Cechy lidera w startupie: odwaga, cierpliwość i praktyka delegowania

W świecie start-upów „DNA sukcesu” założyciela rzadko oznacza jedną cechę lidera. To raczej zestaw nawyków: gotowość do ryzyka, zdolność do współpracy oraz umiejętność uczenia się szybciej niż konkurencja.

Równie ważne jest odczarowanie mitu błyskawicznej kariery przedsiębiorcy. Widoczne efekty bywają spóźnione wobec wysiłku, a droga do stabilności częściej przypomina serię korekt niż prostą linię wzrostu.

Na tym tle lider przestaje być samotnym geniuszem. Staje się osobą, która potrafi budować środowisko działania dla innych – nawet jeśli wymaga to oddania kontroli i przełknięcia niedoskonałości na starcie.

Sprawdź nasz tekst główny z tej serii tematycznej:

Pomysł na biznes, a biznes w praktyce – decyzje, relacje i egzekucja, które naprawdę budują wynik

Lider to nie geniusz – to architekt zaufania i współpracy

Nowoczesne przywództwo zaczyna się od odwagi: podejmowania wyzwań, których inni unikają ze strachu. Sama brawura nie wystarczy, bo skala rośnie szybciej niż możliwości jednej osoby. Kluczowe staje się łączenie odwagi z umiejętnością współpracy.

Lider, który „niesie” firmę, robi to przez inspirowanie, angażowanie i dzielenie się odpowiedzialnością. Zaufanie do ludzi nie jest gestem wizerunkowym, tylko decyzją operacyjną: daje zespołowi przestrzeń do działania i przyspiesza uczenie się organizacji.

W praktyce jakość przywództwa widać po tym, jak wykorzystywany jest potencjał zespołu. Im lepsi ludzie dookoła i im lepiej poukładana współpraca, tym większa szansa, że odwaga przełoży się na wynik, a nie na serię niekontrolowanych eksperymentów.

„Lider to nie jest taki geniusz, który wie wszystko najlepiej – lider będzie tak dobrym liderem, jak dobrych ludzi ma dookoła siebie i jak potrafi wykorzystać ich potencjał” – Rafał Mrówka (profesor, szef studiów MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie; zajmuje się kształceniem menedżerów i przedsiębiorców).

Cierpliwość jako przewaga: prawdziwy koszt „pierwszych lat”

Jednym z najczęstszych źródeł rozczarowania w młodych firmach jest brak cierpliwości. Obraz przedsiębiorczości bywa zbudowany na obserwowaniu tych, którym już się udało – i na skrótach myślowych, że „skoro inni mają efekty, ja też powinienem je mieć szybko”.

Problem w tym, że widoczny sukces zwykle pokazuje koniec procesu, a nie jego środek: lata pracy, dojazdy, improwizowanie zasobami, ciągłe poprawki i mozolne budowanie produktu oraz sprzedaży. Gdy tego nie widać, łatwo uznać, że po kilkunastu miesiącach „coś jest nie tak”.

Realizm jest tu narzędziem zarządczym. Pozwala lepiej planować energię, pieniądze i priorytety, a także chroni przed strategicznymi szarpnięciami pod presją szybkich oznak prestiżu. Cierpliwość nie oznacza bierności – oznacza gotowość do długiej gry.

„Wśród młodych przedsiębiorców widzę brak wystarczającej cierpliwości – widzimy ludzi, którym się udało, ale nie widzimy ich po drodze” – Michał Sadowski (twórca Brand24; przedsiębiorca rozwijający firmę technologiczną).

Edukacja menedżerska i uczenie się: struktura, której często brakuje

Formalne przygotowanie biznesowe nie jest warunkiem zostania liderem, ale bywa amortyzatorem błędów. Z jednej strony wielu świetnych przedsiębiorców buduje firmy bez „odrobionych lekcji” z ekonomii czy prawa. Z drugiej – brak podstaw potrafi generować bieżące problemy, które spowalniają wzrost i kosztują uwagę.

