Genialny pomysł rzadko wystarcza, by zbudować firmę. W praktyce liczy się to, czy produkt rozwiązuje realny problem, czy rynek jest gotów za niego zapłacić oraz czy zespół potrafi dowieźć wyniki w czasie.
W ekosystemie InCredibles przewagę buduje nie „olśnienie”, tylko połączenie insightu, tempa uczenia się i sprawnego pozyskiwania zasobów – od klientów po finansowanie, rekrutację i kompetencje.
Dodatkową warstwą ryzyka jest dopasowanie kapitału do etapu. Za dużo pieniędzy zbyt wcześnie potrafi rozmyć priorytety, a brak kapitału po etapie seed może zatrzymać firmy, które obiektywnie mają trakcję i rosnące potrzeby.
Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:
Pomysł na biznes, a biznes w praktyce – decyzje, relacje i egzekucja, które naprawdę budują wynik
Źródłem wartości jest potrzeba, a nie sama nowość. Pomysły, które rokują, zwykle powstają na styku kompetencji: projektowania, technologii i rozumienia zachowań klientów. Takie środowisko sprzyja szybkiemu prototypowaniu oraz sprawdzaniu, czy „to działa” w życiu odbiorcy, nie tylko na slajdach.
Kluczowym filtrem jest pytanie o powód zakupu: kto i dlaczego ma tego potrzebować. Jeśli jedyną przewagą jest „nikt tego nie robi”, pojawia się ryzyko, że nie ma rynku albo bariera wdrożenia jest zbyt wysoka. Wtedy warto sprawdzić, czy brak konkurencji to okazja, czy ostrzeżenie.
Weryfikacja nie wymaga od razu gotowego produktu. Dziś da się testować „zarys” – rozmawiać z grupą docelową, pytać o oczekiwania, akceptowalną cenę i warunki zakupu. Im wcześniej pojawią się takie dowody, tym mniej decyzji opiera się na intuicji, a bardziej na faktach.
„Dobry pomysł rodzi się w środowisku, gdzie mieszają się różne perspektywy, a pod produktem musi być prokonsumencki insight” – Anna Zimecka, niezależna konsultantka ds. reklamy i komunikacji, pracuje z markami i zespołami kreatywnymi.
Wysoki potencjał nie jest równoznaczny z wysoką szansą sukcesu. W venture capital naturalne jest, że część projektów się nie obroni, dlatego selekcja opiera się na prawdopodobieństwie dowiezienia wyników, a nie na „ładnej” koncepcji. Model można zmieniać, ale dyscyplina działania i zdolność uczenia się są trudne do zastąpienia.
Przewagę buduje egzekucja, czyli codzienna praca: sprzedaż, produkt, rekrutacja i dostarczanie obietnic. Ważny jest też element szczęścia, ale w praktyce „szczęście” częściej sprzyja tym, którzy konsekwentnie skracają dystans do klienta i szybko korygują błędy.
W ocenie pomaga patrzenie na sygnały, które da się sprawdzić w praktyce: rozmowy z klientami, kontakt z wcześniejszymi inwestorami, jakość cyklicznych aktualizacji postępów oraz spójność decyzji. Z czasem pojawia się rozpoznawanie wzorców – inwestor widzi setki projektów i uczy się, co realnie działa.
„Pomysł to tylko początek – wygrywa ten, kto dopracowuje model, reaguje na rynek i przekonuje do niego odbiorców” – Rafał Mrówka, profesor Szkoły Głównej Handlowej, MBA for Startups, zajmuje się przedsiębiorczością i praktyką biznesu.
Nawet trafne rozwiązanie może przegrać timingiem. „Za wcześnie” oznacza rynek niegotowy na zmianę nawyków lub technologię, „za późno” – wejście w tłum, gdzie bez przewagi operacyjnej trudno się przebić. Dlatego ocena powinna obejmować nie tylko pomysł, ale też moment oraz siłę konkurencji.
Znaczenie ma też kontekst: inaczej ocenia się młody zespół na rodzącym się rynku, a inaczej wejście w segment dojrzały, w którym liczy się doświadczenie branżowe i umiejętność walki z ustabilizowanymi graczami. W tym drugim przypadku sama ambicja może nie wystarczyć.
Pivot nie powinien być ucieczką od faktów ani kosmetyką narracji. To kontrolowana zmiana elementów modelu – segmentu, oferty, kanału lub monetyzacji – wynikająca z danych. Jeśli kolejne iteracje zbliżają firmę do płacącego klienta, pivot staje się narzędziem, a nie chaosem.
„Pivot to transformacja pomysłu w odpowiedzi na rynek – czasem potrzeba drugiej, by znaleźć model z potencjałem” – Maciej Ćwikiewicz, prezes PFR Ventures, zarządza programami inwestycyjnymi dla funduszy VC.
Kapitał ma przyspieszać, a nie zastępować zarządzanie. Najbardziej kosztownym błędem relacji inwestorskiej bywa mikrozarządzanie, bo odbiera czas kluczowym działaniom: sprzedaży, budowie produktu i rekrutacji. Minuta spędzona na niepotrzebnym spotkaniu to minuta niepoświęcona rozwojowi firmy.
Dojrzała współpraca oznacza ograniczanie kontaktu do tego, co wnosi wartość: decyzji strategicznych, pomocy w rekrutacji, przygotowania do rund i wprowadzeń do partnerów. To szczególnie ważne, gdy firma ma krótką „drogę startową” i działa pod presją gotówki.
W praktyce relacja działa najlepiej, gdy oczekiwania są jasne: jakie dane są raportowane, jakie są priorytety i jak wygląda wsparcie w kolejnej rundzie. Tam, gdzie fundusz „stawia pod ścianą”, zwykle ujawnia się, że pierwotna teza inwestycyjna była nietrafiona albo zabrakło zaufania do zespołu.
„Relacja z funduszem ma oszczędzać czas foundera i realnie pomagać, a mikromanagement jest sygnałem, że coś poszło nie tak” – Mateusz Bodio, założyciel i dyrektor zarządzający RKK VC, inwestuje w startupy.
Ważne jest rozróżnienie dotacji i inwestycji kapitałowych. Dotacje mają zwykle więcej kryteriów i formalnych ograniczeń, podczas gdy kapitał – także publiczny – może działać rynkowo, oczekując zwrotu. Mechanizmy koinwestycyjne oraz „skin in the game” porządkują interesy: prywatny pieniądz potwierdza sens decyzji.
Poważnym wyzwaniem staje się etap po seed, gdy firmy potrzebują większych rund. Wtedy rośnie znaczenie inwestorów zagranicznych i gotowości do ekspansji. Często kapitał globalny chce widzieć lokalnego inwestora w rundzie, a jednocześnie oczekuje struktury, która ułatwia wejście na duże rynki.
Przygotowanie do takiej ścieżki to nie tylko formalności. Warto myśleć o tym operacyjnie:
„Inwestycja kapitałowa różni się od dotacji – oczekujemy zwrotu, a kapitał prywatny współinwestuje i potwierdza rynkowo decyzję” – Maciej Ćwikiewicz.
Dobre decyzje zaczynają się od prostego testu: czy problem jest realny i czy ktoś za rozwiązanie zapłaci. Potem liczy się zdolność zespołu do egzekucji, iteracji i świadomego zarządzania timingiem.
Największą przewagę budują ci, którzy wcześnie projektują ścieżkę skalowania i finansowania – tak, by kapitał wzmacniał produkt i sprzedaż, a nie zastępował strategię oraz odpowiedzialność za wynik.
Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=qmnpaboCMS0
Treść została wygenerowana za pomocą AI.
Nie – pomysł to hipoteza. O wyniku decyduje dostarczenie produktu, sprzedaż i uczenie się szybciej niż rynek.
Więcej w: „Egzekucja i jakość foundera: co decyduje o wyniku”.
Zacznij od rozmów z grupą docelową i testu wartości, zanim zbudujesz pełny produkt – szukaj dowodów, nie opinii.
Więcej w: „Insight zamiast „fajnego pomysłu”: gdzie rodzi się wartość”.
Pivot ma sens, gdy wynika z danych i skraca drogę do płacącego klienta; chaos, gdy jest ucieczką od wniosków i brakiem priorytetów.
Więcej w: „Timing, konkurencja i pivot: jak zmieniać kierunek bez chaosu”.
