarowny ślad i wrócić z lepszym kontekstem.

„Elevator pitch musi być szybki i atrakcyjny, inaczej druga strona będzie czekała, aż rozmowa się skończy” – Sebastian Kulczyk, inwestor i przedsiębiorca, twórca programu InCredibles, właściciel Manta Ray VC.

Ekosystem i efekt kuli śniegowej: liderzy, finansujący i „łącznicy” środowiska

Konferencja to spotkanie całego ekosystemu: budujących firmy, finansujących je oraz instytucji wspierających. W praktyce oznacza to, że jedna rozmowa rzadko jest „ostatnią”. Częściej uruchamia łańcuch poleceń: ktoś przedstawia kolejną osobę, dopowiada kontekst, otwiera drzwi, których nie otworzy zimny e-mail.

W tym układzie widoczność ma znaczenie, szczególnie dla projektów z ambicją szybkiego skalowania. Konkursy i sceny mogą działać jak tańszy „paszport wiarygodności”: budują skojarzenie problemu z marką, ułatwiają pierwsze rozmowy i skracają drogę do partnerstw. To nie zastępuje produktu ani sprzedaży, ale pomaga zająć miejsce w świadomości branży.

„Nie chcemy wydawać pieniędzy na marketing, więc konkursy pomagają nam zdobywać organiczny rozgłos” – Bartłomiej Rak, współtwórca Rebread, projektu wykorzystującego niesprzedane pieczywo do tworzenia nowych produktów.

Online i AI: usprawnienie procesu, nie zastępstwo dla chemii międzyludzkiej

Kanały online są świetne do domykania konkretów: krótkie spotkanie, decyzja, podział zadań, szybkie podsumowanie. Problem w tym, że cyfrowa forma łatwo „odczłowiecza” kontakt i ogranicza miejsce na nieformalne sygnały, które budują zaufanie. Dlatego hybryda działa najlepiej: offline do nawiązania relacji, online do jej prowadzenia.

Sztuczna inteligencja może przyspieszyć przygotowanie i porządkowanie: research rozmówcy, dopracowanie komunikatu, streszczenie notatek, szkic maila follow-up. Nie zastąpi jednak tego, co najcenniejsze w spotkaniu na żywo – naturalnej rozmowy i oceny, czy współpraca „zaskoczy” na poziomie ludzkim.

„AI pomoże usprawnić procesy, ale relacje i chemia międzyludzka pozostaną kluczowe” – Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego, specjalista od zarządzania i marketingu.

Najlepszą miarą sensu wyjazdu nie jest liczba poznanych osób, tylko liczba realnych „następnych kroków” po powrocie. Jeśli w kalendarzu nie pojawiają się konkrety, wydarzenie było jedynie intensywnym tłem.

Konferencje wygrywa się konsekwencją: krótkim, uczciwym kontaktem na miejscu i szybkim follow-upem, który zamienia dobre wrażenie w współpracę, sprzedaż albo wartościową naukę o rynku.

W rozmowie udział wzięli

  • Jarosław Sroka (prowadzący audycję „Firmament”, członek zarządu KI Next, koordynator programu InCredibles Sebastiana Kulczyka) – moderuje rozmowę o realnej wartości konferencji i budowaniu relacji w biznesie.
  • Tomasz Karwatka (przedsiębiorca, współzałożyciel Catch the Tornado) – opisuje podejście „plan + improwizacja”, znaczenie spotkań dla wczesnego feedbacku i praktykę konferencyjnego działania.
  • Sebastian Kulczyk (międzynarodowy inwestor i przedsiębiorca, twórca programu InCredibles, właściciel Manta Ray VC) – wskazuje na wagę programu merytorycznego i krótkiego pitchu oraz na dynamikę kontaktów na wydarzeniach.
  • Grzegorz Mazurek (rektor Akademii Leona Koźmińskiego) – rozróżnia „networking” od relacji, podkreśla rolę chemii i długofalowej inwestycji czasu oraz odnosi się do AI.
  • Maria Belka (przedsiębiorczyni, konsultantka, wykładowczyni akademicka, współzałożycielka i prezeska Mentors4Starters) – tłumaczy sens „ekosystemu” i mechanikę spotkań offline jako sposobu na realne uruchamianie współpracy.
  • Rafał Mrówka (profesor Szkoły Głównej Handlowej, MBA for Startups) – akcentuje networking jako konieczność w rozwoju startupów: finansowanie, klienci, rozpoznawalność i wiedza.
  • Bartłomiej Rak (współtwórca Rebread) – podkreśla rolę konkursów w budowaniu rozgłosu oraz podejście do skalowania działań.

Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=gv6exzuvhWU

Treść została wygenerowana za pomocą AI.

Mini FAQ

Czy konferencje naprawdę dają wartość, czy to głównie „towarzyskość”?

Dają wartość, jeśli służą weryfikacji rynku, skróceniu drogi do decyzji i uruchomieniu konkretnych follow-upów po wydarzeniu.
Więcej w: „Konferencja jako skrót do rynku: szybki feedback zamiast domysłów„.

Jak zaplanować udział, żeby nie skończyć z chaosem albo „harmonogramem jak z korpo”?

Ustal kilka priorytetów (ludzie, panele, pytania) i zostaw przestrzeń na spontaniczne spotkania, bo często właśnie one dają najlepszy zwrot.
Więcej w: „Minimalny plan, który nie zabija spontanu: agenda i przestrzeń na przypadek„.

Czy zamiast zbierać wizytówki lepiej budować kilka relacji głębiej?

Tak, bo zaufanie rośnie w mikromomentach i konsekwencji, a nie w liczbie kontaktów. Kilka dobrych relacji zwykle przebija setkę przypadkowych rozmów.
Więcej w: „Relacje zamiast transakcji: mikromomenty, które mówią prawdę o współpracy„.

Co najbardziej psuje pierwsze podejście do inwestora lub partnera?

Brak wyczucia czasu, zbyt długi pitch i próba „sprzedania wszystkiego naraz”. Lepiej krótko zarysować sens i umówić kolejny krok.
Więcej w: „Pitch i etykieta: odwaga, wyczucie i odporność na „nie”„.

Jak działa „efekt kuli śniegowej” w środowisku startupowym?

Efekt kuli śniegowej polega na tym, że jedna znajomość prowadzi do następnej. Osoby z ekosystemu często przedstawiają się nawzajem, dzielą się kontekstem i polecają projekty, które uważają za wartościowe. W rezultacie sieć kontaktów i możliwości rozwija się stopniowo, ale coraz szybciej.
Więcej w: „Ekosystem i efekt kuli śniegowej: liderzy, finansujący i „łącznicy” środowiska„.

Czy AI i spotkania online mogą zastąpić konferencje?

AI i online przyspieszają przygotowanie i follow-up, ale nie zastąpią „chemii” i sygnałów z rozmowy na żywo, które decydują o zaufaniu.
Więcej w: „Online i AI: usprawnienie procesu, nie zastępstwo dla chemii międzyludzkiej„.