Dlatego warto myśleć o edukacji menedżerskiej nie jak o pieczątce jakości, tylko jak o narzędziu porządkowania myślenia: języka finansów, zasad współpracy, mechaniki decyzji i odpowiedzialności. W praktyce liczy się nie sam tytuł, ale to, czy przekłada się na lepsze działanie.

Uczenie się dotyczy też błędów. Część firm wyciąga wnioski szybko, część powtarza te same schematy. Przewagę daje nawyk analizowania, co poszło nie tak – zarówno u siebie, jak i u innych – oraz budowanie procesu, który zamienia potknięcia w korekty, a nie w powody do chaosu.

„Czasami przedsiębiorcy uczą się na błędach, a czasami kompletnie się nie uczą i popełniają je po raz kolejny” – Rafał Mrówka (profesor, szef studiów MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie; wspiera rozwój kompetencji menedżerskich).

Delegowanie bez złudzeń: jak przełamać lęk przed oddaniem kontroli

Delegowanie zwykle nie rozbija się o teorię, tylko o emocje: obawę, że ktoś zrobi gorzej, wolniej albo „nie tak jak ja”. Pierwszy krok polega na akceptacji, że początkowe wykonania mogą być poniżej oczekiwań – to koszt wejścia w tryb pracy zespołowej.

Praktyka pokazuje jednak, że po krótkim czasie ludzie potrafią osiągać wyniki lepsze niż te, które lider wypracowałby sam. Warunkiem jest konsekwencja: delegowanie nie jako jednorazowy eksperyment, ale jako systematyczne budowanie kompetencji w zespole.

Pomaga prosta sekwencja działań:

  • wybór zadania, które „musi” wyjść z rąk lidera,
  • jasny standard efektu, a nie instrukcja krok po kroku,
  • zgoda na dwie pierwsze iteracje „poniżej ideału”,
  • krótkie omówienie i poprawki zamiast przejmowania zadania.

„Zmuszenie się do delegowania i pogodzenie się z tym, że pierwsze wykonanie będzie poniżej oczekiwań, bardzo pomaga – potem ludzie często robią to lepiej ode mnie” – Michał Sadowski (twórca Brand24; przedsiębiorca rozwijający organizację w praktyce zarządzania).

Inspiracja, kopiowanie i remiks: etyka oraz pragmatyka rozwoju produktu

Uczenie się na cudzych rozwiązaniach jest jednym z najszybszych sposobów redukcji kosztu błędu. Szczególnie w obszarach, gdzie chodzi o wygodę użytkownika i „tarcie” w procesie – tam warto szukać miejsc, w których odbiorcy rezygnują, gubią się lub nie rozumieją kolejnego kroku.

Jednocześnie warto odróżnić kopiowanie od inspiracji. Wyróżniające, widowiskowe elementy produktu mają inny ciężar niż rzemieślnicze detale typu formularz rejestracji czy logowania. W tych drugich branża często działa jak otwarty warsztat: dobre praktyki krążą, bo podnoszą standard całej kategorii.

W praktyce skuteczny zespół rzadko „zrzyna” jeden do jednego. Raczej łączy dwa pomysły, dokłada własne doświadczenie i poprawia to, co widzi na rynku. Taki remiks jest zdrową metodą postępu – pod warunkiem, że prowadzi do lepszego rozwiązania, a nie do taniej imitacji.

„Jeśli chodzi o formularz rejestracji czy logowania, to to jest element biznesu stworzony do inspirowania się – wszystko w naszym świecie to remiks” – Michał Sadowski (twórca Brand24; obserwuje rozwój produktów przez pryzmat praktyk rynkowych).

Lider w start-upie wygrywa dziś nie „tajnym talentem”, tylko zestawem powtarzalnych zachowań: odwagą w podejmowaniu prób, budowaniem zaufania, cierpliwością na długim dystansie oraz gotowością do oddawania zadań w ręce zespołu.

Jeśli dodać do tego zdyscyplinowane uczenie się – na własnych i cudzych błędach – oraz mądre korzystanie z inspiracji rynkowych, powstaje model działania, który zwiększa szanse na trwały wzrost bez mitologizowania drogi przedsiębiorcy.