Najlepiej, gdy pomaga usuwać bariery (kontakty, rundy, rekrutacja), a nie mikrozarządza – czas foundera jest zasobem krytycznym.
Więcej w: „Inwestor jako akcelerator, nie kierownik: higiena współpracy”.
Po seed rosną potrzeby kapitałowe i wymagania co do skali; często potrzebny jest kapitał i sieć kontaktów z rynków zagranicznych
Więcej w: „Skąd brać kolejne rundy: publiczne i prywatne pieniądze oraz luka po seed”.
Jarosław Sroka. Dobry wieczór. Mamy taki, chyba dobry, pomysł na dzisiejszy firmament, żeby zająć się dobrymi pomysłami na biznes. Skąd się biorą? Gdzie powstają? Co robić, by je w porę wychwycić i oszlifować, a także jak rozpoznać pomysły nietrafione lub tych, którzy nigdy nie powinni brać się za ich realizację. Wątków jest sporo, skład gości godny, ale o tym wszystkim po piosence. (muzyka) Firmament. Audycję pomysłowo wydaje i realizuje Paweł Sołtys, a w studiu zjawili się nasi znakomici goście: Maciej Ćwikiewicz, prezes PFR Ventures. Dzień dobry. Mateusz Bodio, założyciel i dyrektor zarządzający funduszu RKK VC. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Krzysztof Górka, specjalnie z Wrocławia, prezes Funduszu DFR Inwestycyjny. Ale tam jakaś jeszcze jedna wizytówka się zaplątała. Tak, oraz nowego funduszu Lower Cap. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Skromnie, grzecznie, uprzejmie. Bardzo miło. Anna Zimecka, niezależna konsultantka z zakresu reklamy i komunikacji. Dobry wieczór. Aniu, no to zapytam Cię, jako niezależną kons-konsultantkę- Od komunikacji (śmiech) Jaki pomysł powinniśmy mieć na tę audycję dzisiejszą? O czym powinniśmy porozmawiać? Ja myślę, że ten pomysł na audycję to ty masz od dłuższego czasu i znakomity i pewnie coraz więcej słuchaczek go słucha. Ja jestem fanką pomysłów. To znaczy wdrażanie pomysłów, pracując z branżą kreatywną od takiego czasu. Ja jestem w ogóle z wykształceniem architektem i historykiem sztuki (śmiech) więc mam niebywały szacunek dla ludzi, którzy wymyślają. Co prawda pomysł na to, jak zrobić najlepszy startup to miał em- To wciąż przed tobą. Może wciąż przede mną, ale był taki a-artysta i nazywał się Picasso. I on zawsze mówił, że to nieważne, kto miał pomysł, ważne, kto go ukradł i zrobił z tego coś innego. A to taki chiński model (śmiech) rozwoju przemysłowego. Takiego wzorowania się. Ja myślę sobie o tych startupach, które, panowie w ogóle z innego pułapu zaczynacie rozmowę. Ja bym zaczynała z takiego pułapu, że kto wymyślił rurkę do picia napoju, a kto ją zmonetyzował. To są takie trochę różnice między tym, jak ja myślę o innowacjach. O, i jeszcze kolejny element, kto przywrócił plastikową znowu na rynek. Znowu na rynek, tak. Ale to już jest też trochę na inną wieczorną audycję. Więc ja w ogóle kocham ludzi, którzy mają pomysły i wierzę w to, że żeby się pomysły fajne rodziły, to musi to nastąpić w takim bardzo fajnym środowisku, w którym współpracują ze sobą designerzy, fizycy, matematycy, ludzie z różnych profesji i różnych umiejętności widzenia świata. Dlatego, że te pierwsze innowacje, które, zresztą świetna książka wyszła, takich sto ikon designu (odkaszluwa) powstawały właśnie na skrzyżowaniu ludzi od kreacji z ludźmi, którzy wyczuwają potrzebę. W komunikacji to się nazywa do-bry insight. Ten dobry inside powinien być pod spodem wszystkich produktów, które wypuszczamy na rynek, komunikacji, którą wypuszczamy na rynek. Właśnie audycji, które robimy i tak dalej. Ten inside odpowiada na to i jeszcze powinien być taki prokonsumencki. No bo wymyślono koło dlatego, że ktoś się chciał przemieszczać. Inkowie nie mieli tej-go, tej po-potrzeby, więc tam nie wymyślono wozu. Więc wszystko, wielki szacunek dla tych ludzi, którzy wymyślają najpierw. Panowie, na talerzu wam Ania podała receptę na odróżnianie tych dobrych pomysłodawców od tych nierokujących, jak wy ich odróżniacie? A inwestujecie w nie, w nich nie swoje pieniądze, co jeszcze podnosi poprzeczkę ryzyka. Ja uważam, że tutaj szanowna rozmówczyni powinna w takim razie dołączyć do branży venture capital, skoro tak bardzo lubi pomysły, bo codziennie się stykamy chyba z setkami pomysłodawców i bardzo różnych, cudownych czasami tych pomysłów, które faktycznie mogą pomóc żyć i-i-i faktycznie z-zwiększyć jakby też możliwości technologiczne. Wiesz, Jarunno, jakby sposobów, jak wcześniej powiedziałem, jakby takiej metodologii mamy naprawdę wiele i to też bardzo zależy od tego, na jakim etapie inwestujemy. Trzeba też wiedzieć o tym, że fundusze inwestycyjne VC nie tylko inwestują w same pomysły czy prezentacje, tak jak w większości mamy tak na polskim rynku. Są też fundusze, które inwestują na nieco późniejszym etapie, czyli na przykład jak już spółka ma przychody, może nawet ma zagraniczną sprzedaż. Czyli lepiej, żeby ktoś inny się wcześniej sparzył na tym pomyśle. Wiesz, i tak, i nie. Z tego powodu, że bardzo prosto jakby matematyka mówi, że im wcześniej inwestujemy na większym ryzyku, mamy niższą wycenę i potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji, tak? Natomiast wtedy jak mamy, dochodzi do kompozycji całego portfela inwestycji w takim funduszu, musimy wiedzieć, że być może połowa naszych spółek z góry, już w momencie inwestycji godzimy się na to, że możemy na tym stracić i szansa na realizację tego pomysłu jest 20-procentowa (przesłuch 00:04:46) No tak, tylko jak odróżnić tych z lewej od tych z prawej? Skąd wiesz, że w tej konkretnej spółce drzemie taki potencjał rozwojowy? Hmmm.Tak, no to akurat wypowiem się tutaj, w moim akurat, jaką ja mam metodologię. Oczywiście robimy w funduszu, który prowadzę, robimy całą, że tak powiem, pracę domową zupełnie jak wszystkie inne fundusze, czyli rozmawiamy z całym zespołem założycielskim, rozmawiamy z klientami, rozmawiamy z poprzednimi inwestorami, patrzymy na wcześniejsze, tak zwane Investors Update. Całą tą pracę domową odrabiamy. Natomiast wiesz Jarku, jak rozmawiasz już z tym, nie wiem, tysięcznym founderem, patrzysz na jego kolejny pomysł. Widzisz mniej więcej co się udaje. Znasz już ludzi, którzy osiągnęli sukces. Jesteś w stanie pewnym sposobem zobaczyć, poczuć ten szósty zmysł, że faktycznie ten człowiek, ten zespół osiągnie sukces. Ale też bardzo często jest to, co mi mentor mówił, mój amerykański mentor, że często jest tak, że Ty wiesz, że oni osiągną sukces, ale nie wiesz, czy to będzie ten biznes, czy następny, czy jeszcze następny. Z tego powodu, że to może być świetny pomysł, ale na przykład nie wiesz, czy ten rynek jest w stanie go zaakceptować, czy ten rynek właśnie powie okej, jesteście super- Czy nie jest za wcześnie. Dokładnie. I to jest coś, co się nazywa, wiesz, taki timing, tak, rynkowy timing. Jeżeli jest za wcześnie, tak bardzo za wcześnie, no to nikt nie będzie zainteresowany, jeżeli przewidzą o ten rok, dwa to, co będzie w przyszłości i wejdą na fali wznoszącej, mając już produkt, mając, mając już sprawdzonych potencjalnych klientów, no to jest złoty strzał. Jeżeli jest za późno to- Krzysztof, czy u Ciebie jest podobnie, czy Ty sięgasz też na przykład po wariograf i hipnozę? Nie, nie