Zobacz transkrypcję

Jarosław Sroka, dobry wieczór. Minęła godzina dwudziesta pierwsza, a Firmament dziś z wizytą w Poznaniu na kongresie Impact 23. I stąd właśnie mówimy „dobry wieczór” prawie na żywo z naszym wydawcą Pawłem Sołtysem. Postanowiliśmy dzisiaj rozstrzygnąć jedną zasadniczą kwestię: po cośmy tu w ogóle przyjechali? Po co ludziom biznesu te wszystkie spędy, te fora, to ocieranie się o siebie, konferencje i kongresy? Ile w tym jest realnej wartości, a ile sztuki dla sztuki? Firmament. W terenowym studiu Radia 357 są już nasi jak zwykle wyjątkowi goście. Tomasz Karwatka, przedsiębiorca, współzałożyciel Catch the Tornado – platformy do rozwoju e-commerce’owych start-upów. Witamy cię. Dzień dobry. Cześć wszystkim. Sebastian Kulczyk, międzynarodowy inwestor, przedsiębiorca, autor programu Incredibles. Właściciel funduszu Manta Ray VC także. Witam serdecznie. Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Witam państwa bardzo serdecznie. A biegnie do nas gdzieś niezmordowana Maria Belka, która pewnie już jest za zakrętem, ale taka dzisiaj będzie formuła tego programu. Goście będą wpadać, wypadać, zaglądać, mówić, uzupełniać i udzielać się. Nie powiedzieliśmy do tej pory tego, co się tutaj dzieje tak naprawdę, bo to jest chyba największa tego typu konferencja w Polsce, największa tak sprofilowana, dedykowana spółkom technologicznym. Bardzo duże towarzystwo reprezentujące bardzo egzotyczne obszary biznesu. Jaką to ma rzeczywistą wartość dla ludzi, którzy tu przyjeżdżają? Za co płacą? Tomek, ja cię często spotykam na różnych konferencjach. Zapraszają cię czy płacisz za to, żeby tam być? (śmiech) Co za niezręczne pytanie, żeby zacząć. Jaką to ma wartość? Wydaje mi się, że każdy sobie sam musi odpowiedzieć. Są w tym moim świecie startupowym dwie szkoły. Jedna mówi o tym, że nie warto tracić w ogóle czasu na konferencje, różne social rzeczy, tylko po prostu siedzieć i robić swój startup. A druga szkoła mówi, że jednak warto. I zarówno wyznawcy pierwszej i drugiej szkoły odnoszą sukcesy, jak i porażki, więc nie jest to rozstrzygnięty spór. Ja należę do tego obozu, który mówi, że warto. Szczególnie jak się zaczyna, to tego rodzaju spotkania dają bardzo, bardzo dużo takiego feedbacku wczesnego od całego rynku, od klientów, od partnerów. Więc ja bardzo często jak tutaj przyjeżdżam, to spotykam ludzi, którzy myślą o jakimś nowym biznesie, chcą po prostu zasięgnąć opinii, rady, usłyszeć, czy to ma sens. A dla mnie to jest też fajna okazja wtedy, żeby poznać te biznesy wcześniej, żeby móc w nie zainwestować, na przykład. Ale przygotowujesz się do takich spotkań? Ty wiesz, kogo chcesz namierzyć, czy to jest po prostu loteria i raczej opędzasz się od tych, którzy ci tylko przeszkadzają w realizacji twojego scenariusza? Myślę, że fajnie jest doceniać spontaniczność. Właśnie idąc tutaj spotkałem świetnego człowieka, z którym zawsze chciałem się spotkać, a nigdy nie miałem okazji ani śmiałości, więc po prostu rozmawialiśmy sobie i to było super fajne, ale staram się być przygotowany, to znaczy wiem, z kim chcę się spotkać i o czym porozmawiać — też jakby dobrze działa dla mnie. No więc myślę, że połowa to plan, a połowa to bycie otwartym na improwizację (śmiech). Marysia do nas dobiegła w ostatniej chwili, bo zaginęła nam w boju z tym networkingiem. Marysiu, po co przyjechałaś do Poznania? Przede wszystkim spotkać się z ludźmi. Ja uważam, że takie, takie wydarzenia, takie eventy, które są zorganizowane, wyrywają nas wszystkich często na dzień czy dwa z takiej naszej bieżączki i z takich naszych rytmów i przenoszą nas, że tak powiem, w przestrzeni w jedno miejsce i pozwalają naprawdę porozmawiać z tymi ludźmi, z którymi gdzieś czasami się przerzucamy mailowo — o, tak, spotkamy się czy zdzwonimy się. A to jest takie miejsce, gdzie ludzie podobnie myślący, którzy też są właśnie ciekawi, chcą się zainspirować, interesują ich podobne rzeczy, spotykają się w miejscu, które jest ograniczone metrażowo i dzięki temu są w stanie usiąść razem na kawę po prostu i wreszcie porozmawiać. My dzielimy mikrofon z Marią, stąd te drobne, krótkie techniczne przerwy. Ale Mario, to zapytam wprost, bo złośliwi mówią, że przyjeżdża się do Poznania po to, żeby spotkać tych, z którymi w Warszawie nie było nam dane przez kilka miesięcy się umówić. Czy to prawda? Bo spotykasz się z tymi, których znasz, czy szukasz kompletnie nowych znajomości? Pytanie, czy to jest coś złego, żeby spotkać się z tymi, których na– których nam się nie udało spotkać w Warszawie. Ale to też nie jest zawsze tak, że wiesz, spotykasz się w jakimś miejscu, gdzie innych ludzi nie ma i tylko z tą osobą, tylko naturalnie po prostu powstaje efekt kuli śniegowej. Spotkasz się z osobą, którą znasz, ona akurat przedstawi ci kogoś, wywiążą się rozmowy, więc to jest absolutnie wielka wartość dodana i jedna– z jednej strony spotykasz tego, kogo w końcu byłeś w stanie złapać, a z drugiej strony poznajesz nowe osoby, które ta osoba ci nawet rekomenduje do rozmowy. I za to warto zapłacić czy czeka się raczej na zaproszenie? To zależy. Jeśli– znaczy nie jestem zwolenniczką takiego zupełnego spontanu i nieliczenia wydatków i po prostu ruszania na żywioł pełen. Uważam, że z jakąś agendą, planem, nawet pytaniem — przygotować sobie kilka pytań, po co ja tam jadę, wtedy myślę, że można za to zapłacić.Kwestia oczywiście ile, ale jak dostaje się zaproszenie, to ta przyjemność jest jeszcze słodsza. Dziękuję bardzo. Sebastian patrzę na Ciebie, bo wpadłeś tutaj do Poznania jak meteoryt. Rzadko bywasz w Polsce. Powiedz mi z Twojej perspektywy osoby, która buduje relacje w takiej przestrzeni międzynarodowej, taka wycieczka do Poznania ma policzalne efekty? To jest pożyteczna podróż? Musisz być ostrożny z tym pytaniem, bo to jest moje miasto rodzinne, więc ja mam dodatkowy tutaj ładunek emocjonalny, jak– jak przyjeżdżam do Poznania i mam jednak olbrzymi sentyment i prawie połowę życia spędziłem, spędziłem tutaj, yy, ja uważam, że bardzo dobrze, że w Poznaniu taka konferencja, tak duża i tak znacząca konferencja się odbywa. To jest bardzo ważne dla miasta, yy, dlatego jako poznaniak osobiście się cieszę. Pierwsze moje wrażenia, ponieważ nie miałem i jestem po raz pierwszy tutaj na konferencji i nie miałem aż tak wielu okazji zobaczyć wszystkiego jeszcze. Mam nadzieję, że uda mi się dzisiaj popołudniu i jutro, zależy, o której godzinie nagrywamy, ale ogólne wrażenie bardzo pozytywne. Widzę