W rozmowie udział wzięli

  • Jarosław Sroka – prowadzący audycję „Firmament”, członek zarządu KI Next, koordynator programu InCredibles Sebastiana Kulczyka. Moderuje rozmowę, dopytuje o cechy liderów, błędy start-upów i praktyczne wskazówki dla przedsiębiorców.
  • Rafał Mrówka – szef studiów MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Wnosi perspektywę akademicką i „systemową”: lider jako ktoś, kto buduje współpracę, facylituje dyskusję i uczy się pracy zespołowej (w tym delegowania).
  • Michał Sadowski – twórca Brand24. Dzieli się perspektywą praktyka: znaczenie cierpliwości w budowaniu firmy, realia wieloletniej pracy, podejście do delegowania oraz uczenia się na cudzych (i własnych) błędach.
  • Monika (słuchaczka) – autorka pytania z publiczności o to, jak znaleźć odwagę do delegowania zadań i jak zrobić pierwszy krok w oddawaniu odpowiedzialności zespołowi.

Źródło: Audycja „Firmament” – wspólny projekt programu InCredibles i Radia 357: https://www.youtube.com/watch?v=QxDQQV0VQ2s

Treść została wygenerowana za pomocą AI.

Mini FAQ

Czy lider musi „wiedzieć wszystko najlepiej”?

Nie. Skuteczny lider buduje zespół, zaufanie i warunki do działania, zamiast grać rolę wszechwiedzącego eksperta.
Więcej w: „Lider to nie geniusz – to architekt zaufania i współpracy”.

Co najczęściej gubi młodych przedsiębiorców?

Brak cierpliwości i mylne oczekiwanie szybkich efektów. Sukces zwykle przychodzi po latach pracy, których nikt nie pokazuje.
Więcej w: „Cierpliwość jako przewaga: prawdziwy koszt „pierwszych lat”.

Czy MBA jest konieczne, żeby zbudować globalny biznes?

Nie jest konieczne, ale może pomóc uporządkować wiedzę, uniknąć części błędów i dać strukturę do rozwoju firmy.
Więcej w: „Edukacja menedżerska i uczenie się: struktura, której często brakuje”.

Jak zrobić pierwszy krok w delegowaniu zadań?

Zacząć i zaakceptować, że pierwsze wykonania mogą być słabsze. Z czasem ludzie często robią to lepiej od założyciela.
Więcej w: „Delegowanie bez złudzeń: jak przełamać lęk przed oddaniem kontroli”.

Czy inspirowanie się konkurencją to wstyd?

Nie, jeśli mówimy o dobrych praktykach (np. UX, formularze). Ważne, by nie kopiować bezrefleksyjnie i wnosić własną wartość.
Więcej w: „Inspiracja, kopiowanie i remiks: etyka oraz pragmatyka rozwoju produktu”.