sięgam. Natomiast zastanawiałem się, jak odpowiedzieć na to pytanie i myślę, że chciałbym podkreślić dwie kwestie. Pierwsza, między rynkiem zarządzających funduszami VC a całą resztą ekonomii, całą resztą gospodarki jest moim zdaniem ogromna asymetria wiedzy na temat tego, jak faktycznie pewne wzorce dotyczące rozwoju biznesu postępują. I nie przypisywałbym zarządzającym funduszami jakichś nadzwyczajnych cech osobistych, natomiast po prostu z uwagi na charakter wykonywanych działaاں akumulujemy ogromną ilość wiedzy na temat tego, co działa, co nie działa w biznesie. I zanim odpowiem à propos tego drugiego punktu, który mi przychodzi do głowy, to chciałbym podkreślić jedną rzecz. Uważam, że to też jest ogromny wkład do, do przestrzeni publicznej Polskiego Funduszu Rozwoju, który przez te ostatnie dziesięć lat wykonał dużą pracę w kierunku, nazwijmy to, popularyzacji wiedzy o inwestowaniu w spółki technologiczne. Wiele kwestii, o których sobie dzisiaj powiemy, dla zarządzających, myślę, jest dosyć jasne. Natomiast dla całej reszty otoczenia i to często też dotyczy przedsiębiorców, którzy po prostu mają jedną firmę, która się dobrze rozwija, ale poza ten swój biznes jakby szeroko nie wychodzą, jeżeli chodzi na przykład o aktywność inwestycyjną, jest ta asymetria wiedzy. A teraz, jeżeli miałbym odnieść się w takim razie, co ta wiedza podpowiada, to pozwolę sobie na posegmentowanie tej odpowiedzi. To znaczy uważam, że odpowiedź na pytanie pomysł czy pomysłodawca w dużym stopniu zależy od kwestii takich jak wiek i rynek, na którym przedsiębiorca działa, czyli na przykład uważam, i to nie jest moje gut feeling, tylko bardziej statystyka historyczna, że jeżeli spojrzymy na osoby, które dzisiaj uznajemy za synonimy sukcesu biznesowego, to zasadniczo można powiedzieć o nich dwie rzeczy. Bardzo często zaczynali w bardzo młodym wieku i bardzo często zaczynali na rynku, na którym nie było dużej, dojrzałej konkurencji. Dlatego uważam, że to jest jedna kategoria założycieli, gdzie można uwierzyć w znacznie większym stopniu niż w innych w pomysł. Kiedy widzimy młodego, ambitnego człowieka, który kładzie wszystko na jedną kartę i wiemy, że biznes, który próbuje zrobić, nie jest na dzień dobry konfrontowany przez bardzo silną międzynarodową konkurencję. I to jest jakby jeden segment. Drugi to są firmy, które są tworzone na rynkach, gdzie już ta konkurencja jest w jakimś stopniu ukształtowana I wtedy uważam, że często właśnie ci– jest dokładnie odwrotnie, czyli ci młodzi ludzie, dwudziestoparolatkowie, którzy nie mają doświadczenia branżowego, są często skazani na porażkę i nawet nie są tego do końca świadomi. Natomiast to jest moja próba posegmentowania odpowiedzi. Niemniej gdybym musiał odpowiedzieć w największym możliwym skrócie, to jednak odpowiedziałbym, że to zawsze będzie założyciel, a nie, a nie pomysł. Pomysł można zmieniać i im lepszy jest założyciel, tym sprawniej on będzie tym pomysłem zarządzał i będzie w stanie dokonywać zmian w tych początkowych założeniach Maciej się zasępił. To powiedziałem ja, sroka. Zespół czy człowiek? Na kogo stawiacie? Tak jak trochę wspominałem- Do mikrofonu. Jak wspominałem w pierwszej części naszej rozmowy, badania pokazują, że to jest pół na pół. Natomiast nie ma chyba takiej jasnej odpowiedzi. Każdy przypadek jest trochę inny. Czyli mamy do czynienia z modelem biznesowym na początku. I ten model biznesowy rzeczywiście, jeżeli to jest nowatorski pomysł i nie ma konkurencji, no to to jest gigantyczny plus, który tę szansę podnosi. I model biznesowy potem to są tak zwane pivoty, czyli dostosowania modeli biznesowych do tego, co usłyszeliśmy w rynku. Rynek, powiedzmy, nie przyjął, zakwestionował- Pivoty, czyli dawanie kiepskim pomysłom drugiego życia. Dobrze rozumiem? Tak. Czyli pivot, czyli coś w rodzaju przekształcenia, transformacji pomysłu, który nie wyszedł w pomysł, który ma potencjał. To nie znaczy, że on na pewno wyjdzie. Może potrzebować drugiego pivotu, czyli tej drugiej transformacji. Natomiast ten model biznesowy jest, jest o tyle ważny, że jeżeli tu dobrze, dobrze trafimy i dobrze to zrobimy, a zwłaszcza jeśli jesteśmy pierwsi, no to, że tak powiem, istotność teamu jest troszeczkę mniejsza. Natomiast jeżeli model biznesowy wymaga dopracowania, dostosowania i tak dalej, no to wtedy właśnie ta elastyczność intelektualna zespołu i brain power dają bardzo dużo. I…No i po tym „i” do tego „i” wrócimy może, bo ten wątek jest bardzo ciekawy, ale oddajmy na chwilę głos naszemu niezmordowanemu profesorowi Rafałowi Mrówce ze Szkoły Głównej Handlowej, z którą Firmament powstaje (muzyka) Firmament. Wielu początkujących przedsiębiorców wierzy, że klucz do sukcesu to genialny pomysł. W rzeczywistości pomysł to tylko początek. Historia biznesu pokazuje, że nawet przeciętna koncepcja może odnieść sukces w rękach dobrego zespołu, a zły zespół może pogrzebać nawet najlepsze pomysły. Co więc decyduje o sukcesie? Egzekucja. Największe firmy świata rzadko były pierwsze na rynku. Amazon nie był pierwszą księgarnią internetową, Google nie wymyślił wyszukiwarki, a Facebook nie był pierwszym portalem społecznościowym. Tym, co wyróżniło te firmy, była umiejętność doskonalenia modelu biznesowego, elastyczność i szybkie reagowanie na potrzeby rynku. Przypadek też odgrywa rolę. Odpowiedni moment, zmiany technologiczne, a nawet drobne zbiegi okoliczności mogą przesądzić o sukcesie. Jednak szczęściu trzeba pomóc. Warto inwestować w pomysły, które rozwiązują realne problemy i mają potencjalnych klientów. Jeśli jedynym argumentem za biznesem jest: nikt tego jeszcze nie robi, to raczej nie wróży sukcesu. Może wtedy warto zadać sobie pytanie, dlaczego nikt tego nie robi? A jak rozpoznać nietrafione pomysły? Kluczowe pytanie to, czy ktoś realnie za to zapłaci? Czy skala problemu jest wystarczająco duża? Czy można to zrealizować w sposób opłacalny? Jeśli odpowiedzi są niepewne, warto testować pomysł na małą skalę, zanim zainwestuje się duże pieniądze. Co z tego wynika? Pomysł to jedynie punkt startu. Liczy się jego dopracowanie, elastyczność, dopasowanie się do rynku i odpowiedni zespół, który potrafi go zrealizować. Bo w biznesie nie wygrywa ten, kto pierwszy coś wymyśli, ale ten, kto przekona do tego odbiorców (muzyka) No i co państwo na to? Profesor powiedział coś, co was szczególnie zaintrygowało, zainspirował? Ja muszę powiedzieć, że miałem kiedyś rozmowę z takim bardzo doświadczonym inwestorem Venture Capital, Venture Capital Arielem Finkelsteinem. Długą rozmowę, bardzo ciekawą i on mi na koniec powiedział, że jeżeli chodzi o inwestowanie w startupy, to są istotne cztery rzeczy. Pierwsza — execution. Druga — execution. Trzecia — execution. I czwarta — luck and I’m not sure, in which order. To znaczy, że tam jest element też przypadku i on może odgrywać większą, mniejszą rolę, ale jednak to execution jest kluczowe. I to by jakby potwierdzało to, co powiedzieli moi przedmówcy, że ten team z tym wykonaniem i ciągłym dostosowywaniem się jest, jest niezmiernie ważne. No dobrze, ale to w