tu wiele znajomych twarzy i tych nieznajomych, których z wielką przyjemnością chciałbym, chciałbym poznać. Na pewno takie konferencje są potrzebne, ale są dwa aspekty takiej konferencji, na które trzeba zwrócić uwagę. Jeden to jest ten taki programowo naukowy i to to, czy chcemy wysłuchać jakiejś, jakiegoś panelu, posłuchać jakiegoś, jakiegoś wykładu. I ja, jeśli decyduję się jechać na jakikolwiek gdziekolwiek na świecie, na jakąkolwiek konferencję, to to jest dla mnie taki pierwszy, najważniejszy argument i rzecz, na którą zwracam uwagę, kiedy, kiedy decyduję się gdzieś pojechać. Czy są interesujący, interesujący prelegenci, których warto posłuchać? No a drugi jest ten aspekt, o którym już tutaj mówiliście socjalny, który jest równie ważny. Największy problem jest w tym, że jak się ten socjalny zaczyna za dobrze rozwijać, to potem nie ma czasu na to, żeby pójść na ten naukowy i vice versa. I dlatego moim zdaniem te konferencje powinny być podzielone. Powinien być czas na panele, a potem powinien być czas na social, potem znowu na panele i znowu na social. I wtedy byśmy mogli wszystko zmieścić. Tydzień, tydzień social, tydzień panele. Dokładnie tak Ja znam takich, którzy się szczycą tym, że przyjeżdżając na konferencję nie byli na żadnym panelu, więc to jest też jakieś osiągnięcie. To jest bardzo dobre pytanie, czy to powinno być miarą sukcesu takiej konferencji, czy, czy nie? Uważam, że panele są bardzo ciekawe, goście są bardzo ciekawi. No i nie, nieuczestniczenie w tych panelach to trochę strata, tym bardziej jeśli się za konferencję płaci. Jak pytałeś, to myślę, że właśnie płaci się przede wszystkim za to, żeby posłuchać osób, których na co dzień nie jesteśmy w stanie poznać w żywym. A skoro się płaci, to w pakiecie ma się to wszystko nagrane. Można sobie to ściągnąć na komputer i potem godzinami oglądać w domu. A jaką wartość w networkingu widzi Pan profesor Rafał Mrówka ze Szkoły Głównej Handlowej? Posłuchajmy. Firmament. Czy można sobie w ogóle wyobrazić budowanie startupu bez networkingu? Pewnie znalazłyby się na świecie jakieś niezwykłe historie pokazujące, że to możliwe, ale na pewno nie jest to droga najprostsza ani najefektywniejsza. Praktycznie każda innowacyjna organizacja, która osiągnęła sukces, chwali się historią z wczesnego okresu istnienia, w której jeden z założycieli, często przypadkiem spotkał innego założyciela i wspólnie coś wymyślili. Albo jeden z założycieli spotkał anioła biznesu, mentora, który uwierzył w jego projekt i zapewnił wsparcie. Czy gdyby założyciele Ubera Travis Kalanick i Garrett Camp nie poznali się podczas jednej z konferencji technologicznych, istniałby dzisiaj Uber? Czy gdyby Drew Houston podczas jednego z wydarzeń branżowych nie poznał Steve’a Jobsa, który zainspirował go do kontynuowania pracy nad projektem, istniały dzisiaj Dropbox? Czy gdyby Brian Chesky i Joe Gebbia nie networkingowali z ludźmi, których poznali na konferencjach i wydarzeniach branżowych, zdobyliby pierwszych klientów inwestorów Airbnb? To oczywiście pytania retoryczne. Networking jest ważny dla startupowców z kilku powodów. Po pierwsze, startupy potrzebują finansowania, aby rozwinąć swój biznes. Networking może pomóc w nawiązywaniu kontaktów z inwestorami i pozyskaniu potrzebnych środków. Po drugie, networking może pomóc w zdobyciu nowych klientów. Po trzecie, networking pomaga w zwiększaniu rozpoznawalności marki. Po czwarte, networking może pomóc w zdobyciu wiedzy i pomocy od innych przedsiębiorców, którzy mają doświadczenia w prowadzeniu biznesu. Networking dla startupów to nie wybór, to konieczność. Dlatego zresztą my w naszym programie MBA for Startups w Szkole Głównej Handlowej stwarzamy tak wiele możliwości dla naszych studentów, aby taki networking prowadzić. To jedno z naszych głównych zadań podczas tych studiów No, skoro jesteśmy już czy byliśmy w świecie akademickim. Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego, teoretyk i praktyk zarządzania i marketingu. Grzegorz, czy networkingu, budowania relacji z klientami, kontrahentami, potencjalnymi inwestorami można się nauczyć? Czy szkoła wyższa? Czy program MBA jest takim miejscem? Zacznę może dosyć przewrotnie. Twierdząc, że słowo networking powinno być zakazane. Znaczy dla mnie słowo networking ma jednak charakter instrumentalny, to znaczy taki, że myślimy o pewnej transakcyjności, czyli że spotykamy się z kimś po to, żeby.Uzyskać konkretną wartość tu i teraz. O wiele bardziej lubię słowo, które padło tu między innymi z ust Tomka, czyli relacje. A te budujemy już w oparciu często o tak zwaną, wybaczcie za kompletnie nienaukowe słowo chemię międzyludzką, tak? Pewne, pewne taki vibe, jak to się mówi po angielsku coś, co powoduje, że po pierwsze lubimy spędzać ze sobą czas, po drugie, nawet jeżeli to był tylko ułamek sekundy w trakcie danej rozmowy, kawy, lunchu, który może wpłynąć na całe później nasze życie, to okazuje się, że być może właśnie ten spontaniczny, spokojny, normalny dialog między dwójką ludzi jest czymś, co buduje faktycznie długofalową wartość, więc wartość relacji. I teraz pytanie, czy szkoła wyższa w szczególności, czy program MBA może coś takiego dać? Powiem tak, przede wszystkim coś takiego może dać, bo cały sektor wiedzy się kompletnie stransformował naaa yy tak zwane wykłady. Bardziej mam na myśli po prostu spotkania z ciekawymi ludźmi, na przykład z profesorami. Przychodzimy niekoniecznie dla tej wiedzy, którą możemy w internecie znaleźć, ale właśnie na ten dodatkowy pierwiastek czegoś nienamacial– nienamacialnego, co potem nawet w QR-ach dzisiaj mówimy o tym… W sumie to być może merytorycznie dany, dana osobowość nie powiedziała czegoś nowego, ale powiedziała to w taki sposób, że to zupełnie inaczej do nas dociera i myśląc na przykład już czysto pragmatycznie o studiach MBA, to patrzyłbym nie na nazwy przedmiotów kursów, tylko spojrzał właśnie na to. To znaczy kto jest faktycznie za danym programem, jaki typ innych studentów słuchaczy tam jest, bo, bo ta wartość jest nienamacalna, tak? I bardzo często mówi się i w przypadku Koźmińskiego akurat jest to wielokrotnie potwierdzane, że ten aspekt tej relacji, tej chemii międzyludzkiej jest czymś absolutnie fundamentalnym, poza oczywiście świetnym kontentem merytorycznym No ale ten networking, trzymając się tej yyy podważonej definicji, ma też istotny– jest istotnym elementem też chyba budowania takiej świadomości biznesowej, szczególnie młodych