Rozwiń transkrypcję

Nazywam się Jarosław Sroka i zapraszam wszystkich byłych, aktualnych i przyszłych przedsiębiorców na audycję, którą tworzymy właśnie z myślą o nich. Profesor Rafał Mrówka, szef studiów MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Michał Sadowski, twórca Brand24. Szanowni Panowie, co dzisiaj tworzy lidera, który ma wpisany w swoje biznesowe DNA sukces? Panie Profesorze. Na pewno tworzy go odwaga i ta umiejętność podjęcia wyzwań, których nikt inny nie chce podjąć, bo się boi. Ale z drugiej strony to, co tworzy też lidera, naprawdę lidera, to umiejętność współpracy z ludźmi, dzielenia się, inspirowania ich, zarażania entuzjazmem, angażowania. Ale to, co padało tutaj wielokrotnie w tej sondzie przed chwileczką, umiejętność zaufania im i dania możliwość działania. Dlatego, że lider to nie jest taki geniusz, który wie wszystko o wszystkim najlepiej, a wszyscy inni dookoła niego powinni mu tylko i wyłącznie czyścić buty. Lider będzie tak dobrym liderem, jak, jak dobrych ludzi ma dookoła siebie i jak potrafi wykorzystać ich potencjał. A czy trzeba być ekonomistą, prawnikiem, żeby być dobrym liderem i prowadzić biznes, który odnosi globalny sukces? Taka kontrowersyjna teza. Ja mam wrażenie, że ci najwybitniejsi liderzy, gdzieś tam biznesowi świata, oni właśnie często wielu takich lekcji nie odrobili, yyy i mimo to zostali tymi liderami. Ale z drugiej strony bardzo wielu z nich, gdyby te lekcje odrobiło, to mogłoby uniknąć takich problemów, takich bieżących problemów, o których dzisiaj w tej sondzie przed chwileczką słyszeliśmy. Michał, co najczęściej gubi początkujących, młodych przedsiębiorców? Tych właśnie, którzy tak jak wspomnieliśmy wcześniej, potencjalnie noszą w plecaku buławę Elona Muska. Tak jak ich obserwujesz, a jest ich bardzo wielu, którzy szczególnie w branży nowotechnologicznej, startupowej się pojawili w ostatnich latach. Gdzie ten pierwszy grzech pierworodny, śmiertelny czasem się pojawia? Myślę, że takim bardzo istotnym problemem i grzechem jest brak cierpliwości. To znaczy, bardzo często przedsiębiorcy, z którymi mam kontakt, mają zupełnie błędne wyobrażenie życia przedsiębiorcy, życia jakby na własnym– budowania własnej firmy. Często jest tak, że oni to wyobrażenie biorą sobie obserwując ludzi, którym się już udało. Obserwując ludzi, którzy często lubią się po prostu… Albo jakby pewną sekcję tych, którym się udało, albo pewien segment tych, którym się udało, którzy po prostu lubią pokazywać efekty swojej pracy bardziej namacalne, jak dobre auto, yyy, nie wiem, wyjazd czy chata jakaś dobra i tak dalej. Więc– i jakby problem jest w tym, że my ludzi, którzy budują własne biznesy i którym się udało, widzimy jak im się udało, a nie widzimy ich po drodze, nie widzimy ich, kiedy przez kilka lat z rzędu jeżdżą, yyy, nie wiem, gdzieś tam z jednego miasta do drugiego, śpiąc w bagażniku samochodu, żeby postawić ten biznes. Jakby nikt nie słyszał o panach z CD Projekt, kiedy handlowali na giełdzie płytami albo rozwozili osobiście, robili dystrybucję gier po sklepach, rozwożąc je gdzieś tam samochodem. Mało kto gdzieś tam kojarzył, nie wiem, Mariusza Ciepłego z LiveChata, kiedy wykupowali się od Gadu-Gadu i kiedy z globalnymi aspiracjami budowali zalążki subskrypcyjnego biznesu. Więc to jest trochę problem, że tych ludzi, którym się udało (śmiech) czy udaje nadal, widzimy kiedy im się udaje, a nie kiedy muszą ciężko najpierw przez grube, grube lata pracować na to. I często ja wśród tych młodych przedsiębiorców widzę po prostu brak wystarczającej cierpliwości. Oni, oni się zderzają z tym i myślą: coś jest nie tak. Ja widziałem na Instagramie, że