takim razie pytanie nieco zaczepne. Co wam jako inwestorom daje prawo, upoważnia was do tego, żeby oceniać innych i wiecie więcej o biznesie, na którym no nie czarujmy się, nie możecie wiedzieć więcej niż founder danej firmy. To mogę ja włożyć jeszcze palce między drzwi. Ja wręcz uważam, że to jest… Ja się nie znam na inwestowaniu i w ogóle na tym wstęp do tego komentarza (śmiech) I na tym, co panowie robicie, ale mam takie umiejętności rozpoznawania. Uczyłam się tego wiele lat różnych pomysłów i mnie się wydaje, że z Pana profesją, z Panów profesją jest trochę też tak, jak z tak zwanym działem HR-u. Jak właściciel przyjmuje kogoś do pracy, to przyjmuje najbardziej zdolną, charyzmatyczną, fantastyczną osobę. Jak potem się dzieje? Przyjmuje do pracy dział HR-u i poddaje tą osobę weryfikacjom, rozmowom, testom i tak dalej, to na końcu wychodzi taki zespół ludzi, średniaków, przeciętniaków, którzy zapewniają, znaczy, zapewniają może nie sukces, ale jakieś tam powodzenie. Dlatego wydaje mi się, że w tych rozmowach o pomysłach czasami się wylewa dziecko z kąpielą. I tak jak patrzę na różne rynki pod kątem tego, co te pomysły przyniosły i jakie te startupy odniosły sukces, to naprawdę widzę, że, że odnoszą sukcesy startupy, które są wymyślane po to, że ich ktoś potrzebuje, tej usługi, tej technologii, tego, co się dalej z tym będzie działo, że są ważni ludzie. Zgadzam się z profesorem w stu procentach, że jednak ludzie są ważni. Natomiast bardzo wydaje mi się, u inwestorów powinno być ważne, żeby nie zabić pomysłu właśnie tym, że to ma być taka zmiana, że to mogą być ludzie, na których można wpływać i oni to będą tak dostosowywać, a potem będziemy mieli kolejne niepowodzenie, bo te startupy są miałkie, po prostu.. Panowie wyglądają trochę na takich seryjnych zabójców pomysłów biznesowych. (śmiech) Ja uważam, że venture capital zabójcy pełną, pełną gębą. No to panowie, co was upoważnia do tego, żeby founderowi mówić, jak ma prowadzić biznes? On wie lepiej. Słuchajcie, no jak wszyscy patrzą na mnie. Ja wcale tak dużo nie mówię. Co mają robić? Znaczy tak, no myślę, że patrząc na to, co się dzieje na Zachodzie, może tak, bo my tam gdzieś zdecydowaliśmy, że już nie inwestujemy tutaj lokalnie. Faktycznie, czasami mówimy, co mają robić, ale bardziej w takim zakresie, przede wszystkim skupianie się tego, że to nie jest gadanie dla gadania. Staramy się, żeby każda jedna rozmowa przyniosła jednak jakąś wartość dla Foundera albo po prostu dla spółki. Są czasami takie decyzje. Ale warunkujecie? Albo skręcisz w prawo na drugim skrzyżowaniu, albo my wychodzimy z tej inwestycji. Nie, nie. Albo zwalniamy Steva Jobsa. Wiesz, wiecie co? Nie, ale jakby. Nie, nie, nie. To tak, to tak nie jest. Nigdy.Ja osobiście nigdy czegoś takiego nie zrobiłem, żeby wiesz, tak dać albo w lewo, albo w prawo. Natomiast to jest bardziej ta sytuacja, że my bardzo liczymy czas funderów. Wiemy o tym, jak, jako inwestorzy, że minuta spędzona z nami to jest minuta, której nie spędził na przykład sprzedając swój produkt do-do klienta. Albo minuta, której nie spędził w labie, żeby jeszcze rozwinąć, rozwinąć swój produkt, żeby był lepszy. Czyli my na tym zyskujemy, bo jest lepsza, lepsza spółka, lepsza wartość, wyższa wartość naszej inwestycji. Więc my okej, faktycznie współpracujemy z tymi funderami, ale staramy się to zawsze robić w ten sposób, żeby jak najlepiej im służyć. Redukujemy spotkania do minimum, niezbędnego minimum — i to jest nasze podejście. Ale niestety są oczywiście te przypadki funduszy nawet na naszym tutaj polskim czy lokalnym rynku, gdzie dochodzi do tak zwanego mikromanagementu. I to są pewnie jeszcze naleciałości z tych lat- Takiego ręcznego sterowania. Tak, czegoś, co naprawdę jest dla mnie- to pokazuje, że fundusz podjął złą decyzję i teza się nie sprawdziła, że muszą wejść, bo founder, w którego uwierzyli, nie dowoli albo nie sprawdziło się to, co chcieliśmy, żeby się sprawdziło, tak? To było tak interesujące, że musimy sobie to teraz solidnie przemyśleć, zasługując na piosenkę, prawda wydawco? Firmament. A teraz już czas na telefon do przyjaciela. Jest nim dzisiaj Wiktor Szmidt, współzałożyciel Netguru. Dobry wieczór, Wiktor. Dobry wieczór. Cześć wszystkim. Wiktor, czy Twój pomysł na biznes od początku był dobry, czy musiał solidnie ewoluować, by stać się tym, czym jest, czyli sukcesem? Wydaje mi się, że w naszym przypadku było o tyle łatwiej, że nasz pomysł na biznes jest stary jak świat. My jesteśmy firmą usługową, która pomaga innym firmom budować software. I to jest chyba taki rodzaj działalności, która jest consulting czy jakkolwiek sobie nazwiemy, która działa od wielu, wielu lat. Sam pomysł w naszym przypadku był pewnie najmniej ważny, a najbardziej ważna była ta egzekucja, o której już rozmawialiście, jak się przysłuchiwałem i wydaje mi się, że w tej egzekucji chyba jednak było większość tego i bardzo dużo też szczęścia, o którym też była mowa, to chyba takie były dwa elementy naszego ewentualnego sukcesu. A Wiktor tak, jesteś osobą, która ma dość wyjątkową pozycję w polskim ekosystemie. Jesteś postrzegany jako bardzo wartościowy mentor, mędrzec można powiedzieć, tego rynku. Jak ty odróżniasz dobre pomysły od złych pomysłów? Bo takie pewnie pukają do twoich drzwi bardzo często. No ja się bardzo przychylam do tych rozmów, które mieliście, gdzie ten pomysł na pewno jest. Ja bardziej myślę sobie nawet może nie tyle o pomyśle, co o problemie czy jakiejś opportunity z angielskiego, czyli gdzie widzimy rynek, gdzie dany przedsiębiorca czy może pomysłodawca, tak, znalazł lukę na rynku, gdzie znalazł coś, co się pojawiło może nowego, co wcześniej było niemożliwe i co można teraz wykorzystać i za co ludzie zapłacą. Więc to mi się zdaje, że jest ważne. Ale jednak ten zespół to jest, to jest podstawa. I teraz chyba to jest bardzo trudne dla takich nowych, świeżych przedsiębiorców, którzy młodych często, którzy przychodzą bez doświadczenia. No i wtedy ten, ta decyzja pewnie troszeczkę bardziej się musi opierać o pomyśle. Ale ja też wierzę w to, że, że te piwoty to jest, jak pewnie sobie posłuchać, posłuchać historii większości takich dużych sukcesów, szczególnie technologicznych, to praktycznie każdy z nich miał jakiś taki naprawdę spory pivot w swojej historii, więc to, to jeszcze bardziej pokazuje mi się wydaje, że te pomysły, szczególnie te pomysły pierwsze, są często mniej raźne niż, niż dużo innych elementów. A my w Polsce mamy jakiś taki szczególny dar do rozszyfrowywania rzeczywistych kompetencji tych, którzy przychodzą po pieniądze. Jak ty oceniasz, czy na Zachodzie robią to lepiej, mają większą bazę danych, dłużej testowali różne scenariusze rozmów i weryfikacji pomysłodawców. Wydaje mi się, że wydaje mi się, że mamy trochę tak, że na pewno za granicą, w tej przysłowiowej dolinie krzemowej, po prostu doświadczenie jest już prawie że pewnie wielopokoleniowe, tak, w wybieraniu i inwestowaniu w biznesy. Więc to jest coś, co działa trochę może na naszą niekorzyść. Natomiast to, co wydaje mi się, działa na naszą