przedsiębiorców, młodych ludzi. Czy do tego zachęcacie, czy podpowiadacie, jak to robić? Jak to pielęgnować? Jak sprawić, żeby to pierwsze czasem spotkanie nie było jednocześnie ostatnim, z tym potencjalnym partnerem biznesowym? Znaczy wartość, tak sobie myślę, bo chciałem powiedzieć od zawsze, ale powiem bardziej szczególnie teraz jest kreowana w sieciach. Znaczy skończyliśmy już z czasami, gdzie jedna osoba czy jedna instytucja ma absolutny monopol na wszystko. Ta wartość kreuje się w sieciach, ergo my przede wszystkim musimy być nauczeni otwartości na drugą osobę, na drugiego człowieka i tą, tej umiejętności współpracy. Więc to się odbywa oczywiście przez pryzmat różnych kursów, tak? Kursy z negocjacji strategicznych, kursy z krytycznego myślenia. Ale często komunikujemy, że przede wszystkim przychodzicie tutaj po to, żeby, żeby to nie było, żeby te studia nie były traktowane jako dobry time, ale żeby to był dobry timing. To jest to trochę nawiązanie do tej konferencji, znaczy dobry timing oznacza, że jesteśmy we właściwym czasie, miejscu i właśnie tu i teraz możemy pewne rzeczy zrealizować. My z Tomkiem mailujemy, googlujemy przez wieki, a dopiero tutaj możemy sobie spokojnie jak ludzie porozmawiać, a nie tylko załatwiać konkretne sprawy biznesowe. Więc temu też służą takie studia, żeby się na chwilę odciąć od tej tak zwanej bieżączki, aby często posłuchać ludzi, którzy są zupełnie innej branży, bo to najczęściej oznacza inspirację dla nas, a nie ciągłe bieganie z Excelem i z KPI-iami, które mamy na co dzień i które są trochę, no powodują, że ta atmosfera jest, nie jest czysta w tej naszej głowie, bo nie potrafimy wejść na pewien meta level zrozumienia na przykład biznesu, jeżeli ciągle pracujemy do przodu, a nie tylko do góry. A można być, to już ostatnie pytanie, skutecznym przedsiębiorcą, ale być w pewien sposób upośledzonym, jeżeli tak mogę powiedzieć właśnie, jeżeli chodzi o budowanie relacji z ludźmi, z pracownikami, kontrahentami, wspólnikami. Myślę zdecydowanie tak i tak często jest. Ale mądrzy ludzie, którzy dostrzegają swoje słabości, po pierwsze otaczają się tymi, którzy, które te słabości, którzy potrafią te słabości wyeliminować albo kompensować. Po to też są studia, żeby nie doskonalić tylko i wyłącznie to, w czym jesteśmy świetni, ale żebyśmy wychodzili z tej naszej strefy komfortu. I na przykład, kiedy jesteśmy świetnymi analitykami, żebyśmy przede wszystkim nauczyli się kompetencji tak zwanych miękkich, aby w nich również być świetnymi. Bardzo dziękuję. Wracamy po piosence. Firmament. Wracamy do naszej dyskusji. Marysia, kto tutaj przyjeżdża i po co? Kto co daje i kto co tutaj bierze? Przyjeżdżają tutaj przedstawiciele różnych grup ekosystemu. Mamy oczywiście przedstawicieli- A możesz nam wyjaśnić, co to ten ekosystem? Ekosystem? Ekosystem, czyli środowisko, czyli nasz taki organizm. Jesteśmy jako przedstawiciele startupów czy jako, czy jako re–Przedstawiciele akademii, organizacji pozarządowych czy po prostu korporacji. Każdy z nas pełni funkcje w organizmie, jakim jest ten ekosystem. Kiedyś ktoś powiedział, że dobry– ekosystem startupowy potrzebuje leaders, feeders i cheerleaders, czyli leaders founderów, feeders, czyli inwestorów, a cheerleaders troszeczkę wszystkich wokół. I tutaj tak cheerleaders może brzmi lekko, tak… Nie dodaje powagi, a tak naprawdę to są wszystkie inne instytucje, które wspierają, czyli na przykład właśnie takie jak, jak akceleratory czy różne– czy nawet akademia. Więc przyjeżdżają tak naprawdę bardzo różni ludzie, którzy przywożą ze sobą różne informacje i różne, i różne interesy. Niektórym zależy na tym- A wywozi się stąd konkretne rzeczy nie wiem, umowy podpisane, porozumienia, inwestorów, którzy zgodzili się finansować naszą dalszą działalność? Na pewno się zdarza, ale myślę, że w większym, większej mierze jest to jednak– wywozi się kontakt do osoby i że tak powiem, wkłada się stopę w drzwi, żeby mieć pewność, że ten ktoś nas później po prostu nie zignoruje jak będziemy wysyłać rozpaczliwe maile i maniakalnie do niego wydzwaniać. Więc to jest pokazanie takiej ludzkiej twarzy. Faktycznie poznajesz kogoś, budujesz tą relację, o której wcześniej moi przedmówcy wspominali i dzięki temu, wiesz, otwiera się nowe. I faktycznie jestem przekonana, że naprawdę tego typu spotkania rodzą nowe, że tak powiem, rodzą korzyść obiektywną, czyli nowe, nowe umowy czy nowe, nowe biznesy. Marysiu, spójrz na naszych pozostałych gości. Wszyscy siedzą w komórkach jak jeden mąż. Czy to świadczy tutaj? A Tomek przed chwilą odłożył dopiero ten telefon. Ale prawda jest taka jak dzisiaj rozgraniczać ten świat wirtualny od tego rzeczywistego? Na ile te relacje budowane online, czy one są równie wartościowe, równie istotne, równie ważne z punktu widzenia relacji międzyludzkich Ja myślę, że te relacje online i offline się troszeczkę uzupełniają, bo jedne i drugie mają swoje zalety i wady. Oczywiście zawsze jak spotykasz się online, to jest to cel. Mamy temat do omówienia, bardzo tutaj jest, że tak powiem, mamy pół godziny, jakiś komunikator nam przypomni, że zaraz się kończy spotkanie, mamy temat, umawiamy się. Jak spotkasz się z kimś tutaj offline, nawet jak porozmawiasz, to później na chwilę przejdziesz z kimś, nie wiem, w kierunku bufetu, parkingu czy poszukiwania kogoś. Więc, że tak powiem, powstaje zupełnie też taka nowa, inna relacja, która daje taki komponent autentyczności, naturalności. Nagle jesteś też człowiekiem, a nie tylko interesantem w sprawie. Więc wydaje mi się, że– ale z drugiej strony oczywiście tak spotkać się z kimś, umówić się na tą kawę, taką prawdziwą, laną, to jest czasami po prostu trudno. I dzięki tym spotkaniom online możesz być w stanie dużo więcej z tych spotkań odbyć, szybciej się złapać, więc to też jest oczywiście zaleta, więc myślę, że jeśli będziemy tutaj operować sprawnie między jednymi i drugimi, nie zapominać o wartościach, które niosą, to będziemy bardzo z– nie mówię networkować, tylko będziemy sprawnie budować relacje. Dziękuję bardzo. Tomek, patrzę na Ciebie i zastanawiam się, czy w tym świecie budowania relacji, bo tu profesor na mnie groźnie spojrzał, a nie networkingu. Czy istnieje jakaś etykieta, jakiś savoir vivre? Coś, co trzeba wiedzieć, coś co, czego nie wolno robić, na co nie wolno sobie pozwalać, gdzie się przekracza tę cienką linię pewnego zaufania osoby, z którą się próbuje nawiązać relację? Jakie zachowania nie są pożądane? Co na