powinienem już mieć Ferrari, drogi zegarek i w ogóle mega wakacje. A tutaj robię to już od półtora roku i nadal nic. Ja w branży działam od dwudziestu lat. Brand24 prowadzę od dziesięciu i tak naprawdę można powiedzieć, że od roku, półtora zaczynam obserwować jako takie powiedzmy namacalne benefity mojej pracy. Yyy, jakby można powiedzieć, że jakby dostrzegam już coś bardziej namacalnego, płynące z dziesięciu lat ciężkiej pracy Czyli namacalny zegarek i namacalny Ferrari. (śmiech) No nie, akurat nie noszę zegarków, więc taki splendor jest trochę nie dla mnie, ale. No ale takie rzeczy jak możliwość spłacenia kredytu hipotecznego w końcu po wielu, wielu latach czy, czy, czy, czy jakieś bardziej rodzinne auto, no to są dla mnie takie namacalne rzeczy, czy powiedzmy możliwość częstszego wyjazdu na urlop, to są takie namacalne rzeczy, które dopiero wychodzą grube lata po założeniu tego biznesu. I to jest całkiem niezły biznes, tak? Więc to jest trochę takie skrzywione wyobrażenie życia przedsiębiorcy jako tego, który szasta kasą w zasadzie chwilę po starcie już jest ustawiony. Michał, jak szukasz wspólników, rozmawiasz z potencjalnymi partnerami biznesowymi i patrzysz w papierach napisane absolwent MBA i to jeszcze ten od Mrówki to, co sobie myślisz? Super facet przygotowany do tego, co chcemy robić w stu procentach? Czy mówisz „o Jezu, to nic z tego nie będzie”?Przyznam szczerze, że jest to dla mnie bardzo duży bonus, ale nie jest to coś, po czym determinowałbym, jakby, co byłoby dla mnie kryterium doboru ludzi, z którymi chcę się spotkać, żeby porozmawiać o potencjalnej współpracy. To kryterium doboru jest pewnie gdzieś tam inne. Natomiast jeśli już rozmawiamy, jeśli widzę coś takiego, to jest to na pewno ogromna wartość, bo przyznam szczerze, że często sam mam względem siebie kompleksy związane z prowadzeniem biznesu, bo nie mam żadnego takiego, powiedzmy merytorycznego przygotowania. Jestem naturszczykiem i wiem, że wielu błędów mógłbym uniknąć, gdybym miał jakieś gruntowne przeszkolenie w tym temacie. Także absolutnie postrzegam to jako ogromną wartość, natomiast nie na tyle, żeby to mi, że tak powiem, rzucałbym wszystko i wszystkie inne cefałki ze stołu i mówię, to jest ta osoba, z którą chcę działać. Panie profesorze, mamy kandydata na studia jak nic. Zapraszamy. Zapraszamy, oczywiście. Panie Profesorze, jak pan patrzy na takich Michałów przyjeżdżających albo pożyczonej mi, albo wyleasingowanej mi Ferrari na te zajęcia do pana MBA, to jak tak pan na nich patrzy pod kątem ich potencjału, możliwości, które w sobie, w nich drzemią, to jakie cechy się szczególnie Panu rzucają w oczy? Co czyni tych ludzi wyjątkowymi, skazanymi na sukces? Chęć podejmowania prób na pewno i w pewnym sensie pewna bezczelność, również. Tak, użyję takiego mocnego słowa, ale to jest taka dobra bezczelność, bo to jest taka bezczelność kwestionowania tej rzeczywistości, w której, w której działamy. Czyli nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi? Tego typu bezczelność. Trochę też, ale z drugiej strony ona się przekłada jednak na coś bardzo pozytywnego, na chęć kwestionowania status quo, na szukanie nowych pomysłów biznesowych, na właśnie podejmowanie tego mitycznego ryzyka i nieprzejmowanie się tym, że czasami jednak się nie uda, że przeważnie się nie uda, za którymś razem dopiero się uda i to jest w porządku. A Panie Profesorze, tak wracając na sekundkę dosłownie do tej bezczelności, czy przychodzą do Pana wyrobieni przedsiębiorcy bardzo często, którzy już odnieśli sukces różnej skali i oni wiedzą lepiej od Pana? Ale ja tego nie kwestionuję, że oni bardzo często wiedzą