korzyść. Nie wiem, czy to jest element, który pomaga inwestorom, ale wydaje mi się, że pomaga przedsiębiorcom. To jest taka nasza chyba kulturowa przedsiębiorczość i tego mi się wydaje, że, że mamy może więcej niż, niż niektóre inne regiony, gdzie potrafimy… Uogólniam oczywiście i trochę stereotypuję, ale wydaje mi się, że potrafimy wynajdywać te luki. Potrafimy wynajdywać te jakieś biznesowe i rynkowe możliwości do tego, żeby, żeby się zostać przedsiębiorcą. I to jest chyba gdzieś tam nawet w naszej kulturze się pojawiało mniej lub bardziej pejoratywny sposób, jeszcze też czasach nawet komuny, gdzie pewnie to nie był, to nie było zbyt pozytywną cechą naszą, a dzisiaj widzimy, że to jest jednak pozytywna cecha, ta przedsiębiorczość polska. A ty lubisz o sobie myśleć, że jesteś takim seryjnym przedsiębiorcą, który odnosi sukcesy? Masz jeszcze coś w planach, czy osiadłeś trochę na laurach? Wydaje mi się, że wiesz, przedsiębiorczość niekoniecznie zawsze musi oznaczać biznesy. I to jest to, z czego ja się uczę. Już jestem zaangażowany w parę organizacji non-profit, które teoretycznie nie można, można by powiedzieć no dobrze, ale to nie jest przedsiębiorstwo, więc dlaczego? Dlaczego możesz powiedzieć, że jesteś przedsiębiorczy? Wydaje mi się, że jest wiele działalności człowieka, gdzie przedsiębiorczość może być przydatna i może powodować to, że coś działa lepiej albo zmieniamy świat na lepsze. Także wydaje mi się, że jestem przedsiębiorczy nadal.Eee, nie wiem, czy będę miał jeszcze siłę, żeby coś zaczynać od nowa. To mi się wydaje. Że jest- pod-podziwiam ludzi, którzy to robią i podziwiam ludzi, którzy to robią wielokrotnie, bo wydaje mi się, że to jest jedna chyba z najtrudniejszych rzeczy. Właśnie zaczynanie od zera i budowanie tych pierwszych pewnie nie wiem, dwóch, trzech lat jakiegokolwiek biznesu to jest bardzo, bardzo ciężka praca. Bycie takim seryjnym łowcą sukcesów bez wątpienia jest bardzo trudne. A na koniec jeszcze jedno pytanie, czy zdarzyło Ci się też wystąpić w roli inwestora i przeoczyłeś coś, co okazało się wielkim sukcesem i spoglądając wstecz plujesz sobie w brodę już kilka miesięcy, kilkanaście lat? Tak, bo chyba każdy inwestor ma tam taką, yy, to się nazywa. Jak to się nazywa? Może ktoś przypomni? Jest wiele, wiele funduszy VC mają, mają swoją taką listę niezainwestowanych spółek. Takie cmentarzysko dobrych projektów. Tak i-i-i taki, i to jest chyba u każdego inwestora. I to mi się wydaje, że to jest dobre, no bo nie myli się ten, kto nic nie robi, a szczególnie w tym świecie inwestycji. Wydaje mi się, że też jest w miarę znaną prawdą to, że to jest jakiś rodzaj gry, która opiera na statystyce, tak? Że będziemy się– wystarczy, że się nie będziemy mylić raz na dziesięć razy, czy tam będziemy mieli szczęście, czy będziemy mieli możliwość osiągnięcia sukcesu razem z naszą inwestycją, to, to już, to już jesteśmy w stanie powiedzieć, że jesteśmy successful VC investor. Więc, więc tutaj jak najbardziej. Ja też miałem takie sytuacje i, ee, myślę, że to jest bardzo naturalne, jak się robi takich rzeczy dużo. Wiktor Bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy za szalenie interesującą rozmowę. Wszystkiego dobrego na nowej- Zawodowej drodze życia i do usłyszenia wkrótce Do usłyszenia. A teraz już oddajemy głos Magdalenie Adamczuk z Tax & Tech Craft, która opowie o tym, jak ona rozpoznaje pomysły. Jak rozróżnia te dobre od tych złych. (muzyka) Firmament Musi być pewnego rodzaju szaleństwo w projektach. Tylko takie szaleństwo biznesowo uzasadnione. Czyli grupa docelowa gdzieś jest. Natomiast to będzie tak niestandardowe podejście do produktu, że właśnie to dla tej grupy docelowej, dla klientów będzie dodatkowym atutem. To nie będzie przeszkodą w korzystaniu z tego produktu, tylko wręcz zaletą. Projekty startupowe są niesamowicie przekrojowe. One są gdzieś między chlebomatem a systemem do deorbitacji. Więc naprawdę zespoły są bardzo zróżnicowane. Natomiast takim kluczem właśnie do odróżnienia, czy ten projekt powinien się znaleźć na tej liście, w mojej ocenie projektów, które zostały dofinansowane, to jest czy nowość, ta kreatywność jest powiązana z rynkiem. Czy ktoś wykonał, czyli czy founder, czy startup dokonał tego wysiłku, żeby maksymalnie zbadać grupę docelową, zapytać ją x razy. A teraz mamy narzędzia. Naprawdę można z samym zarysem pomysłu wystąpić z takimi pytaniami do naszej grupy docelowej. Czy oni by byli zainteresowani? Co tam trzeba zmienić? Ile powinna wynosić stawka za korzystanie? I pamiętam taki projekt właśnie z Ministerstwa Kultury. Uwaga na badania i rozwój, który polegał na tym, że został zaprojektowany innowacyjny namiot. Takiej namiot, który można sobie rozbić w górach, który nawiązywał po prostu do polskiej kultury, tak graficznie. Okazało się, że to są jak najbardziej badania i rozwój. Taki projekt dostał dofinansowanie, ale nie służy to temu, żeby pokazać, że to jest coś, co się nie powinno zdarzyć. To raczej służy temu, żeby poszerzyć horyzonty, że nawet najdziwniejsza pozornie myśl być może znajdzie uznanie po stronie osób oceniających. Często są to urzędnicy instytucji. To nie zawsze będą osoby, które ze startupami na przykład mają do czynienia na co dzień. To często są urzędnicy, których zadaniem jest sprawdzenie, czy wniosek pasuje do kryteriów, czy będzie rozliczany, czy wnioskodawca się kwalifikuje. A nawet w takich gremiach innowacje takie nietypowe znajdują uznanie (muzyka) Z Magdaleną Adamczuk rozmawiał Przemysław Zieliński z mamstartup.pl. A my wracamy do dyskusji. Jakieś komentarze na gorąco, drodzy Państwo? To szczęście, że mamy też kasę nie państwową, nie publiczną, która inwestuje w te startupy, które nie musi, nie trzeba spełniać żadnych tam dodatkowych kryteriów. Nie trzeba mieć po prostu haczyków odhaczonych, w tym całym w tej całej liście. A po prostu też gdzieś, gdzie się liczy konkretnie zwrot dla inwestorów, hm? Wtedy ta kasa uważam, że najsmartniejsza kasa, bo tutaj ostatnio wypowiedź tej pani- Ja tylko dodam, że Maciej zbiera siły właśnie, żeby to skomentować. Wiem, wiem. Mam nadzieję, że tutaj Maciej mnie nie powiesi za to. (śmiech) Natomiast ja akurat to jest moje zdanie i uważam, że mam szereg argumentów też na to, że jednak ta kasa, która jest prywatna najczęściej przez fakt, że nie ma żadnych, powiedziałbym, obostrzeń inwestycyjnych, zazwyczaj też ma trochę wyższą potencjalne stopy zwrotu. Maciej, kobyłka u kłosza. Oczywiście. Słuchajcie, żeby to było jasne, uważam, że akurat cała instytucja PFR jest arcyistotna i bardzo ważna, bo bez niej tak naprawdę cała Polska sieć innowacji bylibyśmy dziesięć lat do tyłu. Więc tak czy inaczej- Nawet jak rozmawiam z kolegami tam z innych krajów, PFR jest rozpoznawalny i PFR jakby ma taką, powiedziałbym, tworzy benchmark na rynku, w jaki sposób kasa powinna być rozdystrybuowana, właśnie państwowa do innych funduszy. Jeżeli tylko jeszcze jedno zdanie, to też może być ciekawe, bo jest bardzo różne są opinie akurat też o kasie państwowej. No my jej nie mamy, tak? Inwestujemy prywatne