dzień dobry skreśla takiego delikwenta, który chodzi i nagabuje? Kurczę, świetne pytanie. W ogóle intro też mnie zaciekawiło. Patrzę na Ciebie i (śmiech) Nie, bo siedzę jako jedyny tutaj w golfiku, a nie w koszuli. I tak się sam zastanawiam nad tym. Wiesz co, ciekawe pytanie. Ja dla siebie osobiście to już się nauczyłem, że totalnie nie można ludzi skreślać, ale to tak totalnie, że Czyli pierwsze koty za płoty? Że po prostu czego to ja już nie doświadczyłem jakby, jak ludzie cały czas mi zagadali. Czasami no naprawdę surrealistyczne sytuacje, typu wiesz, w toalecie ktoś koniecznie chce zapiszować swój startup i po prostu już się nauczyłem, że jakby okej. Ale ryglując wcześniej drzwi od wewnątrz? (śmiech) No wiesz, w męskich toaletach jest łatwiej, prawda, zaczepić. Więc jakby nauczyłem się, że nie można ignorować. Trzeba dawać szansę. Ludzie są zestresowani często. Sporo osób– teraz wszyscy się kładą ze śmiechu. Uruchomiłeś wyobraźnię. Sporo osób jednak wiesz, ma problemy z tym, żeby, żeby zacząć, nie? Tą, tą rozmowę i potrzebuje kurczę, takiego, takiego lekkiego wsparcia, więc staram się zawsze być po prostu otwarty, uśmiechnięty i wiesz, powiedzieć ok, nie? Jakby- Ale gdzie jest ta cienka czerwona linia? Taka linia, której no już przekraczać nie można w tym takim, w takiej nachalności towarzyskiej. Wiesz co, wydaje mi się, że takie zwykłe już po prostu ludzkie odruchy, typu kurczę, daj komuś zjeść, daj komuś wypić tą kawę, bo widać, że mu się ręce trzęsą i bardzo jej potrzebuje. Myślę niewiele więcej. Tak naprawdę też myślę, że jak ktoś tutaj przyjeżdża, to po to, żeby się z ludźmi spotkać. Jak ktoś nie lubi ludzi, to tu nie przyjeżdża. Mhm.I nie chciałbym tworzyć jakiejś takiej tutaj, wiesz, bariery. A Tobie zdarzyło się dostać czarną polewkę? Ktoś powiedział panie, daj pan spokój, nie jestem zainteresowany, a ty mówisz ale pan nie wie, kim ja jestem. Ja wiem, wiem panie, daj panu spokój. Oczywiście, wiele, wiele razy. Szczególnie tutaj czuję bardzo przedsiębiorców polskich, którzy gdzieś tam walczą o pierwsze kontrakty za granicą i jeżdżą na konferencje. To jest w ogóle świetna lekcja. Jak ja to robiłem, to po prostu był– ciągle dostawałem wpiernicz, nie? W sensie jedziesz, zagadujesz, a ktoś mówi: nie, nie jestem zainteresowany. I tak pięć razy i po prostu ta cała konferencja traci dla ciebie sens. I ta szósta osoba już chce być miła i mówić ci coś miłego, więc jakby łatwo się postawić po drugiej stronie. No, jeśli tutaj mamy founderów startupów, nie jest łatwo robić coś od zera. Są same problemy, więc po prostu warto być wspierającym dla tych ludzi. I myślę, że też to mamy, nie? Bo Polska jest świetnym teraz krajem do tego i ta konferencja też. Więc tak mi się wydaje, jak Was widziałem w akcji, to nikt tutaj z nas do studia nie mógł przyjść bez bycia zaczepionym, po-pogadania z kimś. Zobaczcie jak to super działa, nie? Wydaje mi się, że to olbrzymi taki skok zrobiliśmy przez te eventy. Ludzie są dużo bardziej otwarci na siebie dzisiaj Prawie, że okup musieliśmy za Marysię zapłacić, żeby tu przyszła. Sebastian, pytanie do Ciebie, takie bardzo konkretne. Przychodzi do Ciebie petent i… Co cenisz w tym, co do Ciebie przynosi? Z czym nie przychodzić? Z czym przychodzić? Jakie przygotowanie sobie szczególnie cenisz? Co na dzień dobry ogranicza szanse zbudowania relacji z Tobą, zainteresowania Ciebie tym, co ktoś ma Ci do sprzedania, do zaproponowania? Ciężko odpowiedzieć w jednym zdaniu, bo to bardzo zależy od sytuacji, tak? Z jednej strony bardzo sobie cenię odważnych ludzi, którzy nie boją się podejść, mimo tego, że kompletnie się nie znamy, nie mamy teoretycznie, nie wiem, wspólnej osoby, która by nas przedstawiła, tylko tak zupełnie z marszu podchodzą i zaczynają rozmawiać. Z drugiej strony to może być irytujące w momencie, kiedy my akurat prowadzimy z kimś bardzo ważną rozmowę, ważną na przykład dla nas i nie chcemy, żeby nam ktoś w tym momencie przeszkadzał. Więc to kreuje czasami dość niezręczne sytuacje. Nie ma, nie ma myślę, że jednego tutaj przepisu na-to jak te interakcje powinny-powinny wyglądać. Ponieważ jest tutaj tak dużo osób, ponieważ jest tyle tych sytuacji, tych interakcji, to na pewno jeśli ktoś chce coś mówiąc wprost spitchować, to-to musi być szybkie i-i na tyle ciekawe. No taki typowy elevator pitch. To jest te kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, bo jeśli przez te kilkadziesiąt sekund nie będziemy widzieli, że to jest temat dla nas ciekawy, to mamy już na agendzie tyle innych tematów, spotkań i tych wykładów, na które tak naprawdę przyjechaliśmy, że-że-że będziemy czekali na ten moment, w którym ta rozmowa się już skończy. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale taka jest brutalna rzeczywistość. Chcemy, chcemy iść dalej, bo na przykład właśnie my widzimy kogoś, z kim my chcemy, chcemy porozmawiać. Dlatego ten elevator pitch musi być bardzo dobry, bardzo skondensowany, szybki i atrakcyjny, bo wtedy nawet jeśli rzeczywiście nie mamy czasu, żeby-żeby spędzić z bardzo ciekawą osobą kolejne pół godziny czy godzinę, to na pewno weźmiemy kontakt i-to spotkanie odbędzie się w przyszłości już na, nazwijmy to, normalnych warunkach. Dlatego myślę, że taka dynamika, odwaga i dynamika i wyczucie momentu. Co jest najtrudniejsze A czy masz jakieś swoje ulubione miejsca na świecie, do których lubisz jeździć, bo wiesz, że profil ludzi, gości, którzy się tam pojawiają, stężenie tej kompetencji, profesjonalizmu, kreatywności jest szczególnie duże? Nie mam jednej takiej konferencji, która byłaby dla mnie tą najważniejszą. Są różne ciekawe miejsca. Myślę, że przede wszystkim warto się skupić na tematy– konkretnej tematyce, tak? Takie konferencje ogólne są-są ciekawe, ale czasami są zbyt ogólne. A jeśli my szczególnie na przykład będąc spółką, która-która szuka kontaktów, szuka inwestora. Jeśli chcemy wykorzystać te momenty, to myślę, że takie-takie bardziej szczegółowe konferencje są troszeczkę lepsze, ale nie będę w tym momencie wymieniał żadnej konkretnej, bo po prostu każdy musi znaleźć swój-swój-swój świat. No ale dużo rozmawiamy o tym, kogo tu spotykamy, dlaczego spotykamy. Czy ty spotkałeś kogoś w swoim życiu? Kogoś, kogo mógłbyś nazwać swoim mentorem? Kto sprawił, że Twoja kariera, Twoje życie, Twoje wybory zawodowe nabrały zupełnie innej prędkości i trajektorii? Tak. Czy mam wymieniać, zmieniać nazwiska? (śmiech) Poproszę. Może-może pozostawię to dla