lepiej ode mnie, dlatego że moja rola tak naprawdę i rola naszych wykładowców w programie MBA, to jest pewnego rodzaju facylitacja dyskusji, wymiany poglądów pomiędzy naszymi studentami. Nasi studenci mają wiedzieć więcej, dlatego że oni mają się inspirować wzajemnie. Studia MBA to przede wszystkim, to nie jest tylko i wyłącznie czytanie podręczników, nie wiem, uczenie się do egzaminów, to jest przede wszystkim rozmawianie. To jest przede wszystkim wymienianie się poglądami, robienie wspólnych projektów, gdzie się zależy też od innych, gdzie trochę się nie ma wyjścia i trzeba zdelegować pewne zadania na innych członków grupy, bo samemu się wszystkiego nie pociągnie. Czyli to, co przed chwileczką się pojawiało w sądzie jako pewien problem, który nasi tutaj osoby, z którymi rozmawialiśmy, odkryły, nasi studenci to odkrywają na zajęciach, bo nie mają innego wyjścia. Dopiero na zajęciach bardzo często. Bardzo często. Tak, tak, to prawda, że bardzo często dopiero na zajęciach, czasami rzeczywiście, z drugiej strony ta wiedza też płynie i czasami mnie przyznam, że zadziwia na przykład pewnego rodzaju jednak brak takiej elementarnej wiedzy biznesowej. A pytanie do panów obu. Panie profesorze, zaczniemy od pana. Czy przedsiębiorcy, szczególnie ci młodzi, uczą się na własnych, a skoro nie na własnych, to przynajmniej na cudzych błędach? Znowuż powiem, że bardzo różnie bywa. Czasami się uczą, czasami się kompletnie nie uczą i popełniają po raz kolejny błędy. Na szczęście albo nieszczęście to jest pewnie definicja tych gorszych przedsiębiorców. No i mamy tutaj pytanie, znakomicie, to ja może zmienię na sekundkę scenariusz naszej rozmowy. Michał, bo wspomniałeś o tym jako jednej z największych swoich nauczek ostatnich lat. Pytanie od pani Moniki: jak nauczyć się delegowania zadań? Gdzie znaleźć odwagę? Odwagę do delegowania zadań, podkreślę. Michał, bardzo proszę. Tutaj nie mam jakiejś specjalistycznej recepty, dla mnie takim powiedzmy dobrą ścieżką było zmuszenie się do tego i pogodzenie się z tym, że pierwsze czy drugie wykonanie będzie poniżej tego, czego ja się spodziewam. Natomiast jakby po takich dwóch przypadkach, w których zacząłem delegować i w których ci ludzie już po krótkim czasie generowali dużo lepsze efekty i wykonywali tę pracę dużo lepiej ode mnie, jakby totalnie mi to przeszło. Więc jak z wszelkimi lękami od nurkowania poprzez latanie, trzeba po prostu spróbować i zobaczyć efekty. Dziękuję. Panie profesorze, no jak słyszeliśmy praktyk tak trochę czuje, tak przez skórę coś intuicyjnie. A pan jako profesor akademik, jaka jest pańska podpowiedź? Jak nauczyć się delegować zadania? Poniekąd zacząć to po prostu robić, ale niekoniecznie we własnym biznesie, ale właśnie to, co my robimy z naszymi studentami na naszych studiach. To znaczy my ich do tego po prostu zmuszamy, dając im zadania, których nie mogą inaczej wykonać niż tylko i wyłącznie delegując na innych członków zespołu. I się okazuje, że to jest efektywne. Okazuje się, że to, że ktoś jest inny niż ja, wcale nie oznacza, że zrobi– gorzej wykona zadanie, które mu postawiliśmy, tylko będziemy mieli czasami zupełnie-Inne podejście, którego się nie spodziewaliśmy i nie oczekiwaliśmy. Więc praktyka, praktyka, praktyka. Ja bym powiedział jeszcze raz. Panie profesorze, w takim razie powtórzę pytanie, żeby pani Monika miała, jak to się elegancko mówi, zabezpieczoną jasność. No, żeby nie skończyło się na tym, że będzie się zajmować teraz wymuszaniem delegowania wyłącznie w najbliższych dniach w swojej firmie. Jak zrobić ten pierwszy krok, żeby się udało? Ten pierwszy krok? Myślę, że po prostu spróbować. Po prostu, ja– siebie