środki. Natomiast zobaczcie, że na przykład jacyś Szwajcarzy mają. Byłem na niejednym forum, gdzie, gdzie byli i przedstawiciele rządu i inwestorzy VC. Mówili jak bardzo potrzebny byłby im uwaga właśnie taki PFR. Właśnie taki ktoś dystrybutor kasy do właśnie funduszy. Kasy, która należy do rządu szwajcarskiego Yhm.Maciej no tyle tych pytań, tyle tych wątpliwości. Ale poprosimy o mikrofon. Ja tylko powiem rzeczywiście jest tak, że Szwajcarzy nie mają takich instytucji. My jesteśmy członkiem takiego stowarzyszenia Evifin, gdzie są właśnie tego typu nasi odpowiednicy w krajach Europy Zachodniej. Szwajcarów tam nie ma. Nawet nasza osoba od nas jest prezydentem, a w zasadzie prezydentką tego stowarzyszenia. Teraz przez półtora roku, bo na początku bardzo dużo tam się uczyliśmy, teraz już my kontrybuujemy. Czyli przykładowo, jak był list do Komisji Europejskiej z propozycjami zmian w ekosystemie innowacji, my byliśmy liderem tego przedsięwzięcia. Też uwagi do wstępnej wersji raportu Draghiego my wydawaliśmy, nasz leadership w ramach tej grupy tam był. Ale tak trochę jeszcze się odnosząc do tych pieniędzy publicznych. Rzeczywiście jest tak, że pieniądze publiczne mają dodatkowe obostrzenia. Dotyczy to jednak przede wszystkim pieniędzy dotacyjnych, czyli tam, gdzie jakby urzędnicy w imieniu podatnika mówią: stopa zwrotu dla sektora publicznego minus sto procent pierwszego dnia. W sensie dajemy tą dotację i zakładamy, że po prostu nigdy nic nie odzyskujemy. Tam tych obostrzeń jest bardzo dużo. One są najróżniejsze w różnych programach- A i tak nie podejmują tych decyzji, bo się boją, bo- Tak, natomiast- Bo plan może być niezrealizowany. My, czyli PFR Ventures, podobnie Polski Fundusz Rozwoju. My inwestujemy kapitał, czyli nie korzystamy z dotacji. To powoduje, że oczekujemy stopy zwrotu. Nawet ustawa o systemie instytucji rozwoju wymaga, jeżeli inwestujemy własny kapitał rynkowej stopy zwrotu. Korzystamy z pieniędzy unijnych, więc możemy sobie pozwolić na wejście w bardziej ryzykowne projekty. Tam nie wymagamy aż rynkowej stopy zwrotu, ale jednak wymagamy- Ale u was łatwiej niż u prywaciarza dostać te pieniądze? Chyba… Maciek kiwa głową. I tak, i nie. To znaczy na pewno biorąc pod uwagę, że stopa zwrotu jest jednym z kryteriów, ale też budowa ekosystemu jest drugim bardzo ważnym kryterium, to pewnie my jesteśmy skłonni zaryzykować więcej, żeby namówić sektor prywatny i prywatnych inwestorów. My oferujemy pewne benefity dla inwestorów prywatnych. Czyli przykładowo w programie Starter mamy tak, że ponieważ to są inwestycje na wczesnym etapie, gdzie jest podwyższone ryzyko, to dzielimy się nieproporcjonalnie z inwestorami prywatnymi. Czyli inwestorzy prywatni będą mieli większy udział w zysku niż ten udział we wkładzie na samym początku. I to ma, to ma za zadanie po pierwsze zachęcić, po drugie ma za zadanie ekonomicznie, już tak mówiąc stricte biznesowo, zrekompensować dodatkowe ryzyko. I teraz to jest, w każdym kraju jest taka dyskusja, na ile te stopy zwrotu z kapitału publicznego zainwestowanego w rynek venture powinny być wysokie. Ile tutaj ryzyka podjąć? Ja muszę powiedzieć, że z takiej opracowanie innego z kolei profesora Paul Gompers z Harvardu to jest taki profesor, który robi badania różnych ekosystemów innowacji i jak mieliśmy z nim spotkanie, to powiedział nam, że w Korei Południowej, gdzie ten ekosystem jest naprawdę fenomenalny i lepszy niż w wielu krajach europejskich, w tym na przykład lepszy niż w Niemczech, to powiedział nam, że oni sobie stawiają jako instytucje rozwoju jeden, jeden główny cel. I ten cel to jest nie jest stopa zwrotu, tylko to jest liczba osób zatrudnionych w startupach. Tylko to nie jest tak, że państwo zatrudnia osoby w startupach oczywiście. Tylko to jest tak, że zasilamy prywatne fundusze venture capital, gdzie zawsze musi być kapitał prywatny, który potwierdzi tą decyzję. Czyli my na przykład, tak samo, jak w Korei, nie przyznajemy pieniędzy zespołom, które nie są w stanie dostarczyć kapitału prywatnego, tylko jeżeli jest kapitał prywatny, przyznajemy pieniądze i nawet w modelu koinwestycyjnym, tak, my nie wyślemy pieniędzy, jeżeli najpierw inwestorzy prywatni nie wpłacą Warto dodać, że zespół zarządzający też musi inwestować, prawda? To jest warunek taki, bez którego żaden fundusz nie będzie działał, nie jest poważnie traktowany. Koinwestować, czyli dokładać się do interesu. Dokładać. Jeżeli wierzysz w jakiś, jakiś biznes, ty jako zarządzający i chcesz, żeby na przykład twoi inwestorzy, czyli unlimited partners zainwestowali, no to oni się pytają: „Okej, to jeżeli masz tak bardzo wierzysz, to też zainwestuj z nami”, prawda? I to jest, to jest tak zwany skin in the game. Także ja też wierzę w ten biznes. Też liczę na to, że będę mieć określoną stopę zwrotu i dlatego inwestuję. A jeżeli nie ma, a wiecie, że pomysł jest dobry, to co? Nie ma czego? No nie ma pieniędzy, żeby znowu dołożyć. No to szukamy inwestorów prywatnych. Tak, zawsze trzeba ich znaleźć. Albo tak otwieramy naszą książkę telefoniczną. I właśnie to poruszasz dokładnie tego, w jaki sposób my możemy pomóc spółce, prawda? No właśnie. Okej, skończyły się nam środki. Skończyły nam się na przykład cykl życia funduszu, ale dalej mamy daną spółkę w portfelu. To na tym właśnie cała jakość inwestora polega, że spotyka się ze spółką i lata po świecie, żeby pomóc im zebrać kolejną rundę, czyli na przykład właśnie kolejne środki. Krzysztof, bo ty jesteś taką hybrydą. Trochę pieniędzy państwowych, podejście bardzo prywatne do inwestowania. Jak godzisz te dwa światy i z jakim skutkiem dla beneficjentów twoich inwestycji? Na koniec dnia chodzi o to, żeby z małych, początkujących firm zbudować całkiem spore firmy, które są rentowne i mogą być przynajmniej w części sprzedane w taki sposób, abyśmy my mogli wyjść z inwestycji. Więc z mojego punktu widzenia to jest biznes, który w jakimś stopniu jest pewnym, pewnym matematycznym obliczeniem, gdzie wartość na wyjściu to jest, to jest odwrócona funkcja wartości na wejściu, natomiast to pewnie byłoby uproszczenie. To, co wydaje się być dzisiaj istotne, to po prostu kompetencje, które się dalej moim zdaniem w tym rynku inwestycji w Polsce jeszcze budują. To znaczy te zespoły zarządzające często są w fazie inwestycji pierwszego, drugiego funduszu. A VC to jest taka branża, w której ten proces uczenia się jest bardzo długi i proces wyciągania wniosków jest bardzo wydłużony w czasie w stosunku do większości innych biznesów.Więc na dziś moje wnioski zmierzają ku temu, że na pewno ważnym jest po prostu edukowanie młodych, ambitnych ludzi pod kątem tego, co to znaczy budować firmę. Co to znaczy wejście w relacje z funduszem VC, bo to jest bardzo przewidywalny w swoich skutkach proces i decyzja, którą ci- Jak sobie nie dać za wcześnie tych złotych kajdanek założyć na ręce. Mniej więcej innymi, ale są jeszcze inne kwestie, jak na przykład być oszczędnym w wydawaniu pieniędzy, mimo że celem jest pozyskanie jak największej kwoty kapitału. I dlaczego na koniec dnia czasami pozyskanie