siebie, bo to były na tyle ważne dla mnie personalnie osoby, że-że… Ale zdarzało mi się spotykać na konferencjach bardzo ciekawe osoby, które rzeczywiście starałem się potem spotkać w zupełnie innych okolicznościach, innej sytuacji, żeby-żeby móc poświęcić ten czas dużo, dużo lepiej na rozmowę z taką, z taką osobą. Także konferencje akurat myślę, że są trudne do spotkania takich- takich mentorów, bo oni mają z reguły bardzo mało czasu. Oni biegają i może być nawet taka sytuacja, że ktoś, kto nam wydaje się bardzo wyjątkowy czy ciekawy, spotykamy go na takiej konferencji i oczywiście jest to bardzo przyjemne, tylko ta osoba, dokładnie, jest w tym momencie, kiedy właśnie wchodzi do toalety, jak to mówił lub pije tą kawę i mimo swojej–Świetnej osobowości. No możemy trafić na ten dość pechowy moment, kiedy ta osoba powie nam: nie teraz, nie w tym momencie i nagle w naszych oczach ten autorytet trochę upadnie, bo stwierdzimy, że może ta osoba nie do końca jest tak wspaniała, jak sobie wyobrażaliśmy. Także tak jak mówię, każdy, każda sytuacja jest inna i myślę, że nawiązywanie kontaktów tak, ale potem już dalsze, dalsze relacje to już inny moment. Bardzo, bardzo serdecznie ci dziękujemy. Wiem, że musisz biec, bo masz kolejne spotkanie. Tutaj za rogiem na pewno czeka orszak tych, którzy się podłączą i będą chcieli o coś zapytać, więc życzymy Ci- Będziemy biegli razem. Żebyś niepostrzeżenie mógł tutaj przemykać pomiędzy poszczególnymi sesjami. Sebastian, bardzo dziękujemy. Życzymy wszystkiego dobrego i zapraszamy częściej do audycji Firmament w Radiu 357 Dziękuję uprzejmie. A my polujemy na kolejnych gości. Bartłomiej Rak Rebread, nieprzypadkowo znalazł się tutaj, w naszej grupie. Gratulacje! Wyjaśnij, czego ci gratuluję i skąd się tutaj wziąłeś. Dzień dobry. Dziękuję za gratulacje. No pewnie. Pewnie gratulujesz mi tutaj wygranej w tym konkursie Impact Arena, ale bardziej mi zależy na tym, żebyś gratulował mi pomysłu i tego, co chcemy zrobić, bo na tym mi bardzo zależy. A my jesteśmy Rebread, czyli zajmujemy się ratowaniem niesprzedanego pieczywa i naszym jest– naszym celem jest stworzenie nowych, innowacyjnych produktów żywnościowych w oparciu o ten surowiec. Jak sądzisz, dlaczego wygrałeś? Dlaczego jury dzisiaj jednogłośnie wskazało na Ciebie jako najciekawszy projekt w konkursie Impact Arena organizowanym przez Incredibles i Pulse Business? Może nie do końca jednogłośnie, bo jednak zwycięzców mamy dwóch, więc myślę, że tam głosy były, były pewnie jakoś podzielone. Dlaczego? No bo myślę, że mamy szansę być takim bardzo pozytywnym sygnałem zmiany, że możemy nie marnować żywności i to jest, to jest bardzo ważne. Pieczywo może być czymś takim, bo to jest jedyny produkt żywnościowy, w którym prawo i możliwości nasze technologiczne dają nam szansę, żeby tego, żeby ten produkt po prostu przestać marnować. Cała żywność potrzebuje takich przykładów, żebyśmy uwierzyli, że to po prostu jest możliwe, żeby żywności nie marnować. A druga kwestia jest taka, że myślę, że my mamy dość innowacyjny model biznesowy, trochę wywodzący się z bardzo pozytywnych doświadczeń branży IT, gdzie jakby tam mocno się działa właśnie w oparciu o otwarte licencje, czyli w taki sposób, w który my chcemy działać, buduje się rynek bardzo szybko, jednak podmioty produkcyjne mają takie obciążenie, że ten CapEx, który trzeba poświęcić na to, żeby postawić fabrykę, żeby przeprowadzić wszystkie badania, to jest duże obciążenie, które uniemożliwia szybkie skalowanie. A ja wychodzę z takiego założenia, że jeżeli mamy robić coś impactowego, to mamy mało czasu. Naukowcy nam mówią, że już jest mniej niż za pięć dwunasta. Cele ONZ-tu mamy wyznaczone do 2030 roku, więc jakby tego czasu zostało bardzo mało na skalowanie się. Stąd też ten nasz model biznesowy ma nam umożliwić to, żeby się wyrobić po prostu w tych no, wąskich ramach, które mamy. Więc nie chcemy się skalować tylko i wyłącznie dla pieniędzy, ale również jakby dla impactu No gratulując Ci bardzo serdecznie, miałem okazję być świadkiem Twojego wielkiego sukcesu i tych zmagań, które dzisiaj toczyłeś na scenie. Chciałem zapytać, to będzie dość przyziemne pytanie. Właśnie w tym celu tu przyjechałeś, żeby wygrać, żeby było o Tobie głośno, żeby zwrócić na siebie uwagę potencjalnych inwestorów, partnerów biznesowych? Jesteś takim łowcą nagród, który krąży po Polsce od konkursu do konkursu i zbiera te trofea? (śmiech) Nie, nie. I tak, i nie. Nie chciałbym, żeby tak było, ale rzeczywiście my nawet mamy takie założenie w modelu działania, że nie chcemy przeznaczyć złotówki na marketing. To znaczy, że po prostu wszystko chcemy robić w sposób organiczny i jedyne pieniądze, które na marketing przeznaczamy, to na wynagrodzenie pracownika, który po prostu przy tym marketingu pracuje. Nie chcemy kupować reklam, więc to jest pewna taka forma zdobycia tego marketingu, zdobycia tego rozgłosu, zdobycia tego PR-u. A druga rzecz jest taka, że gdy pracujesz w oparciu o wolne licencje, no to niesie to za sobą pewne ryzyko, że ktoś po prostu tę licencję przejmie i wykorzysta dla swoich własnych celów. No i nie do końca coś będziesz z tego miał, nie? Taka też często obawa się pojawia w oczach inwestorów, jak z nimi, jak z nimi rozmawiamy. Więc moim celem jest trochę zająć świadomość i konsumenta, i branży, że te– za ratowanie niesprzedanego pieczywa odpowiada właśnie Rebread. I te konkursy temu bardzo fajnie sprzyjają. Ja mówię, że to jest właśnie taka cegiełka dołożona do naszej idei, że po prostu stajemy się podmiotem, który jest z tym kojarzony i to utrudnia jak gdyby wejście kolejnym podmiotom na ten rynek Czas na drobne podsumowanie. Uwaga, uwaga! Szanowni Słuchacze! Najtańsza forma budowania sławy to wygrywanie konkursów startupowych, a to chyba córeczka jeszcze do nas przyszła. Tak, jest dzisiaj z nami córeczka Zoja, bo my jesteśmy firmą rodzinną. Kasia, moja co-founderka, jest moją partnerką życiową. A to jest nasza córka Zoja. Czyli sukcesorka. Tak, tak. Mamy nadzieję, że będzie chciała to po nas przejąć i że dojdziemy do tego momentu, że pojawia się ta trudność w przekazaniu kolejnemu pokoleniu swojej firmy. A Kasia jest teraz przez dziesięć dni w Hiszpanii też w tematach naszych biznesowych. No i w sumie wyszło nam to, że po prostu łatwiej mi jednak będzie tutaj z Zoją. No i muszę powiedzieć, przekazać też podziękowania organizatorom, że gdyby nie ciocie, których tutaj jest po prostu co najmniej już kilkanaście, które