zmusić przede wszystkim. Nie innych, tylko siebie zmusić, ale czasami bardzo dobrze robi, robią okoliczności w takim sensie, że jeżeli nie dajemy rady, to mamy do wyboru albo zdelegujemy, albo nie wykonamy w ogóle, to się okazuje, że to jest ten pierwszy krok, który potem przynosi dobre efekty. Dziękuję. Michał, wrócimy z tym pytaniem jeszcze do ciebie, które nie wybrzmiało z twojej strony. Czy przedsiębiorcy uczą się na błędach i czy to są z reguły błędy własne, czy łatwiej się uczyć na cudzych? O, zdecydowanie łatwiej się uczyć na cudzych. My to robimy bardzo często, podglądając różne przypadki użycia, różne przypadki optymalizacji. Tych błędów oczywiście można szukać na etapie zarządzania projektem, zarządzania produktem, zarządzania firmą, natomiast bardzo często szukamy ich w, w aspektach na przykład optymalizacji ścieżki wprowadzania klientów do produktu. To jest taka rzecz, w której ja się trochę może nie wyspecjalizowałem, ale którą się bardzo mocno zainteresowałem przez ostatnie lata. Więc jakby poszukiwanie dużych, niezerwanych owoców, poszukiwanie etapów, na których ludzie po prostu od naszej strony się odbijali. I w tego typu jakby nauce bezcenne były właśnie zewnętrzne przypadki użycia, zewnętrzne przypadki firm, które dzieliły się wiedzą na temat tego, co u nich się sprawdziło, dlaczego u nich klienci odbijali się od strony i poszukiwanie tego typu problemów po naszej stronie. Choć oczywiście przy dziesięcioletniej historii mamy cały wianuszek błędów, które sami popełniliśmy i na bazie których musieliśmy się uczyć w znacznie bardziej bolesny sposób. I staliście się źródłem inspiracji dla innych. Miejmy nadzieję. A naśladownictwo, coś takiego w biznesie jest wstydliwe? Sięgacie po takie metody, spotykacie na rynku w drodze biznesowej kogoś, kto robi to po prostu lepiej i kopiujecie ten model biznesowy. Czy to jest, to jest w porządku? Czujecie się z tym dobrze? To oczywiście zależy od typu rzeczy, którą chcemy skopiować. Gdybyśmy zauważyli jakąś super widowiskową funkcję naszego produktu czy produktu typowego dla naszego segmentu, to przyznam szczerze, że miałbym troszkę opory, żeby kopiować, bo postrzegam to jako taką trochę rzecz, może trochę honorową, a trochę takie podejście do, takie fair podejście, bym powiedział. Natomiast jeśli widzimy u kogoś bardzo dobrze rozwiązany formularz rejestracji albo formularz logowania, to postrzegam to jako taki element biznesu, który wręcz jest stworzony do tego, żeby inni się nim inspirowali. Zresztą my bardzo często zachęcamy naszą widownię albo ludzi, którzy gdzieś tam nas obserwują bardziej biznesowo, aby kopiowali rozwiązania, które wyszły od nas. Dzielimy się takimi case’ami, przypadkami, w których gdzieś nasza optymalizacja przyniosła bardzo dobre efekty. Więc jakby ja ogólnie jestem zdania, że wszystko w naszym świecie to jest remiks. Jest nawet taka bardzo popularna seria filmów, że wszystko jest remiksem i tak naprawdę jakby zarówno artyści, jak i przedsiębiorcy potrafią dostrzegać jakby bardzo ciekawe połączenia dwóch jakichś nurtów, dwóch, dwóch rzeczy, dwóch tematów, dwóch czasami technologii, które w połączeniu budują coś nowego. Więc najczęściej nawet jak podglądamy, to staramy się to poprawić i staramy się to połączyć z jakimiś naszymi doświadczeniami, żeby wyszło coś nowego i żeby świat (śmiech) szedł trochę do przodu, przynajmniej w naszym segmencie Dziękuję bardzo i tak też będziemy rozwijać nasz program właśnie taką metodą. Szanowni panowie, bardzo serdecznie obu Wam dziękuję za Wasz czas. Byliście pierwszymi gośćmi naszej audycji Tworzycie historię Radia 357. Gratuluję.

Zobacz również