zbyt dużej ilości środków w ostatecznym rozrachunku jest szkodliwe i niekorzystne dla tego założyciela. Jak przebiega ten proces oceny spółek, które, które fundusze oceniają i podejmują te decyzje inwestycyjne? No ale to są jakieś partykularne procesy kierowane do konkretnych osób. Niemniej uważam, że edukacja młodych ludzi dzisiaj w obszarze tego, jak się buduje firmę, szwankuje i jest luka pokoleniowa. To znaczy, inaczej budowano firmy w latach dziewięćdziesiątych i inaczej się buduje firmy teraz. Ja mam takie wrażenie, że tych młodych, ambitnych ludzi, którzy mają jakiś pomysł- A na czym polega ta różnica? W latach dziewięćdziesiątych w Polsce były dwa fundusze, które co do zasady uczestniczyły w dużym stopniu w procesach prywatyzacyjnych albo kupowały udziały w dużych firmach. Więc ten kapitał wysokiego ryzyka zasadniczo w Polsce był, bo go nie było albo był bardzo, bardzo mały. Tak więc nagle pojawiła się zupełnie nowa rzeczywistość. Mówię nagle, czyli kilka lat temu, w momencie, kiedy PFR Ventures rozpoczął pierwszą taką masową aktywność polegającą na wspieraniu funduszy, a to wpłynęło na całą rzeczywistość. Pojawili się przedsiębiorcy, pojawiły się fundusze. I myślę, że jest kilka wniosków, które mi przychodzą do głowy. Pierwszy jest taki, że część założycieli nie rozumie, co to oznacza zaangażowanie Funduszu VC do swojego biznesu. Drugi- Że to są też obowiązki dość poważne. Że to są obowiązki, że to są określone konsekwencje, że to jest kwestia urealnienia pewnych oczekiwań. Czyli krótko mówiąc, mamy często pojawiający się w przestrzeni medialnej dogmat unicorna. Każdy z nas chciałby być uczestnikiem unicorna jako inwestor, jako właściciel. Takiego mitycznego jednorożca, który, którego wartość przekracza miliard dolarów. Dokładnie. I teraz ja staram się trzeźwo patrzeć na rzeczywistość, w której działamy, a działamy w Polsce. W kraju, który w sensie demografii jest dziesięć razy mniejszy niż Stany Zjednoczone, a w sensie dostępności kapitału jest nie wiem ile razy, ale to są setki, jeśli nie tysiące razy mniej dokapitalizowanym rynkiem niż Stany Zjednoczone. Jeżeli patrzymy na to w wartościach nominalnych i to powoduje, że bardzo wiele założeń, które są uznawane za market standard i dotyczą inwestycji w Silicon Valley, trzeba dopasować do realiów polskich, żeby w ostatecznym rozrachunku i zarówno inwestor, jak i ten przedsiębiorca mógł uznać, że ten ciężki, ta ciężka praca, ten okres zaangażowania post factum był tego wart. I co do pewnych oczekiwań, zarówno inwestor, jak i założyciel się zgodzili na początku i na końcu mieli poczucie, że to był dobry outcome. Więc to jest jakby jeden aspekt, a drugi, który ostatnio widzimy i to jest moim zdaniem kwestia zmieniającego się świata, to, to jak zmienia się architektura rynku finansowego w naszej części Europy. Znaczy uważam, że praca wykonana przez głównie przez PFR w obszarze wspierania tych spółek na bardzo wczesnym etapie była cenna z punktu widzenia budowania ekosystemu. Natomiast te firmy zaczynają dojrzewać i to, co moim zdaniem dzisiaj widać wyraźnie, to pewna obarczona oczywiście ryzykiem geopolitycznym trudność w dostarczaniu finansowania dla spółek, które pokonały fazę seed. Są w fazie, którą byśmy uznali za umownie series A, series B, ale mają pewne ograniczenia, które powodują, że spółki przepraszam, że fundusze globalne nie są skłonne zainwestować. I myślę o tym z perspektywy nas jako kraju, czyli trochę tutaj łączę tą perspektywę prywatną i publiczną, jak nie zaprzepaścić zbiorowego wysiłku, który został włożony w wydevelopowanie tego rynku na wczesnym etapie, tak żeby na kolejnym etapie te spółki były w stanie dojrzeć i dojść do takiego momentu, w którym one będą już po prostu rentownymi, dużymi firmami. Czyli takie domknięcie tej luki kapitałowej na kolejnym etapie wydaje mi się być dzisiaj wyzwaniem, o którym myślę, że warto porozmawiać w jakiejś szerszej debacie publicznej. No bo my, patrząc na to z perspektywy takiego funduszu pierwszego publicznego, drugiego publiczno-prywatnego, widzimy ten problem. Czyli, czyli oczywiście przyszłość przed nami i zobaczymy, jak pewne, pewne makroprocesy na świecie się potoczą Ale uważam, że warto wziąć pod uwagę ryzyko tego, że dostępność takiego globalnego kapitału dla firm, które są obiektywnie sukcesem biznesowym, ale nie są sukcesem biznesowym na skalę globalną, może być zniweczona przez słabą dostępność kapitałów w Polsce czy w ogóle w tej części Europy Doskonały komentarz, bo Ania ten wątek poruszyła w trakcie, kiedy słuchaliśmy wspólnie też piosenki z Państwem. Może nie czekać, aż ta góra przyjdzie do Mahometa, tylko ten Mahomet powinien się wybrać w kierunku tej góry. I tak czyni bardzo wielu młodych polskich przedsiębiorców, mówiąc przy tym, że polski ekosystem jest niewydolny finansowo, że ich model biznesowy jest tutaj nierozumiany, że oczekiwania lokalnych funduszy wysokiego ryzyka są zbyt wysokie. W związku z tym ta sieć kontaktów, ten kapitał kompetentny, jest na Zachodzie i dlatego trzeba kontynuować rozwój na Zachodzie. To jest naturalna ścieżka, czy to jest policzek dla polskiego ekosystemu? To jest chyba jedyna ścieżka, nie? To jest chyba, to jest chyba jedyna ścieżka, niestety. To, co widzimy- Jedyna, czyli emigracja. No tak, no gdzie masz zebrać kolejną rundę dwadzieścia milionów euro w Polsce?Jakby są. Może znajdziesz… Jesteś w stanie to zrobić, żeby ulepić syndykaty różnych funduszy i to już nawet growtowych. Natomiast prawda jest taka, że stety niestety ci najbardziej smart founderszy, to jest, to jest moje zdanie, no to oni zdają sobie sprawę, że okej, teraz zbiorę kasę w Polsce pierwszą, drugą rundę, ale później będzie problem. I zazwyczaj dlatego od razu idą na przykład do Stanów, do Wielkiej Brytanii, nawet do rynku DACH, czyli tam niemieckojęzycznych. Często tak jest. Oczywiście są firmy, które zbierają tu kasę, natomiast znowu w pewnym momencie dochodzą do tego momentu, że potrzebują więcej środków, ee, i zazwyczaj te środki znajdują na przykład w Stanach. I co to, co się wiąże z tym, że jeżeli chcemy mieć kasę ze Stanów, musimy, yy, emigrować z naszą, yy, siedzibą do Stanów. Co za tym idzie? Całe prawa autorskie, całe technologie, wszystko, co wydevelopowaliśmy tutaj, przy naszych politechnikach, przy naszych profesorach ląduje w Stanach, bo tam właśnie tak jak Krzysiek powiedział, właśnie tam jest kasa, właśnie tam jest ten kapitał i tam jest, yy, kapitał, który szuka największego potencjału. Ja bym tylko dodał, że to nie jest tylko polski problem. Nie, nie, absolutnie, to jest, yy, europejski problem, to, to nie jest tylko- Czyli Ameryka, w której długoterminowym okazuje się długoterminowej strategii, jest rozbicie Unii Europejskiej i osłabienie kontynentu europejskiego jako siły ekonomicznej. Zaśsię jeszcze to wszystko, co najlepsze. Tak, no tak, ale zobacz, pokaż mi startup, spółkę technologiczną, tak? Która, yy, wiesz, chce być kiedyś na giełdzie na przykład, nie? I która nie chce na przykład w pewnym momencie skończyć w Stanach, no. Jakby