się nią zajmują w różnych sytuacjach, to chyba byłoby mi ciężko, ale- No tych cioci słyszałem już ponad trzysta. Bartek, bardzo serdecznie Ci dziękuję. Gratulujemy Ci raz jeszcze wielkiego sukcesu i będziemy się częściej odbywać, choćby dlatego, że jestem koordynatorem Incredibles i przyjdzie nam wkrótce się spotkać i zaplanować wspólną dalszą współpracę. Bardzo dziękuję. Już nie mogę się doczekać. Wszystkiego dobrego! Dziękujemy Ci bardzo. Wracamy do naszego studia. Słuchajcie, no bo nie można uciec od tematu sztucznej inteligencji, drogi profesorze. Tutaj do rektora się zwrócę zalotnie, bo czy ta sztuczna inteligencja nie załatwi nam tego networkingu wkrótce? No bo ona podpowie, naprowadzi, umówi, zarządzi tym wszystkim i zrzuci z nas ten obowiązek krążenia, zaczepiania, upewniania się. Uruchomimy jakiś moduł, jakąś aplikację i ona to wszystko zaraz zrobi za nas. Czy tak– czy ten scenariusz prawdopodobny?Znaczy temat sztucznej inteligencji rozpala przede wszystkim naszą wyobraźnię, ale kiedy przejdziemy do tak zwanego to the ground, to okazuje się, że do tych wielu tak zwanych innowacji jeszcze nam na szczęście daleko. Wydaje mi się, że oczywiście tak patrząc po tym, co się dzieje teraz z generatywną sztuczną inteligencją w postaci chat botów, chat GPT i tak dalej, i tak dalej. Faktycznie, te narzędzia mogą nam bardzo pomóc, ale raczej w usprawnianiu pewnych procesów, automatyzując je, skracając być może pewne, pewne drogi dotarcia do informacji. Ale nie mam, nie mam tutaj żadnych obiekcji, aby powiedzieć, że czuję się bezpieczny w tym, że nadal te relacje, ta chemia międzyludzka będzie czymś absolutnie najważniejszym. Natomiast tak generalnie uważam, że powinniśmy się zaprzyjaźnić z tymi narzędziami, nie stosować polityki luddyzmu, czyli, czyli opowiadać o samych zagrożeniach i opowiadać, jaka to katastrofa na ludzkość spadnie, bo tego się raczej nie spodziewam. Szczególnie jeżeli już teraz bardzo racjonalnie będziemy patrzyli na potencjał tych narzędzi. A wydaje mi się po wysłuchaniu kilku prelekcji dzisiaj w trakcie tej wspaniałej konferencji, że, że mamy już taką głęboką świadomość nieromantycznego spojrzenia na sztuczną inteligencję i wiemy, gdzie są te potencjalne pułapki, które powinniśmy jako naukowcy czy jako regulatorzy wypełnić, aby te narzędzia działały po prostu dla nas, a nie abyśmy byli ich, ich niewolnikami. Tomku, patrzę na Ciebie, bo sprawiasz wrażenie lekko zaniepokojonego albo zniecierpliwionego, więc chciałem Cię zapytać o taki aspekt, który bardzo często pojawia się też na takich konferencjach i w kontekście tego, co powiedział rektor Mazurek. Ugryzę się w język, ale zaraz po tym, jak to zrobię, jednak zadam to pytanie czy widać tutaj różnice kompetencyjne, jeżeli chodzi o wiek? Bardzo często już w firmach są właściwie cztery pokolenia. To jest bardzo szerokie spektrum ludzi z różnym doświadczeniem, kompetencją cyfrową, społecznościową. Mówię tutaj o mediach. Czy to budowanie tych relacji ma swój wiek, czy nie? Czy to nie ma kompletnie znaczenia? Dzisiaj to są po prostu cechy osobowościowe. Są tacy, którzy to mają i są tacy, którzy się tego nigdy nie naucząąą. Hmm, bardzo głębokie pytanie. Cieszę się, że nie dotyczy sztucznej inteligencji. Yyy, kurcze, nie wiem, nie czuję się ekspertem. Wydaje mi się, że ludzie są po prostu różni, niezależnie od różnic, które nas definiują. Każdy yyy jest, jest trochę inny i tak więc trudno mi tak jakoś jednoznacznie odpowiedzieć. Nie chciałbym dzielić tutaj. Nie wiem. Szczerze nigdy nie zauważyłem. Podam Ci pomocną dłoń w takim razie. Wracasz do domu i na ten stół rzucasz ten urobek taki konferencyjny i robisz taką inwentaryzację, co tam się powinno znaleźć. Takie minimum minimorum, żebyś wrócił usatysfakcjonowany i powiedział sobie to była dobra konferencja, jestem zadowolony, nie straciłem czasu, bo to jest to, co trochę, co mówił Sebastian, że gdzieś ta część merytoryczna nam schodzi z oczu, bo się głównie koncentrujemy na popijaniu prosecco i zaczepianiu kolejnych osób. Wiesz co fajne? To w ogóle też ciekawe spojrzenie, o którym mówił Sebastian. Ja mam trochę inne. Znaczy wydaje mi się, że właśnie wiedza jest dostępna wszędzie i nawet te najlepsze speeche to gdzieś można później sobie zawsze obejrzeć. Chociaż wiadomo też ciężko tak samemu się zmotywować, nie? Czasami lepiej– też dzisiaj widziałem jeden świetny wykład. Pewnie sam bym go w internecie nie obejrzał, ale jak już tam usiadłem, to podobało mi się. Ja staram się sobie zrobić zawsze taki plan, czyli na konferencję robię taki nadmiarowy plan, czyli patrzę sobie na speeche i mówię okej, to jest pięć speechy, które bym chciał obejrzeć. Pewnie jak obejrzę jeden, to będę okej. To jest pięć osób, z którymi chciałbym się spotkać. Piszę do tych osób i zapewniam sobie, żebym się mógł z nimi spotkać i też sobie daję luz. Jak się z czterema spotkam na pięć, to będzie okej. I połowa czasu to jest taka zaplanowana, a połowa to taka na pewno na kogoś fajnego wpadnę, nie? I wiesz, to mi daje też taki luz, bo wyrosłem trochę z takiego bardzo planistycznego podejścia, które kiedyś miałem, bo kiedyś miałem konferencję planowaną co do minuty i miałem tam na przykład pięćdziesiąt spotkań. Oczywiście można odbyć pięćdziesiąt tych spotkań, tylko no tracisz ten pierwiastek ludzki i te spotkania zaczynają wyglądać jak wiesz, te spotkania na Google Meecie, takie krótkie i tylko rzeczowe. Więc w zasadzie skoro się niczym nie różnią, to dochodzisz do wniosku, że po co ja tu w ogóle przyjechałem, prawda? Więc bardzo się, się dojrzałem do tego, że faktycznie ja potrzebuję kilku dobrych, fajnych spotkań z ludźmi. I tutaj akurat jest świetny przykład. Nawet tak jak tutaj w gronie siedzimy. Byłem w Mentors for Starters u Marysi. Nie mieliśmy się nigdy okazji spotkać i po prostu pogadać. I jak mi tak w cztery oczy powiedziała: kurczę Tomek, może byś jeszcze był tym naszym mentorem? Okej (śmiech Nie zapominając, że jesteś też naszym mentorem. Oczywiście. I to jest właśnie siła takich rozmów, gdzie po prostu czujesz, że no kurczę, no fajna osoba, chciałbyś z nią współpracować, to jest dobra energia, prawda? Więc jakby ja liczę na to samo w drugą stronę, jak się spotykam z ludźmi, więc tego sobie nie ma co odbierać, nie? Więc jakby planujmy, ale bez przesady, nie? No, pamiętam jak my się poznaliśmy na info share’u w ubiegłym roku, to ja chodziłem jak ten wygłodniały wilk po tej pustej hali i ktoś mówił, ale