prawie większość- Przykładowo Spotify, jak prześledzi się historię Spotify to jest, to jest 100%. Większość spółek. Przepraszam Maćku. Ja bym dodał, ja bym nie demonizował tego, że te polskie sta-startupy się przenoszą, czy ktoś nam je ukradł i wywiózł, dlatego że najczęściej jest tak, że jeżeli polski startup myśli o ekspansji międzynarodowej, to ze względu na kontakty, yy, know how powinien również współpracować z funduszami międzynarodowymi. Nie mówię, że ma porzucić polskie fundusze, nie. Zdecydowanie powinien współpracować z funduszami polskimi. One są z wielu powodów super istotne i na wcześniejszym etapie, ale też na późniejszym. To znaczy bardzo często Międzynarodowy Fundusz nie zainwestuje w rundę, jeżeli nie ma lokalnego inwestora. Yyy, natomiast, natomiast, yy, to nie jest też tak, że ten cały startup wyjeżdża i to, że IP, czyli przepraszam, papierek jest podpisany w Delaware, a nie podpisany w Polsce, to nie znaczy, że zespół R&D, yy, wsiada w samolot i leci z Warszawy do Bostonu. Bo, czy zespół informatyków — tak się w zasadzie nigdy nie dzieje. Dlaczego? Dlatego, że przenosząc ten zespół do Bostonu czy Nowego Jorku, czy gdziekolwiek, musimy tym osobom od razu podnieść pensje razy trzy ze względu na koszty życia i benchmarking płacowy i tak dalej, i tak dalej. Więc to się po prostu nie dzieje. Czyli typowy wczesnokapitalistyczny kolonizatorski model współpracy To, co się dzieje tak naprawdę, to jest to, że jeżeli chcemy wejść na Stany przykładowo, to rzeczywiście, no Chief Marketing Officer to powinna być osoba ze Stanów i ona nie przeprowadzi się do biura do Polski też ze względu na różnicę czasową, tylko będzie po prostu operować z rynku amerykańskiego. I to jest fajnie. Jeżeli teraz mijają dwa lata i większość biznesu jest w Stanach, czego życzymy startupowi i wszystkim inwestorom, którzy się przyczynili do zainwestowania, no to naturalny sposób headquarters być może będzie w Stanach. Zobaczmy na Booksy Stefan Batory przeniósł na pewnym etapie firmę do Stanów, ale to był etap, kiedy ta firma jakby już było bardzo istotne, że ona musi na tym rynku amerykańskim po prostu większość swojego wysiłku A polscy inwestorzy, którzy wsiedli do tego pociągu na początku, będą beneficjentami tego rozwoju. Będą wielkimi szczęściarzmi. Przegranych nie będzie. Tak szczęśliwcami, no bo oni weszli przy wycenach kilkadziesiąt razy niższych niż, niż obecni. Dokładnie. Aniu, zerkam na Ciebie, bo zastanawiam się- Zamyśliłaś nam się troszkę. Natomiast zastanawiam się z Twojej też praktyki doświadczenia, czy może być tak, że ktoś przynosi dobry pomysł, ale wiadomo, że sam jest do bani, nigdy go nie wdroży? I co się robi z takimi w takich sytuacjach? Albo odwrotnie ktoś jest fantastyczny, a przychodzi z pomysłem do bani, ale to jest chyba prostszy przypadek. Skupmy się na tym pierwszym co wtedy? A panów poproszę o uzupełnienie, oczywiście twórcze Eh, jak dajesz zadanie grupie kreatywnej, jak dajesz, przepraszam. Jak, jak dajesz zadanie grupie kreatywnej i na przykład, yyy, zaszyłam, przepraszam. Są takie konkursy dla młodych ludzi, między innymi Cannes, gdzie jest Festiwal Reklamy, w tym przoduję i tam jest taki Cannes Lions dla młodych. No i bierze się brief od klienta, który naprawdę pokazuje, jaki rzeczywiście problem, który ma komunikacja, marketing, sprzedaż czy w ogóle klient. I młodzi ludzie muszą go rozwiązać. Wszystko jedno, czy to jest grafika, czy to jest film, czy to jest innowacja, czy to jest produkt. I masz dwadzieścia, dwadzieścia pięć zespołów. To pierwszy pomysł jest zazwyczaj taki, że większość osób ma ten sam pomysł. Zaczyna się odrzucać te pomysły. Czasami się odrzuca je pięć, sześć, siedem razy, aż wychodzi coś, co jest zupełnie inne niż wymyślili inni. Myślę sobie, że to jest tak, są takie czasami pomysły, które jeżeli ktoś uczy się, a ludzie zajmujący się kreacją i pomysłami mają taką zdolność, przynosi się do nich pomysł na biznes, dlatego, że innowacje przecież fantastycznie w tej chwili robią firmy, działy R&D, marketing i tak dalej. Trzeba je potem jakoś opakować i dofinansować to, co robicie panowieYy, to ten pomysł, jeżeli jest fantastyczny, to jesteśmy w stanie przełknąć tego koszmarnego człowieka. Jego gdzieś tam można w pewien momencie- Zagospodarować. Zagospodarować, tak. Innymi fantastycznymi ludźmi, którymi można go obudować i spróbować pokierować tym pomysłem dalej. Natomiast najgorzej, jak ktoś przychodzi z fan– jest fajną osobą, przychodzi z beznadziejnym pomysłem. Tylko jest wtedy nadzieja, że ten fantastyczny człowiek będzie przynosił te– będzie wyrzucał z siebie te pomysły. I teraz myślę sobie, że panów też rolą i tych wszystkich osób, które oceniają te startupy, te pomysły, jest to, żeby nie dać, nie wylać dziecka z kąpielą. Ja się zawsze tego strasznie boję, dlatego że tam jest jakaś iskra Boża, tam jest jakiś pomysł, tam jest jakieś dążenie do czegoś, tutaj… A te całe kwantyfikacje, ja to powtarzam jeszcze raz, mogą spowodować wypłaszczenie tych pomysłów. Kiedy tych pomysłów jest miliard takich samych. Dziękuję. Mateusz, masz trzydzieści sekund, więc spory margines tutaj, żeby rozwinąć skrzydła. Ale pytanie mam do ciebie bardzo szczególne. Czy twoim takim koszmarnym snem jest to, że przeoczyłeś kolejnego Google’a albo Facebooka, przeglądając kolejne aplikacje o kapitał w Twoim funduszu? To jest ekhem, powiedziałbym koszt, koszt robienia biznesu. Niestety musimy się na to godzić. Każdy fundusz ma coś takiego. No większość funduszy ma coś takiego, co się nazywa antyportfolio. Rzućcie sobie okiem na to, co ma na przykład Bessemer Ventures. Zrezygnował z Apple’a, jak był jeszcze przed giełdą. Zrezygnował z Tesli. Zrezygnował chyba ze Spotify. (odgłos chrząkania) Pytanie, kiedy on wyszedł właśnie Na czym się odkłuł? Oj, mają tam swoje dobre inwestycje. Mają, tak. To jest jeden z lepszych tego typu funduszy. Hm, natomiast jeżeli mogę, jakby wrócę do wypowiedzi. Ostatnie zdanie może być wielokrotnie złożone. No ja się na pewno… Mam doświadczenie, na których różnie się tam przekonałem, ale na pewno nie mogę się zgodzić z tym, że możemy mieć super pomysł i beznadziejnego foundera. To jest coś, co jest wszystkie czerwone lampki i- Nie, nie ja dlatego powiedziałam, że można go potem obudować. Spróbować. Nie, to nie działa. Nie działa? Można go obudować zielonymi lampkami. (śmiech) To, to nie działa. Próbowaliśmy, robiliśmy. I jakby naprawdę bardzo ważne jest to, że musi być super founder. Pomysł może być okej, ale founder jest zawsze najważniejszy. Egzekucja, egzekucja, egzekucja. Fantastyczne podsumowanie naszej dyskusji. Dzięki. (śmiech) (muzyka) Firmament To już wszystko na dziś, a za dwa tygodnie wrócimy w Firmamencie do tematów cyberbezpieczeństwa. Jak rozsądnie i bezpiecznie budować swoje miejsce pracy tak, aby nie zwariować, nie zwariować od ciągłych poświadczeń, tożsamości, logowania, haseł i utraty dostępów? Tymczasem polecamy firmamentowe treści w podcastach Radia 357 oraz na kanałach Incredibles Sebastiana Kulczyka. Paweł Sołtys, Jarosław Sroka. Dobranoc.