ten to wiesz, kto to jest? To jest jeden z fajniejszych mentorów. Powinniście się poznać. Tak, ale zobacz tak naprawdę, co scementowało naszą pozytywną relację. To właśnie jakby dookoła, bo lecieliśmy razem samolotem do Rzeszowa, który miał jakiś ewidentny problem z wylądowaniem, prawda? I te wspólne przeżycie to było trochę jak wiesz, wyprawa do survivalowa do lasu, prawda? I później wspólne łapanie taksówki. Jakby to jest właśnie to piękno. Trzeba to docenić. Przyjeżdżamy tu, jesteśmy ludźmi, łapiemy taksówki, lecimy samolotem, boimy się, czy wyląduje, tak? Jakby jemy coś dobrego albo nie. I o tym wszystkim możemy potem pogadać i mówimy kurde, Jarek, świetny gość załatwił nam taksówkę, wyskoczył na środek drogi, machał i załatwił. Wow! Nie? (śmiech) Jest ciągle w szoku po tym lądowaniu. Dokładnie. Marysiu, co dla Ciebie jest takim trofeum? Takim urobkiem z takiej konferencji?Absolutnie też taki, taka mikstura, za którą chyba tylko właśnie trzeba być już takim alchemikiem doświadczonym, żeby sobie ją dobrze wyważyć, czyli faktycznie nie jestem zwolenniczką ani takich slotów i takiego biegania tylko i poznawania i… Na pewno miałoby to jakąś wartość, ale mam wrażenie, że to musi być takie troszeczkę wartość inspiracyjna, czyli posłuchać coś z wykładu, posłuchać kogoś, kto przyjechał z innego końca świata i coś takiego powie trzy zdania. Nic– Nicolasa Nassima Taleba czy tam różne jakieś jego książki, ale fajnie na przykład usłyszeć, co on ma do powiedzenia tu i teraz. I to jest takie inspiracyjne. I potem się z tym wraca i troszeczkę okej, ktoś dał swoją perspektywę, moderator zadał pytanie. Z drugiej strony faktycznie, tak jak Tomek wspominał, różne relacje to jest właśnie pójdziesz na tą kawę i ona się wyleje po drodze i ktoś ci wiesz, pomoże albo, albo takie zupełnie ludzkie sytuacje. Potem faktycznie ten online, ten, ten, ten, te telko, ta tak zwane telko nas odziera od takich po prostu przypadkowych ludzkich sytuacji. A więc fajny, fajny, fajne trofeum to jest kilka relacji, nawet pogłębionych. To nie muszą być zupełnie nowe wizytówki, bo już nie nosi się wizytówek. To jest bardzo passe, tak? Tak, tak mi się wydaje. I– Ale z drugiej strony też jest jakaś taka dawka wiedzy branżowej, która jest zaktualizowana Wiesz co, aż mnie zainspirowałaś, żeby dodać jedną rzecz do tego, że właśnie kurczę, trzeba być wyczulonym na te sygnały, bo zobaczcie, ile te sygnały mówią o nas, o ludziach. Tak naprawdę po takich pozytywnych sygnałach to bardzo łatwo jest ocenić, że kurczę, z tym kimś będzie się fajnie robiło biznes, z kimś będzie się fajnie współpracować, nie? Bo wiesz, właśnie kawa się wylała, a ten ktoś mówi: kurczę, nic się nie stało, daj tu, coś ci pomogę. Nagle widzisz ludzi takich wiesz bardziej prawdziwymi, nie? Bo wiesz w mailu to każdy potrafi być miły i uprzejmy, nie? Zaraz czat GPT Ci napisze ładnego maila, ale czat GPT wiesz, nie będzie się zmagał z koszulą zalaną kawą, nie? (śmiech) Wy ciągle o tej kawie, a na afterparty nie rozlewa się kawy, halo! Profesorze, profesorze Rektorze, bardzo proszę No słuchajcie, skoro ja występuję, występuję tu z pozycji nie Grzegorza, tylko pana profesora i rektora, to powiem tak: ja Tomek mam na to nazwę, bo myślałem o tym już wielokrotnie i nazwałem to sobie teoria mikromomentów. To znaczy, że faktycznie my dajemy się poznać, nie grając pewne role, prawda? Jako menedżerowie, właściciele, rektorzy, profesorowie, tylko dajemy się poznać w takich unikatowych momentach, które bardzo często są zupełnie poza naszą kontrolą. No i tak jak tu, tu, tu orzekłeś, no Jarek wydaje się fajnym człowiekiem, ale tak naprawdę okazało się, że jest wspaniałym człowiekiem, jak złapał tą taksówkę i nie było to ani zaplanowane, ani przygotowane. Było to spontaniczne i o to też chodzi na takich eventach, że my poznajemy pewnych ludzi na mailach, tak jak powiedziałeś, znamy ich z artykułów prasy, poznaliśmy się w trakcie różnych formalnych wydarzeń, a tu nagle okazuje się, że na tej imprezie wieczornej przez te pięć minut poznajemy tak naprawdę człowieka. Tak? Tak naprawdę. I to powoduje, że decydujemy się na tą długofalową na przykład z nim współpracę czy po prostu zbudowanie relacji, bo pamiętajmy o jednym o tym dzisiaj jeszcze nie powiedzieliśmy przecież i to jest dramat naszych czasów. Budowanie relacji to jest długofalowa inwestycja, a więc my poświęcamy swoją uwagę, swój czas, tak? Poświęcamy ten czas, to znaczy, że nie poświęcamy go na coś innego, czyli na przykład na rodzinę. Czyli to oznacza, że ja powiem swojej małżonce: słuchaj, ja dzisiaj bardzo chcę iść na tą kolację, tak? I to jest ten najwartościowszy zasób, czyli, czyli ten czas, który poświęcamy właśnie na zbudowanie relacji z kimś, kto wydaje nam się albo już czujemy, jest, jest kimś wartościowym To ja tu wkroczę jako wydawca tej audycji. Paweł Sołtys z tej strony, bo Rektor Grzegorz mnie za-zainspirował, że właściwie to powinienem złożyć serdeczne życzenia urodzinowe mojemu synowi, który ma dziś drugie urodziny. Wszystkiego najlepszego drogi Edwinie. Nie będzie mnie dzisiaj wieczorem w domu. (śmiech Chciałam tylko dołożyć, że właśnie ten– relacje buduje się w momentach tych autentycznych, kiedy wszystko nie jest wyreżyserowane, czyli właśnie w tych samolotach, taksówkach i przy tych kawach. I to Marii dołożenie było znakomitym podsumowaniem. Bardzo serdecznie Wam dziękuję. Tomasz Karwatka, Sebastian Kulczyk był z nami, Grzegorz Mazurek, Rafał Mrówka się też pojawił. Tomek Karwatka, to już mówiłem. Jarosław Sroka też był dzisiaj z Wami. Dużo się dzieje dzisiaj w tym naszym studiu poznańskim. Dziękujemy za wyjątkowo bogate, za wyjątkowo bogate spotkanie też w przemyślenia. Maria tutaj mnie trąca, że została pominięta dlatego, żeby ją delikatnie ukarać za to, że się troszkę spóźniła, więc z opóźnieniem także wrócę do niej. Była z nami też lekko spóźniona, tak jak ja teraz, Maria Belka. Sezon wyjazdowy, wyjazdowy naszych firmamentów bynajmniej się nie skończył, bo gospodarska intuicja podpowiada, że za dwa tygodnie również usłyszymy się z innego zakątku Polski, zakątka Polski. Tomek się uśmiecha, bo już wie, że to będzie Gdańsk. No ale więcej na ten temat już nie powiem. Mogę natomiast polecić śledzenie kanałów programu Incredibles Sebastiana Kulczyka na YouTubie i w serwisach streamingowych. Polecamy także naszą bogatą kolekcję rozmów w podcastach Radia 357. Paweł Sołtys, Jarosław Sroka. Do usłyszenia.

Zobacz również